Praktyczne spojrzenie

Często powtarzam, że wyobraźnia ludzka nie zna granic. I to nie tylko na gruncie fantastyki, ale również w tak niby prozaicznych i mało fantastycznych dziedzinach, jak ekonomia i rynek kapitałowy. Co chwilę pojawiają się pomysły na nowe usługi i sposoby zarabiania pieniędzy. Szczególnie wdzięcznym polem do popisu jest rynek instrumentów pochodnych.Przyzwyczaiłem się już do doniesień, że co chwila powstają jakieś super skomplikowane instrumenty typu opcje na kontrakty na swapy opcyjne na spready na coś tam jeszcze, tak skomplikowane, że nie wiem, czy ktokolwiek na świecie jest jeszcze w stanie pojąć, o co w tym wszystkim chodzi, a bez rozbudowanego programu komputerowego nikt by nie potrafił wyliczyć, czy się na tym zarabia, czy też traci. A tu się okazuje, że można wymyślić coś tak niesłychanie prostego i wdzięcznego, jak kontrakt terminowy albo opcja na pogodę.I wcale nie żartuję, bowiem niedawno PARKIET doniósł, że od roku handluje się tym na rynku pozagiełdowym w Stanach Zjed-noczonych, a już i kilka giełd wyraziło zainteresowanie. Laikowi w pierwszej chwili kojarzy się to z zamawianiem pogody, czyli czarną magią, a jest to bardzo prozaiczny i czysto ekonomiczny - jak to się dumnie mawia - "byznes". Chodzi po prostu o zabezpieczenie się przed nieoczekiwaną zmianą pogody. I wcale nie są tym zainteresowani wczasowicze, a poważni panowie (skoro piszę o rynku amerykańskim, to muszę w ramach politycznej poprawności dodać "i panie") sprzedający olej opałowy albo zarządzający budynkami mieszkalnymi. Ci pierwsi cieszą się na ostrą zimę, bo wtedy sprzedadzą więcej paliwa, z kolei ci drudzy woleliby, żeby zima była jak najcieplejsza, bo zaoszczędzą na ogrzewaniu.Tak więc jedni zabezpieczają się przed łagodną, a drudzy przed ostrą zimą. Do tego zaś kontrakty terminowe i opcje nadają się wręcz idealnie. A skoro niektórzy używają ich do zabezpieczania, to inni cieszą się, że mają świetne narzędzie do pospekulowania, czyli do osiągnięcia szybkich zysków (lub, nie daj Boże, do poniesienia strat). W takich chwilach przypomina mi się, jak to kiedyś w bardzo mądrej książce wyczytałem, że w Stanach Zjednoczonych absolutnie wszystko może być materiałem do utworzenia instrumentu pochodnego. Wszystko, czyli nie tylko akcje, obligacje, pszenica czy też inne prozaiczne towary, ale także rozmaite usługi i cokolwiek można sobie wyobrazić, jak choćby ta pogoda.Ale jednak nie wszystko, gdyż istnieje jeden tajemniczy wyjątek. Otóż Kongres amerykański zakazał tworzenia kontraktów terminowych na cebulę.Długo się zastanawiałem, dlaczegóż to akurat ta nieszczęsna cebula jest tak wyjątkowa, więc przy pierwszej okazji sprawdziłem u źródła, czyli zapytałem amerykańskiego eksperta. Ten się roześmiał i odparł, że to dlatego, iż po cebuli brzydko pachnie z ust. Widząc jednak, że jakoś nie bardzo chcę w to uwierzyć, spoważniał i wyjaśnił, iż w okolicy lat trzydziestych był to bardzo popularny instrument. Tak popularny, że farmerzy masowo zaczęli nim spekulować i stracili ogromne pieniądze, a potem mieli pretensje do rządu, że ten pozwolił im narazić się na takie straty. No więc Kongres postąpił radykalnie i całkowicie zakazał używania tego szatańskiego narzędzia.Wniosek z tego wynika prosty - próbujmy wszystkiego, byle z umiarem. Będzie wtedy ciekawie i może nawet korzystnie. Ważne jednak, by nie przesadzić, gdyż wtedy ryzyko straty rośnie w tempie astronomicznym.

KRZYSZTOF GRABOWSKI

prezes Związku Maklerów i Doradców

Tekst stanowi wyraz osobistych poglądów autora