- Wiele polskich przedsiębiorstw ucierpiało z powodu osłabienia ogólnej koniunktury, gdyż nie przeprowadziło zawczasu restrukturyzacji. Także wskaźniki giełdowe byłyby lepsze, gdyby nie to, że w niektórych spółkach szwankuje zarządzanie - powiedziała wczoraj prezes NBP Hanna Gronkiewicz-Waltz do posłów z sejmowej Komisji Gospodarki. Szef RCSS Jerzy Kropiwnicki łagodził swoje stanowisko w sprawie niezbędności posunięć antyrecesyjnych. Mówił, że pakiet antyrecesyjny trzeba mieć przygotowany "na wszelki wypadek".H. Gronkiewicz-Waltz chwaliła politykę ograniczania deficytu budżetowego zapoczątkowaną przez ministra Marka Belkę i kontynuowaną przez Leszka Balcerowicza, dodając, że bez niej nie byłoby możliwe poważne zmniejszenie stóp procentowych w ostatnich miesiącach. Polemizowała z tezą, że realne oprocentowanie kredytów jest bardzo wysokie. - W 1998 r. kredytów wzięto w Polsce o 28% więcej niż rok wcześniej. Wiadomo też, że od początku tego roku zainteresowanie kredytami konsumpcyjnymi jest bardzo duże. Ten towar nie jest więc drogi, skoro cieszy się tak dużym wzięciem - powiedziała wczoraj prezes NBP. Jej zdaniem, o drogim kredycie powinni raczej mówić Amerykanie, gdyż w USA, przy inflacji rzędu 2%, stopa procentowa wynosi 8-11%, co oznacza, że jest kilka razy większa od dynamiki cen.Spór o definicjeSzef RCSS minister Jerzy Kropiwnicki podtrzymywał wczoraj pogląd o alarmującym spadku produkcji w styczniu 1999 r. O pakiecie działań antyrecesyjnych mówił jednak jako o rozwiązaniu, które trzeba przygotować i zastosować jeśli sytuacja pogorszy się. Przywoływał "automatyczne stabilizatory koniunktury" znane w innych krajach.Podczas wczorajszych obrad sejmowej Komisji Gospodarki zgodzono się z tezą, że w znaczeniu podręcznikowym o recesji w Polsce nie ma mowy (bo nie ma spadku PKB przez dwa kolejne kwartały). - Przestrzegam przed posługiwaniem się słowami: kryzys i recesja. Obywatel Kowalski nie czyta podręczników i gdy usłyszy te terminy, to może drastycznie ograniczyć popyt - stwierdziła H. Gronkiewicz-Waltz. Przypomniała, że choć w 1993 r. upadało 250 banków spółdzielczych, to nigdy nie nazwała tej sytuacji kryzysem bankowym, by nie wywoływać paniki.Prezes NBP twierdzi, że tak zwane studzenie koniunktury w 1998 r. nie miało wielkich rozmiarów, skoro popyt był o 2% większy niż produkcja. Nie uważa również, by najnowsza deprecjacja złotego względem dolara była zaskakująco duża, gdyż dolar umocnił się ostatnio wobec wszystkich innych walut po tym, jak okazało się, że USA osiągnęły bardzo dobre wskaźniki gospodarcze w 1998 r.Druga JaponiaPosłanka Janina Kraus (AWS) zarzuciła wczoraj wicepremierowi L. Balcerowiczowi, że prowadząc politykę gospodarczą nie uwzględnia poglądów kilku wybitnych ekonomistów (w tym noblistów), którzy Jaźne zwiększenie wydatków państwa. Zdaniem wicepremiera, Japonia boryka się z kryzysem deflacyjnym i dlatego musi stosować rozwiązania w Polsce nieprzydatne. Przypomniał też, że przyczyną problemów Japonii był nadmierny interwencjonizm państwowy - zawinili politycy decydujący, które przedsiębiorstwa mają się rozwijać i dostawać kredyty.Za dużo politykówL. Balcerowicz zgodził się wczoraj z uwagami Wiesława Kaczmarka (SLD), że wiele decyzji o obsadzie rad nadzorczych i zarządów przedsiębiorstw ma charakter polityczny. - Najlepszym sposobem zakończenia takich praktyk jest szybka prywatyzacja, ucinająca związki między gospodarką a światem polityki - stwierdził L. Balcerowicz.W gospodarce jak w sporcie. Najciekawsze są gry zespołowe. W jednej drużynie - H. Gronkiewicz-Waltz, L. Balcerowicz, M. Belka. W drugiej - J. Kropiwnicki i G. Kołodko. Tak trzeba podzielić najważniejsze postacie życia polityczno-gospodarczego tej i poprzedniej kadencji. "Wasze lekarstwa na polskie problemy ekonomiczne są gorsze niż sama choroba" - wydają się mówić jedni i drudzy. Jak widać, przynależność rządowa, partyjna czy światopoglądowa wyżej wymienionych nie ma tu nic do rzeczy.
JACEK BRZESKI