Sojusz Londynu z Frankfurtem
Delegacja londyńskiego City, w skład której wchodzili przedstawiciele giełdy, czołowych banków i firm zarządzających kapitałami, odwiedziła ostatnio Frankfurt, by sprawdzić, jak przebiegają prace nad tworzeniem nowego rynku, na którym przedmiotem obrotu byłyby akcje 300 największych europejskich spółek.Jednym z głównych tematów było ujednolicenie brytyjskich i niemieckich przepisów regulujących dopuszczanie akcji na obie giełdy i obrót tymi papierami. To kwestia kluczowa w próbach Londynu i Frankfurtu urzeczywistnienia ich planu powołania ogólnoeuropejskiej giełdy. Na razie różnice w regulacjach prawnych wciąż są tak duże, jak różnica w giełdowej kulturze między obu krajami. Jeden z bankowców słusznie zauważył, że "od momentu opublikowania projektu minęło już 9 miesięcy, a żadnego dziecka jeszcze nie widać".Wciąż nie udaje się rozwiązać kwestii struktury własnościowej przyszłej wspólnej giełdy ani też kwestii, jakie indeksy będą na niej obowiązywały. Zarówno giełda londyńska, jak i frankfurcka są obecnie własnością ich członków, przy czym niemiecki rynek jest zdominowany w tym względzie przez wielkie banki. Deutsche Bank, Dresdner Bank i Commerzbank mają 25-proc. udział w Deutsche Börse, spółce prowadzącej giełdy akcji i derywatów we Frankfurcie. Każdy z nich walczy teraz, by mieć dominujący udział w nowym projekcie. Struktura własności ma być w nim oparta albo na kapitalizacji rynku, co zdecydowanie faworyzuje Londyn, albo też na wielkości dziennych obrotów, które są prawie takie same na obu rynkach. Prezes londyńskiej giełdy Gavin Casey proponuje rozwiązanie salomonowe: - Własność będzie określona na podstawie wartości, jaką każda z giełd wniesie do nowego projektu. Teza niewątpliwie słuszna, tylko wciąż nie wiadomo, jak tę wartość zmierzyć.
J.B.