Chłodnym okiem
Na początku lat dziewięćdziesiątych Polsce udało się porozumieć z zagranicznymi wierzycielami w sprawie częściowego umorzenia długu i przełożenia spłat na późniejszy okres. Był to sukces zarówno Polski, jak i wierzycieli, odroczenie bowiem długu pozwoliło naszemu krajowi osiągnąć spektakularny wzrost gospodarczy i zwiększyć szanse na wywiązanie się ze zobowiązań w terminie przewidzianym umowami.W gruncie rzeczy zagraniczni wierzyciele Polski nie mieli większego wyboru. Zbankrutowana gospodarka postkomunistyczna nie byłaby w stanie nigdy spłacić ogromnego długu bez odroczenia spłat. Rozwiązaniem satysfakcjonującym obie strony - obok odroczenia spłat - było częściowe darowanie długu. Wierzyciele uznali, że lepiej jest odzyskać część, niż stracić wszystko.Przesunięcie w czasie ciężaru spłat skapitalizowanych odsetek i długu, który w latach 70. został zmarnowany i przejedzony, pozwoliło rekonstruować rozregulowaną gospodarkę. Powoli jednak zbliża się okres spłat wierzycielom dużych rat, sięgających rocznie kilku miliardów dolarów, choć lata dwutysięczne wydają się ciągle daleką przyszłością. Trzeba jednak już teraz zacząć myśleć o bardzo prawdopodobnych napięciach finansowych, wynikających z konieczności spłacania zadłużenia.Najpoważniejszym problemem mogą okazać się konsekwencje przeznaczenia na spłaty pokaźnych kwot z budżetu państwa. Narodowy Bank Polski nie może przeznaczyć rezerw dewizowych na ten cel, musi je wykupić Ministerstwo Finansów. Powiększanie deficytu budżetowego dla pokrycia zwiększonych transferów zagranicznych raczej nie wchodzi w grę lub tylko w ograniczonym zakresie. Na początku przyszłej dekady Polska będzie w przedsionku Unii Europejskiej, która bardzo nie lubi nadmiernego deficytu budżetowego. Zaciąganie nowych kredytów za granicą jedynie odsuwa w czasie rozwiązanie problemu.Brak sukcesów w osiąganiu zrównoważonego budżetu w okresie utrzymywania się wysokiego wzrostu gospodarczego - nie wspominając nawet o nadwyżce budżetowej - jest z pewnością największą porażką polityki gospodarczej lat 90.Wygospodarowanie środków finansowych na spłatę zadłużenia będzie musiało się odbyć w drodze ograniczania wydatków budżetowych. Wartość rocznych spłat długu będzie przekraczała w kilku kolejnych latach 5% PKB. Jest to pokaźna wielkość, która najprawdopodobniej spowoduje konieczność zamrożenia pewnych kategorii wydatków na poziomie poprzednich lat. Trzeba będzie zapłacić wysoką cenę za beztroskie uchwalanie deficytu budżetowego przez parlament praktycznie przez całe lata 90. Równolegle ze spłatą długu zagranicznego trzeba będzie spłacać dług krajowy. Obawiam się, że jego rozmiary będą musiały zostać powiększone dla finansowania innych sztywnych wydatków budżetowych.Niewielkim pocieszeniem dla Polski może być informacja, że aż 10 państw Europy Środkowowschodniej już w bieżącym roku stanie przed problemem spłacania zagranicy długu wartego jeszcze większe odsetki PKB. Według banku Nomura, w bieżącym roku Słowacja powinna przeznaczyć na obsługę swojego zagranicznego długu aż 36,7% PKB, a Czechy, Bułgaria i Węgry ponad 18%. Spłacenie długów takiej wysokości wydaje się mało prawdopodobne.O rzeczywistym ciężarze spłat długu zagranicznego będzie też decydował stan koniunktury makroekonomicznej w Polsce, zwłaszcza tempo wzrostu PKB i wysokość kursu walutowego. Nie trzeba nikomu tłumaczyć, że im złoty będzie silniejszy, tym spłata długu mniej uciążliwa.
BOHDAN WYŻNIKIEWICZ
Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową