Z prezesem Deloitte & Touche (Polska) Lesławem Pagą rozmawia Dariusz Jarosz
Deloitte & Touche organizuje 12 maja w Warszawie konferencję na temat relacji spółek publicznych z inwestorami. Ostatnie wpadki związane z zatajeniem przez niektóre giełdowe firmy istotnych informacji nie świadczą chyba dobrze o jakości tych relacji na polskim rynku? Firma Deloitte & Touche prowadziła nie tak dawno badania mające pokazać, jakie są oczekiwania zarządzających portfelami w dużych funduszach inwestycyjnych. 76 procent ankietownych stwierdziło, że ich oczekiwania rozmijają się z oczekiwaniami zarządów spółek. Problem ten nie dotyczy zatem wyłącznie polskich firm, ale jest znacznie szerszy.Uważam, że zarządy wielu spółek nie bardzo zdają sobie sprawę z tego, jakie są wobec nich oczekiwania. A są to przede wszystkim postulaty związane ze stałym podnoszeniem wartości tych spółek. Jeśli nie są w stanie im sprostać, to pojawia się pytanie, czy zarządy spełniają swoją rolę. Niezadowoleni inwestorzy mają do wyboru: albo działanie w celu wymiany zarządu, albo wyjście ze spółki.Moim zdaniem, relacje pomiędzy inwestorami a zarządami polskich firm nie są najlepsze.W jaki sposób spółki powinny prowadzić politykę informacyjną?Często firmy mówią bardzo dużo, kiedy mają ochotę o czymś mówić, a milczą lub udzielają informacji zwodniczych, gdy chcą pewne fakty ukryć. Utrzymywania odpowiednich relacji z akcjonariuszami nie można sprowadzać wyłącznie do public relations. Zarządy firm muszą być odpowiednio wyedukowane, by wiedzieć, jaka ciąży na nich odpowiedzialność. Muszą budować swoją wiarygodność. Nie można zaskakiwać inwestorów np. ciągłymi zmianami prognoz finansowych.Zarządy powinny np. wiedzieć, jak postępować w sytuacjach kryzysowych. Elektrim mógł wyjść z twarzą, gdyby potrafił od początku przyznać się do błędu. Są sytuacje, w których nie można udawać, że nic się nie wydarzyło, bo to najgorsze rozwiązanie.Bardzo rzadko dyskutujemy na temat roli walnych zgromadzeń akcjonariuszy, o tym, jak należy je przygotowywać i jakie informacje powinni otrzymać inwestorzy. Kolejną kwestią jest rola rady nadzorczej w spółce publicznej. Ona odpowiada przecież nie tylko przed akcjonariuszami, ale także przed opinią publiczną.Ważne są mechanizmy kontrolne, zarówno wewnętrzne, jak i zewnętrzne. Efekty zderzenia oczekiwań inwestorów z oczekiwaniami zarządu weryfikuje w sprawozdaniach finansowych niezależny audytor. I jego rola jest bardzo istotna.W USA działa Amerykańska Komisja Audytu, dbająca o przestrzeganie przez audytorów przyjętych standardów. Czy tego typu instytucja potrzebna jest również w Polsce?Po pierwsze, na naszym rynku należy wypracować te standardy. Po drugie, ważne jest, by spółki publiczne w należyty sposób dobierały sobie audytorów, formułowały wobec nich oczekiwania i korzystały z ich pracy. Audytor pracujący dla firmy ma trudną rolę do spełnienia, gdyż musi przedstawić rzetelny obraz spółki, co nie zawsze satysfakcjonuje członków zarządu i rady nadzorczej. Przypomnę, że jeszcze nie tak dawno mieliśmy "wysyp" diametralnie różniących się wyników finansowych spółek - przed audytem i po audycie. Jeżeli mamy do czynienia z dużymi rozbieżnościami, to może to oznaczać, że w spółce nie funkcjonują mechanizmy kontrolne.Kto, Pana zdaniem, powinien być odpowiedzialny za politykę informacyjną w spółce publicznej i kto tej informacji powinien udzielać? Dla osób podejmujących decyzje inwestycyjne ogólnikowe wypowiedzi rzecznika prasowego są niewystarczające. Poszukiwana jest informacja fachowa, kompetentna i wiarygodna, dotycząca przede wszystkim kondycji finansowej spółki i perspektyw jej rozwoju.Osoby, które odpowiadają za relacje z inwestorami, powinny być dobrze poinformowane o sytuacji spółki. Taka osoba musi rozumieć wymagania rynku. Powinna ona pomagać analitykom w dostępie do spółki. Zdarzają się sytuacje, w których analitykowi, po wydaniu niekorzystnej rekomendacji, blokuje się wręcz kontakty z przedstawicielami firmy. To niepoważne działanie. Informacja w spółce publicznej to jeden z najważniejszych elementów. Akcjonariusze, którzy zainwestowali w nią pieniądze, mają prawo oczekiwać określonych zachowań od kierownictwa.Inwestora interesuje przede wszystkim stopa zwrotu z powierzonego kapitału. Jeśli jest ona w "milczącej" spółce satysfakcjonująca i podobna do stopy zwrotu w firmie prowadzącej otwartą politykę informacyjną, to czy rzeczywiście należy się domagać zmian?Jeśli inwestor ma świadomość, że przez władze spółki traktowany jest po partnersku i otrzymuje od niej wszystkie informacje. Nawet jeśli to kosztuje, to jest ona wysoce transparentna. Z drugiej strony, inwestor wie, że spółka go niczym nie zaskoczy i traktuje bardzo poważnie swoje zobowiązania. Ma świadomość, że w momencie pojawienia się gorszych informacji, on te informacje z odpowiednim wyprzedzeniem dostanie. W "milczącej" spółce może się okazać, że z zysków nagle zrobiły się straty. Czy inwestor będzie się czuł wtedy oszukany? Na pewno tak.Spółki często starają się przemilczeć pewne niekorzystne fakty lub przekazują złe informacje w sposób zawoalowany, by nie zaszkodzić własnemu wizerunkowi i kursowi akcji na giełdzie.Nikt nie lubi mówić o własnych kłopotach. Gdy wszystko idzie dobrze, członkowie zarządu siadają uśmiechnięci i chwalą się sukcesami. Natomiast gdy zaczynają się problemy, nabierają wody w usta albo wręcz usiłują przekonywać, że są to informacje mało istotne. W dalszym ciągu wiele zarządów polskich spółek nie do końca rozumie, że rzetelność i uczciwość w prowadzeniu interesów mają wysoką wartość. Jest to stwierdzenie trywialne, ale szalenie ważne. Ten, kto zainwestował pieniądze w akcje, musi mieć pewność, że będą one pomnażane, a nie stracone.Spółki publiczne zabiegają o inwestorów głównie wtedy, gdy zamierzają sprzedać nową emisję. Rośnie wówczas liczba spotkań z inwestorami, pojawia się więcej analiz i rekomendacji. Po zebraniu pieniędzy z rynku o inwestorach i złożonych obietnicach często się zapomina. Czy publiczne spółki nie powinny oprócz walnych organizować stałych cyklicznych spotkań z akcjonariuszami, np. dwa razy w roku, by przedstawić im aktualną sytuację firmy i rozliczyć się z powierzonego kapitału?Oczywiście, że tak. Kiedy już spółka zbierze pieniądze z rynku, to często zapomina, że to, na co je potem wydała, jest odmienne od tego, co deklarowała w prospekcie emisyjnym. Każdy zarząd powinien spróbować popatrzeć na siebie oczami inwestora. Zastanowić się, jakie są jego oczekiwania i stwierdzić, czy rzeczywiście wszystkie rzeczy robi dobrze.Odnoszę wrażenie, że niektóre duże spółki zabiegają przede wszystkim o zasobnych finansowo inwestorów zagranicznych. To dla nich urządza się road show i specjalne telekonferencje, dzięki czemu mają oni większą możliwość dotarcia do interesujących informacji.Moim zdaniem, inwestorzy zagraniczni są bardziej wymagający niż krajowi. Zadają bardziej precyzyjne pytania i dokładnie wiedzą, jakie rzeczy są dla spółki najważniejsze. Myślę, że na naszym rynku nadal jest mało pogłębionych analiz fundamentalnych spółek na tle innych firm tej samej branży. Należy podkreślić, że duzi inwestorzy mają często swych reprezentantów w radach nadzorczych. W sposób naturalny dostają wtedy więcej informacji. Zapominamy też, że inwestor przejmujący kontrolę w firmie ponosi za nią odpowiedzialność. Jeśli spółka zbankrutuje, to polskie prawo daje możliwość wytoczenia procesu tym, którzy do tego doprowadzili.Praktyka jest jednak inna. Walka drobnego inwestora ze spółką publiczną to walka z wiatrakami i bardzo rzadko jest ona podejmowana. Są spółki, które do tej pory nie zrealizowały uchwał WZA, np. Universal, w sprawie skupienia i umorzenia własnych akcji i nie poniosły żadnych konsekwencji. Dlaczego pozycja drobnych inwestorów jest w Polsce tak słaba? Dlaczego nie potrafią oni połączyć swoich sił na Walnych Zgromadzeniach Akcjonariuszy?Nie ma żadnego powodu, by ich interesów po otrzymaniu pełnomocnictw nie reprezentowało na walnym np. biuro maklerskie. Drobni muszą pamiętać, że na WZA nie głosuje się liczbą osób, ale liczbą akcji. Z drugiej strony, nie może być jednak tak, że jeden ciągle niezadowolony inwestor może skutecznie blokować podejmowanie decyzji. Rynek jest na tyle dobrym "urządzeniem", że można w dowolnym momencie wejść lub wyjść z inwestycji.Dziękuję za rozmowę
.