Tydzień w gospodarce
Deficyt budżetu państwa wynoszący w okresie od stycznia do kwietnia, według wstępnego obliczenia w MF, 9,3 mld zł jest obecnie jednym z ważniejszych problemów w ocenie gospodarki i polityki gospodarczej. Nie ulegałbym uspokajającym komentarzom niektórych przedstawicieli MF, że to mniej, niż się poprzednio spodziewano, po informacji między innymi prof. Dariusza Rosatiego, członka RPP, że w połowie kwietnia sięgał 10 mld zł. Spadek tego deficytu w drugiej połowie każdego miesiąca jest rzeczą naturalną i trzeba będzie uważnie przyglądać się, ile wyniesie w połowie maja i czerwca. O ile więcej w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego.Nie należy się dziwić, że niższe niż przed rokiem są wpływy z podatków. Dlaczego? Po pierwsze - niższe jest tempo wzrostu gospodarczego. Po drugie - ludzie uczą się coraz skuteczniej korzystać z ulg. Po trzecie - obniżanie nominalnej i efektywnej stopy podatkowej służy wzrostowi konkurencyjności gospodarki. Taki właśnie, a nie inny kierunek zmian w podatkach wynika z nie tak dawno przyjętego przez KERM tak zwanego wariantu aktywnego "Strategii finansów publicznych i rozwoju gospodarczego, Polska 2000-2010". Po czwarte nie poprawia się ściągalność zobowiązań wobec budżetu od niesolidnych płatników i znaczącą rolę odgrywają w tej dziedzinie nieefektywne jednostki sektora publicznego.Nie należy się także dziwić, że dużo szybciej od dochodów rosną wydatki budżetowe. Po pierwsze - z wyliczenia opracowanego w MF wynika, że bardzo dużo pieniędzy wydaje się na dofinansowanie reform, mimo powszechnego przekonania, że na reformy przeznacza się za mało pieniędzy w porównaniu z potrzebami. Problem staje się coraz bardziej palący zarówno w służbie zdrowia, jak i w działalności nowych ogniw terytorialnych i samorządowych, a także - niestety - w funkcjonowaniu funduszy emerytalnych. Po drugie - ciągle zwiększają się dzikie długi, w tym w usługach społecznych, które są finansowane z pieniędzy publicznych.Czego w związku z tym należałoby oczekiwać od rządu?Po pierwsze większego niż dotychczas samokrytycyzmu. Naprawienie tych wszystkich po pierwsze, drugie i tak dalej jest niemożliwe, jeśli będzie się uznawało, że podejmowało się decyzje może spóźnione, ale jedynie słuszne.Po drugie zastanowienia się nad tym, z jakich następnych kroków można by i należałoby się wycofać, by niekorzystne zjawiska przestały narastać. Które wydatki budżetowe możliwe byłyby do ograniczania z możliwie minimalnymi następstwami ujemnymi?Wielkim problemem jest zapewnienie przyszłych dochodów z prywatyzacji. Nie tylko i nie przede wszystkim bieżących. Te ostatnie w najbliższym czasie będą wprawdzie na szczęście dość znaczne, ale przygotowanie przyszłych prywatyzacji wielu państwowych spółek Skarbu Państwa pozostawia wiele, bardzo wiele do życzenia. Podobnych problemów jest, niestety, znacznie więcej. Potrzebne jest przedstawienie ich do publicznej wiadomości ponad podziałami politycznymi. Źle się stało, że tak bardzo krótko trwało dotychczas zainteresowanie mediów "Strategią finansów publicznych i rozwoju gospodarczego, Polska 2000-2010".Zamiast uspokajania, że deficyt budżetu w drugiej połowie kwietnia rósł wolniej niż w pierwszej połowie tego miesiąca, należałoby się raczej zastanowić nad odpowiedzią na pytanie, jak zminimalizować niekorzystny wpływ zwiększonego deficytu budżetowego na wzrost oszczędności krajowych i inwestycji, od których zależy przyszły wzrost gospodarczy i zatrudnienie?Rynek kapitałowy i rynek papierów wartościowych należą również do tych za mało dostrzeganych sfer, bez większego docenienia których możemy wpadać w coraz większe kłopoty. Co zostało powiedziane w owej "Strategii..." o rozwoju instytucji rynku finansowego? Bardzo mało. Tymczasem bez rozwoju instytucji rynku finansowego po prostu nie będzie dostawcy efektywnych kapitałów dla szybkiego rozwoju gospodarczego.
MAREK MISIAK