Polityka i podatki

Ludzie bezustannie się z czymś nie zgadzają. Waldemar Kuczyński, na przykład, nie zgadza się na redukcję udziału państwa w produkcie narodowym brutto.

Poseł Henryk Goryszewski nie zgadza się na to, żeby oszczędności w wydatkach budżetu sfinansowały redukcję podatków. Mój lekarz nie zgadza się leczyć za taką nędzną składkę. Leszek Balcerowicz nie zgadza się, że jest źle. Leszek Miller z obrzydzeniem odrzuca pomówienie, że jest dobrze. Górnicy nie zgadzają się, że brać odprawę i zaraz potem iść na wielomiesięczne chorobowe, jest nie po chrześcijańsku. Małodzietnym nie podoba się mieszanie rozrodczości z fiskalizmem. A taki poseł Słomka, to zdecydowanie i - wydaje się nawet bezpowrotnie - poróżnił się z własnym rozumem.Taki jest ten świat. Po prawdzie, gdyby wszyscy się ze wszystkimi zawsze zgadzali, byłoby nudno jak w PRL. Czy jesteście państwo w stanie wyobrazić sobie taką, dajmy na to, sytuację.Dość niespodziewanie Balcerowicz udziela krótkiego wywiadu "Gazecie Wyborczej". W imieniu Unii Wolności namaszcza Krzaklewskiego jako kandydata w wyborach prezydenckich. Następnego dnia, przez zupełny przypadek, w "Życiu" na kolumnie "Opinie" przewodniczący Krzaklewski pisze, że rewolucja podatkowa zaproponowana przez Balcerowicza jest Polsce tak samo potrzebna, jak wizyta Ojca Świętego. Nie trzeba wcale długo czekać, by znany felietonista Janusz Tomaszewski wywewnętrznił się we "Wprost", nieco jak to ma w zwyczaju zagadkowo, że Unia Wolności i Akcja Wyborcza Solidarność zostały złączone "kropelką" (co "kropelka" sklei, sklei...). A już następnego dnia Paweł Piskorski rzuca robotę w Ratuszu i wraca na swój poprzedni posterunek w klubie UW. Walendziaka zamiast na "Rzeczpospolitą" rzucają na telewizję. Panowie Rybicki i Czech w 15 minut na korytarzu sejmowym sprawnie uzgadniają doskonałą ordynację wyborczą, co jest bezpośrednio transmitowane przez red. Monikę Olejnik. Jeszcze tylko szybciutko zmieniamy prezesa GUS, a wraz z nim metodologię liczenia kilku podstawowych wskaźników gospodarczych. Okazuje się raptem, że stopy procentowe są w Polsce tak nieprzyzwoicie wysokie, a dolar drogi, że prezydent Clinton pisze w tej sprawie do prezydenta Kwaśniewskiego. Ten chudy, niebieski i smutny oświadcza w telewizji, że w pełni solidaryzuje się, jak zawsze zresztą od 40 lat, ze stanowiskiem amerykańskim. Alan Greenspan kieruje na ręce Hanny Gronkiewicz-Waltz tajne memorandum, zachęcające do osłabienia złotego jeszcze przed wyborami. Szybko, w wolnym przekładzie Witolda Gadomskiego, memorandum ukazuje się na pierwszej stronie "Gazety Wyborczej", ostatniej Parkietu i - z pewnym, co zrozumiałe, poślizgiem - na przedostatniej stronie miesięcznika "Bank". Waldemar Kuczyński przestaje publikować felietony w obronie chłopów, dolara i deficytu, skupiając się na działalności konsultingowej i z bezprzykładnym poświęceniem zbiera materiały do księgi XX-lecia transformacji. A, no i jeszcze poseł Anusz, zachowując na wszelki wypadek przez cały czas immunitet, zdaje w końcu tę maturę, co znajduje poklask w intelektualnych kręgach profesury UW.Wszelkie bariery na drodze do koalicyjnego porozumienia padają jak muchy. Kłody rzucane pod nogi urzędującego prezydenta układają się zaś w zgrabny stosik pogrzebowy. "Gazeta Wyborcza" i jej cień - "Życie", po szybkim otrząśnięciu się z szoku, zaczynają jak zwykle grymasić, choć każde z innych powodów. Miller z Kalinowskim fotografują się już to przed ruinami upadłej fabryki włókienniczej, już to wspólnie, kiedy jeden drugim bronuje cieniutką piaszczystą glebę (bo za Balcerowicza wszystkie czarnoziemy - mówi głos z offu - poszły do Niemca, a ostatni koń został właśnie wczoraj zgrilowany).No, dobrze, możecie się Państwo przytomnie zapytać, ale co my byśmy z takiej obrzydliwie nudnej zgody właściwie mieli? Co konkretnego? Oprócz oczywiście rzeczy tak nieuchwytnych, jak: dobro ogólne Rzeczypospolitej, pomyślność obywateli, doskonała koalicja, rząd i prezydent, a wszystko to gwarantowane juiwie przed wyborami, które z tego powodu można by spokojnie, a priori, anulować. Z rzeczy obliczalnych to mielibyśmy, proszę Państwa, niższe podatki.Koniec bajki.

JANUSZ JANKOWIAK