Okiem spekulanta

W ostatnich tygodniach europejskim rynkiem spożywczym wstrząsnęła wiadomość o wykryciu w belgijskich produktach drobiowych - rakotwórczych dioksyn. Te szkodliwe substancje znalazły się, niestety, nie tylko w samym mięsie, ale także w wielu towarach, przy których wytwarzaniu użyto jaj, co w praktyce oznacza, że mogą znajdować się niemal wszędzie.Polska, podobnie jak kilka innych krajów europejskich, wprowadziła zakaz importu belgijskich produktów pochodzenia drobiowego. To z pewnością powinno ucieszyć rodzimych producentów artykułów spożywczych, w szczególności zaś firmy zajmujące się hodowlą drobiu. Uszczelnienie naszych granic stwarza im szansę zwiększenia sprzedaży, osiągnięcia większych zysków.Na giełdzie notowane są trzy spółki drobiarskie: Ekodrob, Drosed i Indykpol, a w całym sektorze spożywczym firm jest 16. Belgijski kryzys generalnie nie wpłynął negatywnie na ich kursy, choć trzeba przyznać, że np. trend na Indykpolu od kilku tygodni nie jest dla posiadaczy tych akcji zbyt korzystny. Ale na poniedziałkowej sesji notowania żadnej z firm spożywczych nie spadły, a szczególnie silnie zwyżkowały właśnie kursy spółek drobiowych. Przepraszam, zapomniałem o Żywcu, którego walory potaniały o 5,8%. I oto okazało się, że kiedy 15 z 16 spółek zaliczanych do sektora spożywczego wzrosło lub przynajmniej nie spadło, indeks WIG-Spożywczy obniżył się o 3,2% (!).Rozsądny człowiek pomyśli: pomyłka. System źle zadziałał, może komputer coś nie tak przeliczył. Okazuje się jednak, że to wcale nie pomyłka, ale reguły gry ustalone przez naszą giełdę, a konkretnie - przez Komitet Indeksów Giełdowych. Okazuje się bowiem, że w indeksie WIG-Spożywczy największy giełdowy browar ma 68-proc. udział (!). Można sobie wyobrazić taką dość ekstremalną sytuację, kiedy 15 firm spożywczych maksymalnie rośnie, a jeden Żywiec maksymalnie spada. I co wtedy "powie" pomocniczy WIG o koniunkturze w sektorze?Można zatem postawić pytanie: po co giełda wprowadzała indeksy sektorowe? Odpowiedź wydaje się prosta: żeby lepiej pokazywać inwestorom, co dzieje się na rynku, które spółki cieszą się obecnie największym zainteresowaniem. Tymczasem indeks WIG-Spożywczy wymogów tych absolutnie nie spełnia, ponieważ pokazuje niemal tylko i wyłącznie, jak zmienia się kurs akcji Żywca. Znaczny udział ma jeszcze tylko Okocim (poniżej 10%), a pozostałe firmy spożywcze stanowią wyłącznie tło dla giełdowych browarów.Nie dalej jak w marcu pozwoliłem sobie skrytykować giełdę, starając się udowodnić, że wadliwa jest konstrukcja indeksu MIDWIG (mierzącego koniunkturę wśród średnich spółek), którego wykres wygląda identycznie jak wykresy WIG i WIG20. Za ten tekst mocno skrytykował mnie przewodniczący Komitetu Indeksów Giełdowych Arkadiusz Szymanek, zarzucając brak rzetelności dziennikarskiej i w ogóle, że nie znam się na rzeczy. Pan Szymanek w polemice napisał m.in.: "Indeks jako instrument bazowy powinien być oparty na akcjach o wysokiej płynności (...), a sposób ich selekcji powinien być obiektywny".Tymczasem ok. 88% akcji Żywca znajduje się w rękach inwestora strategicznego i płynność tych walorów jest mocno ograniczona. Swoją pozycję w indeksie sektorowym, a także w WIG-u, zawdzięcza przede wszystkim wysokiej kapitalizacji. Maksymalny udział poszczególnych spółek w podstawowych indeksach został przez giełdę ograniczony do 10%, ale kryterium tego nie zastosowano wobec sektorowych mierników koniunktury. I w ten sposób na parkiecie mamy notowane dwa Żywce, z których jeden nazywa się WIG-Spożywczy.

TOMASZ JÓŹWIK