Obserwowane od ubiegłego tygodnia ożywienie na rynkach akcji, spowodowane niską skalą podwyżki stóp procentowych przez amerykański bank centralny, przybrało na sile na wczorajszej sesji . Co ważne, znaczne wzrosty cen akcji zanotowały, oprócz największych giełd światowych, rynki wschodzące. Na plan pierwszy wybija się rynek w Budapeszcie, co związane jest z napływem kapitału zagranicznego. Giełda warszawska, jak na złość, zachowuje się dokładnie odwrotnie niż inne rynki. Od piątku bowiem inwestorzy realizują zyski, a wczorajsza sesja przyniosła dalsze osłabienie notowań. Wydaje się, że znikomy udział inwestorów zagranicznych powoduje, że nastroje światowe nie wpływają na notowania rodzimych akcji. W odróżnieniu od hossy z pierwszego kwartału 1998 r., obecna napędzana jest głównie przez kapitał krajowy, co powoduje, że nawet dość znaczne korekty w USA pozostają bez echa na naszym rynku.Myślę, że dopóki portfelowi inwestorzy zagraniczni, nastawieni na krótko- i średnioterminowe inwestycje pozostaną wobec naszego rynku obojętni, dopóty ewentualne korekty będą mało dotkliwe.Analizując rynek od strony technicznej, warto powrócić do dominującego na WGPW dziewięciomiesięcznego cyklu. Regularność występowania szczytów i minimów rynkowych sprawiła, że zyskał on wielu zwolenników. Być może właśnie ten fakt sprawił, że w momencie, kiedy większość spodziewała się korekty (znaczące minimum powinno przypaść na połowę maja), rynek po ustanowieniu ostatniego znaczącego dołka (26.02.99 r.), nie przejawia oznak słabości typowej dla ostatniej spadkowej fazy cyklu. Można zatem domniemywać, że wspomniane minimum z końca lutego było owym poszukiwanym przez analityków brakującym elementem całości. Oznaczałoby to jednak, że długość cyklu uległaby znacznemu skróceniu do około sześciu miesięcy.
.