Okiem sceptyka

Podstawowym hamulcem wzrostu wszystkich wschodzących gospodarek, w tym również naszej, jest niedostatek kapitału. Najtańszym źródłem kapitału są oszczędności obywateli. Najnowszym pomysłem rządu jest opodatkowanie dochodów z oszczędności i inwestycji kapitałowych.Oszczędzanie i inwestowanie nie są ulubionymi zajęciami naszego społeczeństwa. Co drugi dorosły Polak nie ma i nie odczuwa potrzeby posiadania rachunku bankowego, rachunek inwestycyjny ma może co dwudziesty. Obiektywną przyczyną takiego stanu są niskie dochody i nie zaspokojone potrzeby konsumpcyjne, skutkiem - ograniczone możliwości finansowania wzrostu gospodarczego z własnych środków.Opodatkowanie oszczędności spowoduje, że oszczędzanie może przestać się opłacać i na rynek napłynie dodatkowy strumień pieniędzy. Polska nie liczy się jako producent dóbr konsumpcyjnych, więc natychmiast wzrośnie import. Powiększy się deficyt w obrotach bieżących, spadnie wartość złotego, nasili presja inflacyjna, pojawią naciski, aby podnieść stopy procentowe, zdrożeją kredyty, spadnie tempo wzrostu gospodarczego, wzrośnie bezrobocie.Nakłanianie do ograniczenia oszczędności i wzrostu konsumpcji miałoby sens w Japonii, gdzie recesji towarzyszy deflacja, oszczędności są wysokie, a wydatki konsumpcyjne zbyt małe w stosunku do dochodów. Tam rzeczywiście napływ pieniądza na rynek i wzrost inflacji mógłby ożywić gospodarkę, a spadek wartości jena poprawiłby konkurencyjność eksportu.Kapitalizmu nie da się zbudować bez kapitału. Jeżeli się nie ma własnego, to trzeba go poszukać poza granicami państwa. Znów wraca sprawa wysokości stóp procentowych, bo kapitał napływa tylko tam, gdzie realne stopy oprocentowania są wysokie. Zbyt duża obecność kapitału spekulacyjnego znów powoduje zagrożenia, bo jego nagły odpływ powoduje nieuniknione załamanie gospodarcze. W naszym najbliższym sąsiedztwie przerabiały to Czechy i Rosja, lista całych regionów świata, które przez to przeszły, jest znacznie dłuższa.Otwarta jest sprawa opodatkowania dochodów z tytułu posiadania papierów dłużnych Skarbu Państwa. Jeżeli będą opodatkowane, to rząd może stracić źródło finansowania deficytu budżetowego i nie będzie w stanie realizować ambitnych programów osłonowych dla swojej bazy społecznej.Opodatkowanie oszczędności i dochodów z inwestycji giełdowych tłumaczy się głównie koniecznością dostosowania ustawodawstwa do wymogów UE. Poważnie obawiam się, że integracja z Unią nie nastąpi do roku 2003 i jeżeli będzie miała miejsce pięć lat później, to przy obecnym poziomie przygotowania naszego kraju będziemy mogli mówić o dużym sukcesie. Z tego powodu nie ma sensu, aby Polska z takim wyprzedzeniem wprowadzała zdecydowanie niekorzystne dla siebie regulacje, tylko po to, aby zostać najlepszym uczniem w swojej klasie.Tak w zarysie wygląda kurs podstawowych problemów makroekonomii dla absolwentów zasadniczych szkół zawodowych. Ciekawe, czy jest wystarczająco zrozumiały dla naszej klasy politycznej?

Aleksander Weksler