TKM
Polacy w pojmowaniu Europy miotają się pomiędzy ekstremami Ziemi Obiecanej i Ziemi Czarnego Luda.Od pewnego czasu ich (nasze) poparcie dla integracji z Unią Europejską spada, jakby rósł w nich (w nas) lęk przed nieuniknioną czegoś zagładą.
Nie tylko jednak my sami boimy się przyjęcia Polski do klubu najbogatszych. Także starzy członkowie tej instytucji nie palą się do witania nowych: nasi dotychczas najpewniejsi sojusznicy - Niemcy są coraz bardziej niechętni przyjęciu Polski do UE. Ostatnie badania niemieckiej opinii na ten temat wskazują, że więcej jest Niemców, którzy nie chcą nas w Unii (36%) niż tych, którzy popierają przyjęcie naszego kraju (27%). Obawiają się eksportu polskiego bezrobocia, czyli polskiego Drang Nach Westen do pracy. Widać w ten sposób wyraźnie, że Niemcy, a pewnie nie tylko oni, największą wagę przykładają do pewności zatrudnienia. Sentymenty i tym podobne bzdury nie mają dla nich większego znaczenia. Skala wartości, to skala wartości materialnych.Tymczasem dla naszych krajowych przeciwników integracji liczą się jeszcze tzw. imponderabilia, spośrod których najsilniej akcentuje się i na plan pierwszy wysuwa tożsamość narodową.To tajemnicze pojęcie należy do najtrudniej definiowalnych. Czymże bowiem jest tożsamość narodowa dla Szwajcara? Obywatel Zurychu, którego językiem ojczystym jest dialekt niemiecki czuje się takim samym Szwajcarem jak gość z Lozanny (ten mówi po francusku) czy z Lugano (który mówi po włosku). Są w tym kraju silne, lokalne partykularyzmy, ale naród o jednolitej tożsamości istnieje naprawdę. A tożsamość narodowa Walijczyka? Czy dla odmiany Austriak, którego ojczystym językiem jest niemiecki, czuje się Niemcem? I czy przynależność do Unii Europejskiej zagraża jego odrębności kulturalnej? Nie mówiąc o Irlandczykach, którzy utracili swój język, ale przechowali poczucie odrębności.Nauki społeczne są właściwie bezsilne w opisywaniu pojęcia narodu, należy ono raczej do kategorii wspólnoty wyobrażonej a nie rzeczywistej (Jerzy Szacki). Dlatego tak łatwo jest manipulować pojęciem, które nie ma ostrej definicji.Oczywiście, kwestia tożsamości narodowej wypływa szczególnie wtedy, gdy użyć jej można do politycznych rozgrywek. Nie można jej jednak bagatelizować, gdyż właśnie przy pomocy tego rodzaju argumentów - polska tożsamość narodowa zatraci się w europejskiej zupie - już dziś przeciwnicy integracji przygotowują opinię publiczną do narastającej walki ze zwolennikami wstąpienia Polski do UE. I obok argumentów ekonomicznych będą pojawiać się coraz częściej emocjonalnie podawane argumenty ideologiczne. Trzeba o tym wiedzieć.Co zaś do strony ekonomicznej tego procesu, który został uruchomiony dziesięć lat temu, a którego wejście naszego kraju do zjednoczonej Europy wcale nie zakończy - to znacznie więcej zależy od nas samych, niż nam się wydaje. Nie jesteśmy stroną słabszą, Polska to nie dziad proszalny. Bardzo interesujące posunięcie naszej strony zaskoczyło ostatnio obserwatorów i urzędników z Brukseli: Polska ma zamiar zbadać zgodność z normami (europejskimi, a jakże) technologię produkcji niektórych artykułów żywnościowych importowanych stamtąd na nasz rynek. Czemu nie, skoro mamy do tego prawo (przepisy Unii dopuszczają takie procedury)? A że nikt jeszcze z niego nie próbował skorzystać? Mogą wyjść ciekawe rzeczy...Unia od czasu do czasu szarpie ten czy ów sektor naszej gospodarki o stosowanie cen dumpingowych. Nasza Huta Florian zamierza wszcząć taką sama procedurę wobec importu do Polski samochodowych blach karoseryjnych. W Brukseli kręcą nosem (większość importowanych blach pochodzi ze Słowacji), ale prawo jest prawem. Może wyjdą ciekawe rzeczy...Teren zagęszczających się stosunków z Unią Europejską (już w tej chwili jest ona naszym najważniejszym partnerem) jest bardzo silnie zaminowany. Powinniśmy się po nim poruszać szczególnie ostrożnie i nie psuć stosunków z partnerami przez wypowiedzi, nawiązujące do sfery odczuć, zamiast używać argumentów rzeczowych, ekonomicznych i prawnych. Szczególnie, że już dziś chodzić może o uzyskanie całkiem sporych pieniędzy (ponad miliard euro rocznie) na przygotowanie naszego kraju do integracji.Całe szczęście, że dyskusje z nowym komisarzem Unii, odpowiedzialnym za jej rozszerzanie, będą prowadzone właśnie na gruncie prawa i finansów, a nie przekonań ideowych czy nawet - rasowych. Inaczej - stracilibyśmy sojusznika, którym był on dla Polski od dawna.
Piotr Rachtan