Giełdowe osłabienie poprzedzone dwutygodniowym okresem dystrybucji akcji, podkreślonym najwyższymi od stycznia br. obrotami, zdaje się przybierać rozmiary poważnej korekty. Pozytywnym symptomem trwających spadków jest znaczący spadek wolumenu obrotów, wynikający głównie z braku strony popytowej.Wydaje mi się, że przyczyn wystąpienia korekty jest co najmniej kilka. Pierwszą jest chęć realizacji dość pokaźnych zysków. Drugim czynnikiem jest znaczące osłabienie koniunktury na rynkach światowych, spowodowane realizacją zysków, wysoką wyceną amerykańskich firm oraz obawami dotyczącymi przyszłego poziomu stóp procentowych w USA. Trzecim i najważniejszym czynnikiem powodującym słabość rodzimego rynku jest sytuacja fundamentalna spółek.Sądzę, że tegoroczny wzrost cen akcji miał podłoże spekulacyjne. Z kilkoma wyjątkami wzrosty cen nie miały uzasadnienia w sytuacji finansowej. W większości przypadków wzrosty stanowiły naturalne odreagowanie przeceny akcji z drugiego półrocza 1998 r. 70-proc. wzrost rynku przy ujemnej nie tylko realnej, ale również nominalnej dynamice wzrostu zysków spółek, oceniam jako sytuację niezdrową. Wydaje się, że inwestorzy w ciągu półrocza "kupowali" zarówno przyszły wzrost gospodarczy w ujęciu makro, jak i zwiększenie dynamiki zysków na poziomie spółek. Kiedy okazało się, że nie tylko firmy produkcyjne nie mogą wyjść z zapaści spowodowanej rosyjskim kryzysem, rozczarowani inwestorzy przystąpili do sprzedaży akcji.Zapewne sytuacja fundamentalna nie ulegnie zmianie w trzecim kwartale, co z kolei spowoduje, że średni wskaźnik P/E dla rynku podstawowego przy obecnych cenach przekroczy poziom 35. Nie sądzę, aby polski rynek mógł być wyceniany z premią w stosunku do rynków rozwiniętych, dlatego też uważam, że bez znacznego ożywienia gospodarczego, nie będzie możliwe kontynuowanie hossy.
.