Przez moje okulary

Jadąc niedawno pociągiem - a jakże, Inter City - podziwiałem unikalne urządzenie. Jedno z okien w korytarzu wagonu miało całościową szybę, nie do otwierania, a nad nią napis informujący: "Okno bezpieczeństwa". Obok widniała, wpuszczona w ścianę, oszklona szafka, wewnątrz której sterczał elegancki pusty uchwyt - np. na jakieś narzędzie. Na jakie - wyjaśniał rysunek na przeszkleniu, gdzie śmiałą, choć przerywaną czerwoną kreską nakreślone były kontury młotka. Ewentualne wątpliwości rozwiewał napis nad szafką: "Młotek bezpieczeństwa".Wirtualny młotek bezpieczeństwa, służący do likwidowania różnych zagrożeń, może znaleźć szerokie zastosowanie w różnych sferach naszego życia publicznego. Pierwsza potrzeba, jaka przychodzi mi na myśl, to bezbolesne wbijanie różnych rzeczy do głowy - ewentualnie odwrotnie (co równie ważne), wybijanie z głowy różnych pomysłów. Sądzę, że taka, żywcem przeniesiona z wagonu IC szafka, powinna stanowić obowiązkowe wyposażenie gabinetu każdego menedżera i polityka.Młotek przydałby się np. wielu członkom miłościwie panującego nam gabinetu, by wybili sobie z głów myśl - werbalizowaną z zadowoleniem wielokrotnie - o powodzeniu wszystkich wdrażanych w pocie czoła reform. Wirtualny młotek - i zadowolenie wirtualne, bo w wielu przypadkach całkiem rozmijające się z rzeczywistością. Na krytykę takiej np. reformy służby zdrowia zużyto już tony farby drukarskiej, o czasie antenowym w radio i tv nie mówiąc. Co 10. Polak ocenia tę reformę jako wprost beznadziejną. I co? Nic - jest po prostu świetnie! Rozpiętość płac między dyrektorem ZOZ-u czy szpitala w budowie a zwykłym lekarzem lub pielęgniarką jest taka, że rąk nie starczy, by to pokazać. Ludzie umierają, czekając na pomoc, gdy pogotowie toczy spory terytorialno-finansowo-kompetencyjne. Moja koleżanka, ordynator w jednym ze stołecznych szpitali (specjalność - ginekologia i położnictwo, więc proszę mnie nie podejrzewać o interesowność) załamuje ręce, bo doszły do niej wieści o pomyśle, by zlikwidować jej oddział i utworzyć w to miejsce hospicjum... No, po prostu młotek bezpieczeństwa! To jest właśnie wyjście z patowej sytuacji: zamiast sprawnie działającego pogotowia, przychodni i szpitali z godziwie opłacaną i wykwalifikowaną kadrą - wszędzie hospicja, gdzie sympatycznie będzie się nam umierało...A młotek w sprawie jakże udanej reformy emerytalnej? Na jej efekty przyjdzie czekać wiele lat, ale już są pierwsi niezwykle z niej zadowoleni: płatni od skalpu akwizycyjni łowcy głów - i menelstwo, czekające na każdą okazję, by zarobić jakiś grosz na piwko czy tzw. alpagę. Dycha za autograf, reszta ze stówy dla akwizytora - interes kwitnie. Ustawodawca nie użył we właściwym czasie młotka i nie przewidział, że Polak potrafi! Prasowe doniesienia o emerytalnym biznesie zaowocują - nie mam złudzeń - przeflancowaniem genialnego pomysłu z warszawskiego Dworca Centralnego w inne rejony kraju.Rozdysponowanie państwowych budżetowych pieniędzy również wymagałoby interwencji przy użyciu jakiegoś masywnego, tym razem realnego narzędzia. Weźmy choćby nakłady na polską naukę: statystyczne 52 dolary rocznie na jednego mieszkańca dają nam pod tym względem ostatnie miejsce w Europie; przed trzema laty Sejm uchwalił wprawdzie, że ma to być 1 procent PKB, ale decyzja ta pozostała w sferze wirtualnej, zaś faktyczna kwota na ten cel zmalała. Nie martwmy się jednak - nie poddamy się światowej, ogólnoeuropejskiej unifikacji. Nauka, wynalazki! To potrafi każdy. My swą ekspansję oprzemy na sprawdzonych, prawdziwie polskich specjalnościach! Wszak wyeksportowaliśmy już w tym roku, głównie do państw Unii Europejskiej, 20 tysięcy kos. To cztery razy więcej niż kupiła łucznikowskich karabinków Beryl Agencja Rozwoju Przemysłu, która będzie je próbowała upchnąć naszej armii. Czyją własnością jest ta agencja? Skarbu Państwa. Kto finansuje armię? Budżet państwa. Tym razem ja proszę o młotek bezpieczeństwa!

JERZY KOREJWO