Czasy się zmieniają. Jeszcze kilka miesięcy temu każde alarmistyczne doniesienie z rynków zachodnich stwarzało dobrą okazję do zakupów. To, że zarzucony groźnie brzmiącymi doniesieniami rynek warszawski nie dał w piątek zbyt wielu szans czyhającym na okazję, wystawia dobre świadectwo jego stabilności. Inwestorzy amerykańscy wykazują wzmożony niepokój, co jest w pełni zrozumiałe. Choć nie wszyscy zachowują się tak nerwowo jak szaleniec z Atlanty, który zastrzelił rodzinę i kilku pracowników biura maklerskiego, po tym jak stracił na giełdzie, to posiadanie akcji w obliczu prawie pewnej kolejnej podwyżki stóp z pewnością jeszcze straci na popularności. Szef Fedu obiecał, że jakikolwiek pretekst do podniesienia stóp zostanie skwapliwie wykorzystany i brak powodów, by mu nie wierzyć. Oznaczać to będzie prawdopodobnie kilkuprocentowy spadek DJ. A taka umiarkowana korekta na rynku amerykańskim odświeży atmosferę na innych giełdach i spowoduje wygenerowanie kolejnej fali wzrostowej, która będzie również sprzyjać naszemu rynkowi. Optymizm jest jednak uzasadniony w ujęciu średnioterminowym. W krótkim terminie siła naszego rynku raczej nie powstrzyma dalszych spadków. Dokąd jednak indeksy mieścić się będą w kanale trendowym, byt hossy nie jest zagrożony. Wobec oczekiwań, że PKB zacznie wyraźnie rosnąć w II półroczu (co ze względów arytmetycznych jest prawie pewne), liczba chętnych do pozbywania się akcji nie jest duża. W tym leży siła naszego rynku, a jeśli dodać do tego czekających z gotówką inwestorów, którzy w poprzednich miesiącach nie doczekali się załamania, powrót byka jest wielce prawdopodobny. Zagrożeniem dla ożywienia w Europie byłaby podwyżka stóp w strefie euro, o której spekulowała część prasy w ostatnim tygodniu. Decyzja o utrzymaniu niskich stóp świadczy, że przeważył rozsądek i polityka, co akurat w tym przypadku sprzyja giełdom starego kontynentu i pojawiającemu się ożywieniu gospodarczemu w Europie.

.