Jeden z najbardziej radykalnych w Azji Wschodniej programów restrukturyzacji bankowości przewiduje połączenie przed końcem września br. 21 działających dotychczas w Malezji banków komercyjnych - w sześć. Uzasadnieniem rządowej decyzji w tej sprawie jest wzmocnienie tego sektora i przygotowanie go do współzawodnictwa z wielkimi, wielonarodowymi rywalami.Temu przekonującemu oficjalnemu uzasadnieniu towarzyszą jednak podteksty. Obserwatorzy zwracają uwagę, że zarządzona odgórnie fuzja odbiera władzę nad bankami wielu wpływowym rodzinom, które zajmowały się tym od pokoleń - zaś bankowe licencje w południowo--wschodniej Azji oznaczają bogactwo i władzę. Jest tak zwłaszcza w sytuacji, gdy przy słabo rozwiniętych giełdach i rynkach obligacji banki są praktycznie jedynym liczącym się źródłem pozyskiwania kapitału i swoją polityką kredytową mogą decydować o losie wielkich korporacji.Znawcy azjatyckiej gospodarki twierdzą, że bankowe zabiegi konsolidacyjne w Malezji mają też podłoże rasowe: bank centralny obwieścił już, że z sześciu grup bankowych, które powstaną po fuzji - cztery będą kontrolowane przez Malajów (stanowiących ponad połowę mieszkańców tego kraju), zaś dwa - przez Chińczyków. Ci ostatni stanowią trzecią część malezyjskiej populacji, kontrolują jednak nieproporcjonalnie większą część majątku narodowego. Mówi się również, że zmiany pozwolą pozbyć się z banków zwolenników byłego malezyjskiego premiera Anwara Ibrahima, odsiadującego obecnie karę 6 lat więzienia. Na polityczne podteksty bankowej fuzji zwracają zresztą oficjalnie uwagę analitycy: "Polityczne względy, które w Malezji są najważniejszym czynnikiem, w znaczący sposób skomplikują i nieuchronnie opóźnią ten proces" - skomentowała decyzje o bankowej fuzji nowojorska agencja ratingowa Moody`s Investors Service. Malezyjski bank centralny wprawdzie zaprzecza, obserwatorzy nie mają jednak wątpliwości, a jako dowód podają, że drugi pod względem wielkości aktywów bank tego kraju - RHB Bank Bhd. ma zostać przejęty przez niewielki Multi-Purpose Bank Bhd., który nie mieści się nawet w pierwszej dziesiątce. Ten ostatni jednak, kontrolowany dotychczas przez Chińczyków, ma stać się "etnicznie" malezyjski i zostać objęty - jak się mówi - przez osoby związane z ministrem finansów Daimem Zainuddinem. Jak zwykle jednak w finansach, najważniejszą sprawą jest wycena banków, a obok niej możliwość (w tym wypadku - brak takiej możliwości) wyboru partnera. "To jest tak, jakby powiedziano ci nagle: to jest osoba, z którą masz wziąć ślub; nie wiesz nic o jej umiejętnościach i doświadczeniach, pomijając już wszystkie różnice kulturowe. To jest szok" - powiedział cytowany przez "International Herald Tribune" członek kierownictwa jednego z największych malezyjskich banków.

J.K.