Wczoraj na rynku międzybankowym handlowano dolarem nawet po 4,063 zł. Był to najwyższy kurs amerykańskiej waluty od czasu denominacji złotego. Po gwałtownym osłabieniu, które miało miejsce koło południa, później nasza waluta nieco umocniła się i transakcje były zawierane po 4,03-4,04 zł.Deficyt obrotów bieżących bilansu płatniczego wyniósł w lipcu br. 1,02 mld USD i był niższy niż w czerwcu o 150 mln dolarów. Po siedmiu miesiącach łączny deficyt wynosi 6,02 mld USD, czyli ponad dwa razy tyle co przed rokiem. Opinie specjalistów są podzielone: niektórzy twierdzą, że dane te są na bezpiecznym poziomie, inni straszą możliwością wycofania kapitału zagranicznego z Polski i tym samym - znacznego osłabienia naszej waluty. Można jednak mieć wątpliwości, czy dane dotyczące deficytu obrotów bieżących mogły aż tak znacznie wpłynąć na osłabienie złotego. Czy wzrostowy trend dolara ma trwały charakter? Można pokusić się o odpowiedź na to pytanie, posiłkując się analizą techniczną.
czytaj str. 6
deficyt obrotów bieżących bilansu płatniczego wyniósł w lipcu br. 1,02 mld USD i był niższy niż w czerwcu o 150 mln dolarów. Po siedmiu miesiącach łączny deficyt wynosi 6,02 mld USD, czyli ponad dwa razy tyle co przed rokiem. Opinie specjalistów są podzielone: niektórzy twierdzą, że dane te są na bezpiecznym poziomie, inni straszą przed możliwością wycofania kapitału zagranicznego z Polski i tym samym znacznego osłabienia naszej waluty.Na razie rynek rację przyznaje pesymistom, ponieważ wczoraj na rynku międzybankowym handlowano dolarem nawet po 4,063 zł. Był to najwyższy kurs amerykańskiej waluty od czasu denominacji złotego. Po tym gwałtownym osłabieniu, które miało miejsce około południa, później nasza waluta nieco się umocniła i transakcje zawierane były po 4,03-4,04 zł. Czy wzrostowy trend dolara ma trwały charakter? Można pokusić się o odpowiedź na to pytanie, posiłkując się analizą techniczną.Nie ulega wątpliwości, że trend długoterminowy na rynku dolara ma kierunek wzrostowy (trzeba jednak pamiętać, że złoty był i jest dewaluowany w stosunku do dolara). Jednak od początku kwietnia br., kiedy amerykańska waluta osiągnęła poziom 4,02 zł, rynek znalazł się w trendzie korekcyjnym, który przyjął postać płaską rozszerzoną. Czy po wczorajszym dniu korekta ta została zakończona? Chyba jeszcze nie, bowiem przed dolarem znajduje się jeszcze jedna linia oporu, poprowadzona przez kwietniowe szczyty (widoczna na wykresie), przebiegająca w okolicach 4,07 zł. Dopiero po jej ewentualnym przełamaniu będzie można mówić, że rozszerzony trend boczny skończył się, a rynek powrócił do tendencji wzrostowej. Jeśli tak się stanie, możemy mieć do czynienia z dość gwałtownym osłabieniem złotego, którego skalę trudno oszacować. Bo o tym, że na rynku walutowym mamy często do czynienia z silnymi trendami, mogliśmy się przekonać choćby na początku roku, kiedy w czasie czterech miesięcy notowania dolara wzrosły z 3,41 do 4,02 zł, czyli prawie o 18%.Można jednak mieć wątpliwości, czy dane dotyczące deficytu obrotów bieżących mogły aż tak znacznie wpłynąć na osłabienie naszej waluty. Nie bez znaczenia może być fakt, że minister skarbu Emil Wąsacz zapowiedział sprzedaż 25-35% akcji Telekomunikacji na przełomie roku. Być może uczestnicy rynku walutowego liczyli na nieco szybszą realizację transakcji. Ponieważ Skarb Państwa liczy na wpływy z tej operacji rzędu 3-5 mld USD, sprzedaż takiej ilości dolarów mogłaby wpłynąć na znaczne wzmocnienia pozycji złotego. Warto przypomnieć, że kiedy sprzedawano Pekao i Bank Zachodni za ok. 1,5 mld dolarów, kurs amerykańskiej waluty spadł z 4 do 3,8 zł.Osłabienie złotego nie jest korzystne dla naszej giełdy. Na rozwiniętych rynkach kapitałowych obowiązuje zasada, że spadek wartości waluty najczęściej poprzedza o kilka tygodni do kilku miesięcy zniżkę kursów na giełdzie. Reguła ta dość dobrze sprawdza się również na giełdzie warszawskiej, przy czym reakcja WIG na zmiany notowań złotego jest niemal natychmiastowa. Kiedroku dolar dość gwałtownie rósł, na GPW mieliśmy do czynienia z trzymiesięczną korektą trendu wzrostowego. Podsumowując, wczorajsze wydarzenia na rynku walutowym nie są jeszcze wystarczającą podstawą do prognozowania znacznego osłabienia złotego, ale jeśli zostanie przełamana wspomniana wcześniej linia oporu znajdująca się na poziomie 4,07 zł, może okazać się, że nie będzie nas już stać na zagraniczny urlop.
TOMASZ JÓŹWIK