Analitycy Goldman Sachs są optymistami
Czy pierwsze tygodnie 2000 roku przyniosą na rynkach nową hossę? Zdaniem analityków Goldman Sachs, jest to prawdopodobne.Bank ten wskazuje, że zarówno na rynku instrumentów dłużnych, jak i na rynku akcji ostatnie tygodnie roku przynoszą zwykle zmniejszenie płynności i jest to zjawisko sezonowe. Z powodu komputerowych problemów roku 2000, w tym roku można jednak spodziewać się, że ten efekt zostanie pogłębiony, a jednocześnie tradycyjny napływ fali kapitału na rynki w pierwszych miesiącach roku może być tym razem większy niż zwykle.Usiłując zminimalizawać ryzyko "problemu roku 2000" instytucje finansowe będą unikały transakcji, które trzeba by rozliczać na przełomie roku, domy maklerskie i banki będą dążyć do zredukowania w tym okresie swoich potrzeb finansowych i będą też zapewne starały się zmniejszyć sumę bilansową. Oznacza to, że ilość kapitału przeznaczona na transakcje na rynkach kapitałowych będzie pod koniec roku mniejsza, zmniejszy się więc również ich płynność. Wielu finansistów jest przeświadczonych - stwierdza Goldman Sachs - że amerykański Federalny Komitet Rynku Otwartego jest przygotowany na taką ewentualność i jeśli dojdzie do znacznego spadku notowań, to obniży stopy procentowe.Jeśli chodzi natomiast o fundusze inwestycyjne, to już obecnie szefowie wielu z nich wskazują, że pod koniec roku znacznie zmniejszą aktywność. Nie będą oni stanowić większości, ale ich działania wpłyną na sytuację na rynku. Ponieważ jednak zbiegnie się to z pewnym spadkiem ryzyka dla funduszy, które zapewne zostaną też zasilone nowymi zastrzykami kapitału, będące w ich dyspozycji środki pieniężne mogą wzrosnąć.Zdaniem Goldman Sachs, sytuację taką już niedawno przeżywaliśmy - było nią wprowadzenie wspólnej waluty europejskiej. Również wówczas zarówno maklerzy, jak i inwestorzy usiłowali zminimalizować ryzyko, jakie groziło w przypadku, gdyby operacja ta - wymagająca wielkich wysiłków dla dostosowania systemów informatycznych - nie powiodła się. Także wtedy, w ostatnich dniach grudnia, gdy zawarte w walutach narodowych transakcje musiały być w pierwszych dniach nowego roku rozliczone już w euro, wolumen obrotów był niezwykle niski, za to na początku stycznia odbiły się one ponad zwykły sezonowy poziom.Niezwykłą dynamikę tego okresu ilustruje ewolucja wskaźnika Euro Stoxx 50. Wartość obrotów akcjami wchodzącymi w jego skład w połowie grudnia ubiegłego roku wynosiła 4-5 mld euro, w tygodniu poświątecznym spadła do 0,5 mld euro, po czym w pierwszych dwóch tygodniach stycznia przekroczyła 9 mld euro. Poziom Euro Stoxx 50, który 1 grudnia wynosił ok. 93 pkt., w pierwszym tygodniu stycznia przekroczył 110 pkt. Skala "problemu Y2K" jest całkiem inna, niż wprowadzenie euro - stwierdza Goldman Sachs - ale istnieją tu pewne analogie. Bank ten zaleca, aby przed kosztami przetrzymywania kapitału w instrumentach o dużej płynności, jak też przed ryzykiem, że nadmiar ostrożności sprawi, iż inwestorzy spóźnią się na przełom rynkowego trendu, zabezpieczyć się instrumentami pochodnymi.
Mariusz Kukliński (Londyn)