Inwestorzy skarżą się

Zlecenia składane w czasie piątkowych notowań ciągłych trafiały na giełdowy parkiet z opóźnieniem sięgającym nawet dziesięciu minut. Sytuacja taka trwała aż do godziny 15.00. Zdaniem Wiesława Rozłuckiego, prezesa GPW, problemy wynikające z dużej liczby zleceń zdarzają się na wszystkich parkietach i nie można mówić o "zapchaniu" się systemu.Przypomnijmy, że pod koniec listopada, już po debiucie Polskiego Koncernu Naftowego, przedstawiciele instytucji finansowych zaczęli borykać się z tym właśnie problemem dosyć regularnie. Niekiedy opóźnienia dochodziły nawet do 15 minut. Ireneusz Łazor, dyrektor działu notowań GPW, powiedział wówczas, że system, musiał przyjąć znacznie więcej dyspozycji niż zazwyczaj, a to mogło spowodować, iż wolniej reagował. Jego zdaniem, opóźnienia jednak nie były aż tak duże i wszystko zmieściło się w granicach przyzwoitości.

dokończenie str. 3

- Problem polega przede wszystkim na tym, że następuje duża koncentracja składanych zleceń w krótkich momentach sesji lub na wybranych papierach. To natomiast znacznie wydłuża okres potwierdzania dyspozycji - powiedział PARKIETOWI Wiesław Rozłucki. Oznacza to, że system, który jest przygotowany np. na obsługę kilkakrotnie większej liczby zleceń niż przeciętnie, może mieć okresy przesilenia, w chwili gdy liczba dyspozycji 10-krotnie przekracza standard. W efekcie zdezorientowani inwestorzy składają niekiedy ponownie takie same zlecenia, nie wiedząc, czy poprzednie zostało przyjęte. - Podobne kłopoty występują na wszystkich parkietach i znam przypadki z giełdy amerykańskiej, gdzie w roku ubiegłym zdarzyły się nawet 20-minutowe opóźnienia - dodał prezes Giełdy Papierów Wartościowych. Jego zdaniem, nie jest to żadne usprawiedliwianie się warszawskiej giełdy, ale jedynie stwierdzenie faktu.

ADAM MIELCZAREK