Po półtoratygodniowym nieprzerwanym wzroście rzędu 17% z początku lutego, z bólem rodząca się korekta, która znosi indeks zaledwie o kilkadziesiąt punktów w przypadku WIG20, może świadczyć o olbrzymiej sile rynku. Niewątpliwie zauważalna jest zwiększona nerwowość inwestorów, co przejawia się w diametralnie zmieniających się nastrojach w ciągu dnia, ale rynek trzyma się całkiem nieźle. Ciężko prognozować zakres spadków przy obecnym osłabieniu rynku, jednak w najbardziej pesymistycznym scenariuszu indeks WIG20 nie powinien spaść poniżej poziomu 1900-2000 punktów. Nie bawiąc się w zgadywanie, czy uda się uszczknąć dwa lub dodatkowo pięć procent na indeksie, wydaje mi się, że okres ten dobrze jest wykorzystać do kupowania. Warto zwrócić uwagę, że w szaleństwie kupowania spółek z branży teleinformatycznej, parę innych walorów osiągnęło bardzo ciekawe poziomy cenowe, które moim zdaniem warto wykorzystać. Nie oznacza to oczywiście sugestii zmiany liderów wzrostów (nie wiem, dlaczego mielibyśmy zachowywać się inaczej niż cały świat). Warto jednak pomyśleć o tanim dokupywaniu spółek z innych branż. Perspektywy bardzo silnego trendu na warszawskim parkiecie uzależnione są głównie od dwóch czynników. Po pierwsze, tendencja wzrostowa może się utrzymać, jeśli nie nastąpi pogorszenie deficytu na rachunku obrotów bieżących (przynajmniej począwszy od lutego) oraz po drugie, nie będzie krachu na giełdzie w Stanach Zjednoczonych. Te zagadnienia jednak pozostają niewiadome i każdy komentarz na ich temat byłby w pewnym sensie wróżeniem z fusów.