Wczorajsze odreagowanie poniedziałkowego tąpnięcia odbyło się przy jednak nieco zmniejszonych obrotach - a to może oznaczać, że rynek nie uzna swojego obecnego stanu za zasługujący tylko na taką prostą (raz - ale dobrze) korektę? Inna rzecz, że trwający już od dosyć dawna podział (na spółki internetowe i na resztę) powoduje niejako współistnienie dwóch osobnych rynków akcji na WGPW - i chyba nawet można liczyć się z możliwością (nic ponadto) pewnej zamiany ról w ostatnio panującej relacji lider - outsider? W indeksie WIG20 już aż 7 (!) spółek to te mocno kojarzone z internetem, natomiast indeks jego tzw. zaplecza - MIGWIG - wydaje się niemal całkiem wolny od sieciowego szaleństwa, toteż pewnie dlatego tracił przez prawie cały luty, osiągając przedwczoraj dość istotny - jak sądzę - poziom: jeśli zostanie on obroniony, to może i dla akcjonariuszy firm o tradycyjnych stylach działania także nadejdą nieco lepsze dni? Tak na marginesie: obawiam się, że wręcz ogromne rozrzuty w próbach - wyceny akcji spółek objętych tą www-manią - i to tych podejmowanych przez analityków z naprawdę renomowanych firm, są właśnie wodą na młyn dla tych, którzy uwielbiają wszelką grę w ciemno - co w tym konkretnym ujęciu oznacza: bez żadnych tam fundamentów, czyż nie? Chwilami już strach się bać, co okaże się - i kiedy? - nową modą: jeśli np. zaawansowane biotechnologie, to można obawiać się, że np. jakiś producent butów natychmiast ogłosi się ekspertem od klonowania...