Pierwsza sesja marca przyniosła inwestorom wzrost cen większości akcji podczas fixingu i dużą nerwowość podczas notowań ciągłych. Ponownie najbardziej zdrożały walory z branży IT, lecz widać wyraźnie, że akcjonariusze tych spółek są bardzo podatni na niekorzystne informacje i szybko przechodzą od euforii do pesymizmu. Część z nich już doświadczyła starej prawdy, że jeżeli spółka rośnie "maksami", to najprawdopodobniej w podobny sposób będzie spadać. Pomimo że wpływ giełd zachodnich na nasz rynek nie był znaczący, jednak zagrożeniem byłaby kontynuacja trendu spadkowego na Wall Street, a kolejne wypowiedzi szefa Fed raczej nie napawają optymizmem. Na marginesie, ostatni znaczny spadek Dow Jonesa miał miejsce po opublikowaniu rewelacyjnych danych o wzroście PKB. Gdyby taka informacja ukazała się w każdym innym kraju, prawdopodobnie wywołałaby nową falę hossy.Nerwowość inwestorów wiązała się oczywiście z oczekiwaniem na ogłoszenie wielkości deficytu na rachunku bieżącym. Większość obserwatorów nie spodziewała się zbyt korzystnych danych, jednak - jak pokazały niedawne prognozy dotyczące produkcji przemysłowej - analitycy mogą się mylić. Niestety, nie pomylili się tym razem i dane dotyczące deficytu handlowego, jak zapowiadała prezes NBP, okazały się niezbyt korzystne. Wszystko wskazuje jednak na to, że nie ma powodów do obaw, gdyż dane te były już uwzględniane przez Radę Polityki Pieniężnej przy decyzji o podwyżce stóp procentowych i w najbliższym czasie nie grozi nam kolejna podwyżka stóp.