Kwiecień na rynku

Już drugi miesiąc z rzędu warszawskie indeksy tracą na wartości. W kwietniu WIG spadł o 7,6%, do 19 631,1 pkt., a jeszcze przed tygodniem wartość indeksu ledwie przekraczała 19 tys. pkt. i była najniższa od początku roku. Największe starty ponieśli posiadacze akcji teleinformatycznych. Indeks tego sektora stracił 19,5%, do 23 233,1 pkt. Bessie oparł się jedynie rynek równoległy, a WIRR zyskał 3,3%, osiągając w piątek 2919 pkt.

Nasdaq zgasił hossęGłównym powodem słabej koniunktury na GPW było załamanie amerykańskiego rynku elektronicznego. Nasdaq, na którym notowane są firmy zaliczane do zaawansowanej technologii, spadł od szczytu z połowy marca ponad 30%, co jest największą bessą w latach 90. Na szczęście skala spadku w Warszawie, mierzona zmianą indeksu WIG, nie była tak dotkliwa. Od rekordowego poziomu z końca marca wskaźnik stracił niecałe 15%. Przed większą zniżką indeks obroniły spółki zaliczane do ?starej ekonomii? i banki.Z punktu widzenia analizy technicznej bardzo istotne znaczenie miał wzrost notowań na sesji piątkowej. WIG wzrósł o 2% i bykom udało się doprowadzić do przełamania spadkowej linii trendu. Stwarza to nadzieję przynajmniej na korektę trwających od czterech tygodni zniżek, a w bardziej optymistycznym scenariuszu można nawet oczekiwać kolejnych rekordów indeksu. Z drugiej strony należy pamiętać, że maj jest jednym z najmniej korzystnych miesięcy dla posiadaczy akcji. Wprawdzie w ub.r. WIG nieznacznie wzrósł w tym miesiącu, ale w czterech poprzednich latach dość wyraźnie spadał. Uwagę zwraca bardzo niska aktywność inwestorów ? wolumen na fixingu wyniósł zaledwie 44 mln akcji i był najniższy od listopada 1996 roku.Blue chips w odwrocieO przewadze niedźwiedzi najlepiej świadczy wykres prezentujący miesięczną stopę zwrotu. W jego górnej części próżno szukać spółek o wysokiej kapitalizacji ? 21 firm przyniosło swoim akcjonariuszom 10 lub więcej procent zysku i wszystkie należy zaliczyć do trzeciego garnituru naszej giełdy. Zdecydowanie na plus wyróżniły się dwie firmy: Pażur i AS Motors. Kurs tej pierwszej wzrósł o 71%, drugiej o 67%. Głównym atutem Pażura wydaje się głównie niska płynność: wolumen rzadko przekracza tysiąc sztuk, a w półrocznej giełdowej karierze hurtowni papierosów zdarzyły się cztery notowania, kiedy aktywność inwestorów gwałtownie wzrosła. Trudno również szukać fundamentalnego uzasadnienia dla zwyżki notowań AS Motors. Spółka znajduje się w trendzie wzrostowym od wejścia na giełdę, a jej kurs zwiększył się w tym czasie z 3,1 zł do prawie 40 zł. Firma nie reprezentuje jakiejś szczególnie cenionej branży, nie zajmuje się również internetem. Ale ze spółkami zaawansowanej technologii ma jedną wspólną rzecz: podobny poziom podstawowych wskaźników fundamentalnych (P/E 133, P/BV 9,3). Jest jeszcze jedna rzecz charakterystyczna dla tej firmy. Mianowicie krótko po debiucie obroty na tych walorach były bardzo wysokie, a od lipca zeszłego roku niemal zupełnie zanikły. W efekcie trwającej od listopada 1998 roku hossy wartość rynkowa AS Motors osiągnęła 604 mln zł, co dałoby firmie 26. miejsce na rynku podstawowym.Zdecydowanie największe straty ponieśli posiadacze akcji spółek zaliczanych do branży teleinformatycznej. Właściwie 20-proc. spadek indeksu WIG-Teleinformatyka nie do końca oddaje skalę zniżki, ponieważ ponad 50-proc. udział w nim ma Telekomunikacja Polska SA, której akcje potaniały o 13%. Tymczasem ponad 1/5 przecenione zostały walory Prokomu, ComputerLandu, ComArchu, Softbanku, Ster-Projektu i Optimusa. Kurs akcji tej ostatniej firmy spadł prawie 40% i wyniósł na sesji piątkowej 156 zł. To już tylko 14 zł więcej niż cena, po jakiej swoich walorów pozbył się założyciel i długoletni prezes firmy Roman Kluska. W dolnych rejonach tabeli prezentującej miesięczną stopę zwrotu znalazły się także dwie małe spółki, które były liderami rynku w lutym i marcu: Ariel i Łukbut. Generalnie kwiecień potwierdza tezę, że po silnych wzrostach następuje adekwatny do nich spadolar rekordowo drogi Bardzo ciekawe rzeczy działy się na rynku walutowym. W połowie miesiąca NBP zdecydował się na uwolnienie kursu złotego, co początkowo zaowocowało znacznymi wahaniami kursu, ale w ramach trendu bocznego. Opinie analityków były dość zgodne, że to tylko chwilowa anomalia, po której rynek ustabilizuje się. Ale po raz kolejny sprawdziła się zasada, że większość nigdy nie ma racji. Złoty w czasie kilku dni poniósł dotkliwe straty w stosunku do dolara i w piątek na rynku międzybankowym kurs amerykańskiej waluty osiągnął najwyższy kurs od czasu denominacji złotego ? 4,49 zł. Od końca marca złoty stracił na wartości prawie 8%, co w praktyce można nazwać dewaluacją. Sytuacja taka jest bardzo niekorzystna dla inwestorów zagranicznych, bowiem powoduje, że posiadane przez nich akcje tracą na wartości, nawet jeśli ich kurs na giełdzie nie ulega zmianie. Niestety, tak doskonałej okazji do zarobku inwestorzy nie mogli zbyt dobrze wykorzystać, bowiem rynek walutowych kontraktów terminowych po prostu jest niepłynny. Handel na WGT zamiera (w czwartek wolumen wyniósł 7 sztuk, w piątek 42), a na GPW nigdy nie zdołał się rozwinąć. Lekko osłabła także aktywność inwestorów na rynku kontraktów terminowych na WIG20. A przecież okazja do zarobku była doskonała: wartość WIG20 Futures spadła ponad 13%, co pozwalało podwoić kwotę zainwestowaną w pozycje krótkie. Tymczasem wolumen, po raz pierwszy od trzech miesięcy, spadł poniżej 100 tys. sztuk. Fakt ten można tłumaczyć na dwa sposoby: trend główny na rynku w dalszym ciągu ma kierunek wzrostowy, a spadek aktywności jest charakterystyczny dla korekty albo dość gwałtowny w sumie zwrot rynku zaskoczył część inwestorów, pozbawiając ich tym samym kapitału.

T.J.