Na ? mówiąc oględnie ? interesujące paralele historyczne na rynku amerykańskim wskazują autorzy nowo wydanej w Stanach Zjednoczonych książki ?Valuing Wall Street? ? Andrew Smithers i Stephen Wright. Pierwszy z nich był w latach 80. dyrektorem generalnym słynnej firmy finansowej Mercury Asset Management, a drugi pracował w Banku Anglii.Punktem wyjścia do ich przestróg pod adresem inwestorów jest zakwestionowanie większości powszechnie stosowanych metod wyceny wartości spółek ? w tym uważanego za najtrafniejszy modelu opartego na przyszłych, zdyskontowanych strumieniach pieniężnych. Do własnej wyceny spółek notowanych na tamtym rynku używają oni wprowadzonego przez laureata Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii w 1981 r., Jamesa Tobina współczynnika q, będącego relacją wartości rynkowej danej spółki do jej kosztów odtworzenia według wartości księgowej.Smithers i Wright zwracają uwagę, że relacja ta w ciągu ostatniego półwiecza wynosiła przeciętnie 65%, a jeszcze w połowie lat 80. kształtowała się na poziomie 40%. Obecnie jednak wynosi ona około 150% ? co jest jej rekordowym poziomem w historii. Aby powróciła ona do wspomnianej przeciętnej w ciągu pięciu dziesięcioleci, wskaźnik Dow Jones musiałby spaść do 4000?5000. Wskaźnik q wzrósł powyżej 120% pod koniec lat 20. i 60. oraz na początku lat 70. ? po czym każdorazowo spadał do poziomu 35 ? 50% a towarzyszący temu spadek spożycia i inwestycji powodował recesję.Godne uwagi jest, że sam Tobin przyznaje, że w przypadku spółek takich, jak Microsoft, których najcenniejszy majątek ma charakter niematerialny, przydatność tego miernika jest ograniczona. Smithers i Wright sądzą jednak, że przekonanie, iż spółki informatyczne potrzebują mniej kapitału niż np. przemysł przetwórczy, nie zostało wsparte żadnymi dowodami i twierdzą, że wskaźnik q można stosować we wszystkich gałęziach gospodarki.Autorzy ci bardzo krytycznie oceniają również działalność Fed, zarzucając mu, że w ciągu ostatnich 5 lat świadomie dopuścił do powstania ?największego rynkowego bąbla w XX wieku?. Im dłużej bąbel ten będzie się utrzymywał, tym drastyczniejsze będą ? ich zdaniem ? skutki dla realnej gospodarki. Szpilką, która go przekłuje, będą, ich zdaniem, podwyżki stóp procentowych, a chociaż termin tego wydarzenia trudno przewidzieć, to jest ono nieuniknione.

MARIUSZ KUKLIŃSKI

Londyn