Dziś, a najpóźniej jutro posłowie mają przegłosować, czy nad projektem dodatkowych ubezpieczeń w wersji zaproponowanej przez Platformę Obywatelską w ogóle warto pracować, czy lepiej od razu go odrzucić. Wczoraj w czasie sejmowej debaty nad kierunkami reform służby zdrowia późnym wieczorem miało się odbyć pierwsze czytanie tej ustawy.
Zaczekamy na koszyk
Projekt ustawy o dobrowolnych dodatkowych ubezpieczeniach zdrowotnych wprowadza dwa rodzaje ubezpieczeń: komplementarne (dające lepsze warunki pobytu w szpitalach lub prawo wyboru lekarza) oraz suplementarne (obejmujące procedury spoza gwarantowanego koszyka).
Niezależnie jaką posłowie podejmą decyzję, sprawa może ugrząźć na długie miesiące, jeśli nie lata. Powód jest prosty: minister zdrowia Ewa Kopacz obstaje przy swoim pomyśle, by prywatne ubezpieczenia mogły dotyczyć tylko świadczeń spoza gwarantowanego koszyka. Tymczasem na listę usług medycznych, które należą się w ramach podstawowego ubezpieczenia, pacjenci czekają od lat 90. Sama Kopacz wyznaczała już parę terminów zakończenia prac nad koszykiem, teraz mówi o najbliższych miesiącach. Nawet gdyby udało się przygotować listę przed wakacjami, to dyskusje wokół jej zawartości trwać mogą kolejne kilkanaście miesięcy.
Prezydent zawetuje?
Za odrzuceniem rządowego projektu dodatkowych ubezpieczeń zagłosuje PiS i LiD. - Ta ustawa nadaje się tylko do kosza - mówi były minister zdrowia Zbigniew Religa, obecnie poseł PiS. LiD, który poprze część ustaw z pakietu reform, by można było je poprawić w komisji, w sprawie ubezpieczeń zgadza się z PiS. - Ta ustawa jest fatalna i nic z nią zrobić się już nie da - mówi "Parkietowi" Marek Balicki, poseł lewicy. Jego zdaniem, PO w sprawie dodatkowych ubezpieczeń gra na zwłokę i "robi sobie PR". - Wiadomo przecież, że jeśli ustawę koalicja przepchnie w Sejmie, to prezydent jej nie poprze, bo nie zgodzi się, by za wiele ważnych procedur NFZ płacił tylko częściowo, co zakłada ten projekt - dodaje. Przypomina też, że uczestnicy "białego szczytu" prosili premiera, by ten i inne rządowe projekty wycofał. Jednak ich próśb ani rekomendacji dla reform nie uwzględniono.
Zarówno LiD, jak i PiS deklarują, że potrzebna jest zupełnie nowa ustawa, którą powinno wypracować się wspólnie z Polską Izbą Ubezpieczeń. Ludwik Dorn z PiS przypomina, że nawet Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych stwierdziła, że projekt minister Kopacz godzi w tę solidarność społeczną. - PO obiecała pacjentom bardzo pożywne jajeczko, a "wyszła pozbawiona treści wydmuszka" - ocenia.
PSL i PO myślą o korektach
Ludowcy na razie są zagubieni. - Jesteśmy za dodatkowymi ubezpieczeniami, ale nie takimi, które dyskryminowałyby osoby niezamożne. Dlatego jeśli mamy je wprowadzić, potrzebny będzie szereg osłon i dodatkowych regulacji - mówi "Parkietowi" poseł PSL Aleksander Sopliński. Sama PO też jest rozdarta i nie zamierza zagłosować za przyjęciem tej ustawy w obecnym kształcie. - Projekt musi przejść prace w komisji, gdzie ulegnie jeszcze zmianom m.in. pod wpływem uwag ekspertów - przyznaje w rozmowie z "Parkietem" szef parlamentarnego klubu PO Zbigniew Chlebowski.
Wysyp pomys?ów na zdrowie
W czasie debaty zaprezentowano aż 11 projektów zmian w ochronie zdrowia.
Oto najważniejsze z nich:
1. Przekształcenia zakładów opieki zdrowotnej:
- PO proponuje przekształcanie szpitali w spółki prawa handlowego, bez konieczności ich likwidacji (czego wymagają teraz przepisy). Jak przyznają autorzy projektu, zdecydują się na to tylko najlepsze z placówek. Inne z powodu długów nie dostaną takiej szansy i ich sytuacja się nie zmieni. W szpitalnej spółce 51 proc. udziałów powinien mieć podmiot publiczny. Całkowity zysk spółka będzie musiała wykorzystać na inwestycje (na "białym szczycie" zapowiadano liberalizację tego zapisu).
- LiD proponuje, by szpitale zamieniać w spółki użyteczności publicznej, w których
75 proc. udziałów pozostawałoby w rękach Skarbu Państwa, samorządów lokalnych lub akademii medycznych. Spółek tych nie obejmowałoby prawo upadłościowe. O podziale zysków decydowałaby rada nadzorcza.
2. Wysokość składki:
- LiD proponuje podniesienie składki na ubezpieczenie zdrowotne do 12 proc.
(stopniowo do 2012 r., w tym
w przyszłym roku o 0,6 proc.) z tym, że byłaby ona
odliczana od podatku.
- PiS proponuje podniesienie składki do 13 proc. Składka miałaby rosnąć o 1 proc. rocznie, począwszy od przyszłego roku i byłaby odliczana od podatku. (Dla przypomnienia: premier Donald Tusk zapowiedział, że zarekomenduje podwyższenie składki
do 10 proc. w 2010 roku, ale bez możliwości odliczenia).