Wygląda na to, że nadmuchiwany od dłuższego czasu balonik może nie tyle pękł, co wreszcie zejdzie z niego nieco powietrza. W czwartek po południu na rynkach akcji zrobiło się mocno czerwono, a wraz z akcjami mocno taniały także metale szlachetne. Na krajowym rynku znów mogliśmy się cieszyć z pobicia rekordów, a w pierwszej połowie sesji WIG20 utrzymywał ponad 1-proc. umocnienie. Wynik ten był jednak w większości zasługą jednej spółki – KGHM, który zyskiwał nawet dwucyfrowo przy wciąż drożejącym srebrze i miedzi. Wsparciem były też inne firmy surowcowe – Orlen i PGE. Reszta dużych firm jednak studziła optymizm. Bardzo słabo prezentowały się firmy handlowe, ale pod kreską była też większość banków.
Katastrofa rozpoczęła się po rozpoczęciu sesji w USA, gdzie nastąpiła lawinowa wyprzedaż. Już na otwarciu ponad 10 proc. tracił Microsoft w reakcji na wyniki, ale podaż dość szybko rozlała się po całym rynku. Jeszcze przed zamknięciem GPW S&P 500 tracił 1,3 proc., a Nasdaq osuwał się o 2,4 proc.
W czwartek kolejne rekordy biły metale szlachetne. Uncja złota wspięła się nawet do 5595,4 USD, a srebra powyżej 120 USD. W kilkanaście minut zwyżki te zamieniły się w nawet ponad 5-proc. spadki. Za gwałtownym odwrotem popytu na rynku surowców powędrował kurs KGHM, który pod koniec dnia rósł "jedynie" 5 proc. Tylko ta spółka przyciągnęła grubo ponad 1,1 mld zł obrotów, podczas gdy na całym rynku pod koniec dnia było to 2,8 mld zł.
Na koniec warto odnotować także słabą formę bitcoina, który nie załapał się na rynkowy szał z ostatnich tygodni, ale przy ogólnej wyprzedaży również jest pod presją. Kurs największej kryptowaluty zniżkował o ponad 5 proc., poniżej 85 tys.USD.
Na rynku walut początkowo było spokojnie, ale po południu dolar umacniał się, kontynuując odreagowanie ze środy.