Początkowo nic nie wskazywało na negatywny scenariusz wydarzeń. Zarówno na zachodnioeuropejskich giełdach, jak i rynkach z naszego regionu wśród handlujących przeważał lekki optymizm.

Indeksy rosły w oczekiwaniu na efekty rosyjsko-ukraińskich rozmów pokojowych. I choć wciąż jest daleko do jakiegokolwiek przełomu w negocjacjach, to optymizmem mogło napawać samo zatrzymanie rosyjskiej ofensywy w Ukrainie. Niestety, z każdą kolejną godziną zapał do zakupów słabł. Krajowe indeksy roztrwoniły wypracowaną zwyżkę, a w końcówce handlu inicjatywę na rynku przejęli sprzedający, spychając główne indeksy pod kreskę.

Ostatecznie WIG20 finiszował 0,3 proc. na minusie, a szeroki WIG poszedł w dół o 0,1 proc.

Krajowe indeksy poddały się negatywnym nastrojom widocznym na największych zagranicznych rynkach akcji. Początkowo inwestorzy mogli mieć nadzieję na odbicie, jednak o wyniku sesji zdecydowało wejście do gry Amerykanów. Początek notowań za oceanem przyniósł spadki głównych indeksów, co pozostało zauważone przez inwestorów handlujących na pozostałych rynkach akcji.

W Warszawie początkowo indeksy w górę ciągnęły mocno drożejące walory koncernów paliwowych i banków. Te ostatnie w wyniku ochłodzenia nastrojów wykruszyły się jednak w trakcie sesji z grona liderów i kończyły notowania głęboko pod kreską. Chętnie pozbywano się również akcji Allegro, PZU i LPP. Na drugim biegunie znalazły się mocno drożejące papiery PKN Orlen i Lotosu, które wróciły do łask dzięki wyraźnej zwyżce cen ropy naftowej.

Na szerokim rynku akcji więcej do powiedzenia mieli kupujący. Większość mniejszych firm zakończyła więc sesję na plusie.