Samo budowanie „państwowych” mieszkań, bez szerszego kontekstu, nie spełni oczekiwań. Polityka mieszkaniowa musi być zintegrowana z innymi działaniami, by pozytywnie wpłynąć na demografię czy zrównoważony rozwój miast. To istotne, by środki publiczne nie posłużyły budowie mieszkań, które nie znajdą lokatorów – jak to zdarzyło się w programie Społecznych Inicjatyw Mieszkaniowych. M.in. na te wątki zwrócili uwagę wiceszefowie kilku resortów podczas konferencji „Mieszkanie – dostępność i systemowe wsparcie – międzyresortowa odpowiedzialność”, która odbyła się w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.
Istotne nakłady na społeczne budownictwo mieszkaniowe
Temat jest istotny, bo na szeroko rozumiane społeczne budownictwo mieszkaniowe od tego roku będą płynąć bardzo duże środki z budżetu (na Fundusz Dopłat skierowano właśnie transzę 4,1 mld zł).
Zgodnie z przyjętą w ubiegłym roku ustawą, limit wydatków budżetu na zasilenie Funduszu Dopłat został istotnie zwiększony i co roku ma rosnąć. W 2026 r. limit wyniesie 6 mld zł; w 2027 r. – prawie 7 mld zł; w 2028 r. – 8 mld zł; w 2029 r. – 9 mld zł; a w 2030 r. – już 10 mld zł.
– Doświadczenia ostatnich lat pokazują, że samo budowanie mieszkań w mniejszych miejscowościach zagrożonych depopulacją niewiele daje. Niektóre SIM-y mają przeogromne problemy z pozyskaniem lokatorów. Żeby inwestycje mieszkaniowe miały sens, niezwykle ważne jest zapewnienie odpowiedniego rynku pracy i transportu – wskazał Tomasz Lewandowski, wiceminister rozwoju i technologii, podlegający ministrowi finansów i gospodarki. Lewandowski reprezentuje zatem pieniądze i główną siłę legislacyjną.
Wiceminister funduszy i polityki regionalnej Jan Szyszko wskazał, że Krajowy Zasób Nieruchomości, swoisty animator SIM-ów, w 2024 r. zwiększył aktywność, czego owocem jest 17 tys. mieszkań w projektach z pozwoleniami na budowę. Zaznaczył, że KZN koncentruje się na budowie lokali tam, gdzie rynek komercyjny nie zapewnia podaży. – Dobre jakościowo mieszkania, dobra praca, dobry transport publiczny to kluczowe elementy zrównoważonego rozwoju, żeby ludzie nie wyjeżdżali z mniejszych miejscowości do dużych miast, żeby dźwignąć małe i średnie ośrodki i żebyśmy za parę lat nie mieli swoich Detroit – powiedział Szyszko.