To, co dzieje się na światowych rynkach żywności, śledzi Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO). Już zeszły rok stał pod znakiem mocno rosnących cen. Odzwierciedla to wyznaczany przez FAO indeks światowych cen żywności. W styczniu 2021 r. miał wartość 113,5 pkt, w grudniu 134,1 pkt i znalazł się bardzo blisko historycznego rekordu. Zwyżki napędzały pandemia, zerwane łańcuchy dostaw, rosnące koszty surowców energetycznych, drożejąca w związku z tym produkcja, a także różne klęski naturalne, susze, przymrozki, powodzie, pożary.

W styczniu 2022 r. indeks światowych cen żywności jeszcze nie pobił rekordu, ale zrobił to w lutym. Jak policzyła FAO, indeks sięgnął wtedy 140,7 pkt. To o 5,3 pkt, czyli o 3,9 proc., więcej niż w styczniu i aż o 24,1 pkt (20,7 proc.) powyżej poziomu sprzed roku. No i to także wynik najwyższy w historii notowań, o 3,1 pkt wyższy od dotychczasowego rekordu z lutego 2011 r.

A to najpewniej nie koniec zwyżek, bo rekord z lutego to jeszcze m.in. efekt napięcia sprzed wybuchu wojny w Ukrainie. Dopiero jego odczyt za marzec w pełni pokaże wpływ wojny na ceny żywności na światowych rynkach.

Ile waży Wschód?

– Brak żywności w UE na pewno nam nie grozi – mówił w niedawnym wywiadzie dla „Rz" Janusz Wojciechowski, unijny komisarz ds. rolnictwa. – Unia ciągle ma nadwyżki żywności. Ma nadwyżki eksportowe. Polska jest eksporterem netto żywności. Więcej jej sprzedajemy na zewnątrz, niż importujemy – dodał.

GG Parkiet

Jednak związane z wojną w Ukrainie problemy na światowych rynkach żywnościowych mogą być dotkliwe. – Rosja i Ukraina są znaczącymi globalnymi dostawcami szeregu produktów roślinnych – powiedział „Parkietowi" Paweł Kowalski, ekspert z departamentu analiz makroekonomicznych Banku Pekao. – Największe znaczenie dla stabilności światowego rynku mają one w przypadku zbóż – w ujęciu ilościowym razem odpowiadają za blisko 30 proc. światowego eksportu pszenicy, blisko 20 proc. eksportu kukurydzy i ponad 30 proc. eksportu jęczmienia. Na Rosję i Ukrainę przypada ponad 75 proc. ilościowego światowego eksportu oleju słonecznikowego, a ich udział w całkowitym globalnym eksporcie wszystkich olejów roślinnych sięga 14 proc. – wyliczał.

Zwracał przy tym uwagę, że na początku marca amerykański Departament Rolnictwa obniżył prognozy eksportu szeregu produktów z Rosji i Ukrainy na sezon 2021/2022 (kończący się w połowie obecnego roku), m.in. pszenicy o 12 proc., kukurydzy o 16 proc., olejów roślinnych o 9 proc. – Spadki te są znaczące pomimo faktu, że większość dostaw z tych krajów została już w tym sezonie zrealizowana bezpośrednio po ubiegłorocznych zbiorach. Oczekuje się jednak, że zostaną one w znacznym stopniu zneutralizowane wyższym eksportem z innych regionów świata – ostatecznie w wymienionych kategoriach oczekuje się spadków łącznego światowego eksportu o 1–2 proc. – mówił Paweł Kowalski.

Zaraz dodał jednak, że są obawy o przyszły sezon, związane ze zniszczeniami wojennymi i utrudnieniami w organizacji nowych zasiewów, a następnie zbiorów w Ukrainie, ryzykiem przedłużającej się blokady ukraińskich portów czarnomorskich oraz skutkami sankcji nałożonych na Rosję. Zdaniem eksperta Banku Pekao bezpośrednie przełożenie spadku eksportu wymienionych produktów z Rosji i Ukrainy na nasz rynek krajowy będzie ograniczone ze względu na z reguły wysoką samowystarczalność Polski w obszarze produktów rolnych oraz najczęściej niewielki udział Rosji i Ukrainy w polskim imporcie żywności.

– Zaburzenia te mogą być odczuwalne jedynie w kilku kategoriach produktowych – ocenił Kowalski. I wskazywał m.in. olej sojowy, słonecznikowy i rzepakowy, nasiona roślin oleistych, ryby mrożone i filety rybne. W tych przypadkach jego zdaniem konieczne może być poszukiwanie alternatywnych źródeł dostaw.

Autopromocja
Real Estate Impactor

Gala wręczenia nagród liderom w branży nieruchomości

ZOBACZ RELACJĘ

– Większe znaczenie może mieć natomiast wzrost globalnych cen produktów roślinnych. W ciągu pierwszych dwóch tygodni po wybuchu wojny ceny pszenicy na giełdzie MATIF wzrosły o 40 proc., ceny kukurydzy zwyżkowały o 32 proc., a ceny rzepaku o 22 proc. – zauważył ekspert Pekao. – Wyższe globalne ceny produkcji roślinnej zapewne przełożą się na wzrost cen krajowych za pośrednictwem rosnących cen eksportowych – tłumaczył.

Kto ucierpi?

– Gwałtowny spadek eksportu zbóż z Ukrainy i Rosji obniży ich globalną podaż i wpłynie na spadek bezpieczeństwa żywnościowego w wielu regionach świata, szczególnie w Afryce i na Bliskim Wschodzie – uważa Jakub Czugała, analityk sektora Food & Agri w Banku BNP Paribas.

Tłumaczył nam, że ze względów klimatycznych największe państwa w tych regionach nie są w stanie wyprodukować wystarczająco dużo zbóż, a Ukraina i Rosja były jednymi z głównych eksporterów surowców rolnych na te rynki. – Najważniejszymi odbiorcami rosyjskiego zboża były Egipt, Turcja, Iran, Bangladesz czy Jemen, a do Europy w sumie trafiało jedynie ok. 5–7 proc. rosyjskiego eksportu zbóż (głównie na Łotwę i Białoruś). Do Europy trafiało ok. 30 proc. ukraińskiego eksportu zbóż, a głównymi partnerami były tu Hiszpania, Holandia, Włochy i Niemcy. Jednak podobnie jak w przypadku eksportu z Rosji większa część eksportu była kierowana do państw Afryki i Azji, głównie Egiptu, Chin, Indonezji, Maroka, Arabii Saudyjskiej – wyliczał analityk Banku BNP Paribas.

Zwracał uwagę, że w przeciwieństwie do pszenicy Unia Europejska jest importerem netto kukurydzy (importuje jej więcej, niż eksportuje), kluczowej przy produkcji pasz. I oceniał, że aby uzupełnić braki związane ze spadkiem importu z Ukrainy, UE prawdopodobnie zwiększy zakupy kukurydzy z USA, Brazylii i Argentyny (te trzy państwa odpowiadają za ponad 60 proc. globalnego eksportu kukurydzy) albo przeznaczy do produkcji pasz więcej pszenicy. – Dotychczas ok. 20–25 proc. unijnej pszenicy trafiało na eksport, szczególnie do państw Afryki i Bliskiego Wschodu. Wzrost zużycia pszenicy w UE doprowadziłby do dalszego pogorszenia się sytuacji w tych regionach – mówił Jakub Czugała.

Wskazał przy tym, że choć w Polsce i w UE nie powinno zabraknąć zbóż, wojna już ma i będzie mieć dalej bardzo duży wpływ na europejski rynek zbóż. – Spadek podaży zbóż związany z ograniczeniem eksportu z Rosji i Ukrainy doprowadził do wzrostu cen na europejskim rynku pszenicy o ok. 40–50 proc. na przestrzeni ostatnich trzech tygodni. Wzrost cen zbóż będzie jednym z czynników proinflacyjnych w Polsce i w Europie, a będzie mieć wpływ nie tylko na inflację cen pieczywa czy mąki, ale też produktów pochodzenia zwierzęcego – mięsa, nabiału i jaj – zauważył ekspert Banku BNP Paribas.

Kto wypełni lukę?

– Obecne problemy logistyczne w eksporcie morskim z Ukrainy, ograniczenia administracyjne eksportu z tego kraju, ale też sankcje nałożone na Rosję i w efekcie spadek podaży na światowych rynkach niektórych produktów rolnych będą wspierały popyt na produkty z innych państw. Można tu wymienić na przykład producentów pszenicy z UE – powiedział nam Grzegorz Rykaczewski, analityk sektora rolno-spożywczego Santander Bank Polska. – Skorzystać może też Polska, której przewagą jest dostęp do własnych portów, ale też łatwa logistyka do portów w innych państwach Unii – dodał.

Jego zdaniem obecna sytuacja może wzmacniać też popyt na polskie mięso drobiowe. Ukraina czasowo wstrzymała sprzedaż zagraniczną mięsa, a była ważnym dostawcą do krajów arabskich, ale też do wybranych państw UE.