Giełda w USA jest przewartościowana o 51 proc. i zagrożona spadkiem o 34 proc.. Katalizatorem jest inflacja, która pojawiła się błyskawicznie i prawdopodobnie utrzyma się przez jakiś czas. - Uważamy, że sprytni inwestorzy powinni teraz przygotowywać się do Wielkiej Rotacji, aby zarówno chronić przed tą krytyczną zmianą makro, jak i czerpać z niej korzyści. Inflacja prawdopodobnie będzie jedną z cech charakterystycznych tej dekady i nie będzie to krótkoterminowe, ponieważ niedawna fala „przejściowych" hulanek Fedu przekonałaby ufne dusze - komentują Kevin C. Smith, CFA, dyrektor ds. inwestycji i Tavi Costa, menedżer ds. portfela z Crescat Capital. Uważają oni, że trwały trend rosnących cen hurtowych i konsumenckich prawdopodobnie doprowadzi do upadku dzisiejszego rynku akcji, obniżając jego historycznie wysoki stosunek ceny do zysku. Aby zobaczyć, że inflacja obniża mnożniki P/E, wystarczy spojrzeć na silny związek między CPI a rentownością (odwrotność P/E) indeksu S&P 500 w ciągu ostatnich siedmiu dekad.
Co najważniejsze, trzeba zwrócić uwagę na wysokie krótkoterminowe ryzyko dla indeksu S&P 500, jakie stwarza dzisiejsza rozbieżność inflacyjna w górę. Chociaż giełda może być dobrym zabezpieczeniem przed inflacją w długim okresie, należy pamiętać, że na przewartościowanych rynkach rosnąca inflacja może być zabójcza. Giełda jest tak droga, jak na głównych szczytach rynku w 1929 i 2000 roku i jest tak samo spekulacyjnie przejęta i wykupiona. - Łącząc wszystko powyższe z niedźwiedzimi rozbieżnymi wewnętrznymi elementami rynku, sygnalizowanymi przez pogarszającą się szerokość rynku, a mamy cały wachlarz składników, które powinny być ryczącą syreną ostrzegawczą prawdopodobnego załamania rynku - pisza analitycy.
Przy obecnej stopie inflacji 5 proc., docelowa stopa zwrotu dla S&P 500 wynosi według nich 6,6 proc. w oparciu o historyczną regresję rentowności i CPI. Odpowiada to P/E na poziomie 15,2, dalekim od 3,3 proc. rentowności zysku i 30,3 P/E dzisiaj. - Aby osiągnąć naszą cenę docelową S&P 500, nalezy zastosować docelową wielokrotność 15,2 do obecnych szacunków EPS na rok kalendarzowy 2021 na rok kalendarzowy Wall Street, wynoszących 191 USD. Porównuje się to z dzisiejszą najwyższą ceną wszech czasów wynoszącą 4370 za ten sam indeks. - To nie jest sensacja, ale realizm makro oparty na historii, danych ekonomicznych, aktualnych podstawach i matematyce. Pamiętaj, że jest to ruchomy cel oparty na tych samych czynnikach - piszą specjaliści.
- Uważamy, że hojnie korzystamy z łącznych oczekiwanych przez analityków z Wall Street S&P 500 EPS na poziomie 191 USD, ponieważ byłby to rzeczywiście nowy szczyt dla amerykańskich spółek o dużej kapitalizacji. Takie zarobki nie są jeszcze pewne i mogą rozczarować. Analitycy są optymistyczni, jeśli chodzi o perspektywy ożywienia spowodowanego stymulacją Covid-19, co przekłada się na rekordowe zarobki. Obawiamy się, że te oczekiwania są zbyt wysokie, ponieważ analitycy nie wydają się uwzględniać prawdopodobnego ograniczenia marż zysku przedsiębiorstw przez rosnącą inflację. W nadchodzących miesiącach i kwartałach przedsiębiorstwa będą prawdopodobnie nadal zmagać się nie tylko z rosnącymi kosztami dóbr i usług pośrednich, ale także z rosnącą presją płacową. Szczególnie niepokoją nas niedoceniane perspektywy wzrostu kosztów pracy, trwałej siły inflacyjnej, która w naszej analizie dopiero się szykuje do startu - przewidują Kevin C. Smith i Tavi Costa.
A jakie sa ich prtognozy makro? - Przystępność czynszu w USA jest najgorsza, jaka kiedykolwiek była w stosunku do płac. Podobne niemal rekordowe nierównowagi są widoczne w przypadku cen mieszkań. Wynagrodzenia pracowników będą rosły o wiele bardziej (niż czynsze czy spadające ceny domów), aby zaradzić tej nierównowadze spowodowanej dotkliwym brakiem siły roboczej - twierdzą. Jeśli chodzi o wskaźniki makro dotyczące napiętego rynku pracy, stosunek nowych miejsc pracy do nowo zatrudnionych jest rekordowo wysoki. - Nawet przy zanikających rządowych jałmużnach po pandemii, płace prawdopodobnie będą musiały wzrosnąć, aby zachęcić ludzi do pójścia do pracy - podkreślają.
Inne wskaźniki makrodyfuzji, takie jak wskaźnik NFIB (National Federation of Independent Business) wakatów trudnych do obsadzenia w małych firmach oraz wskaźnik Conference Board liczby miejsc pracy ogółem do liczby miejsc pracy trudnych do zdobycia również pokazują poziomy historycznej nierównowagi zatrudnienia, która sygnalizuje nadchodzący skok inflacji płac.