REKLAMA
REKLAMA

Parkiet PLUS

Inwestorzy czekają na impuls

Spadkowej korekty na Wall Street wciąż nie można w żadnym wypadku uznać za zakończoną, mimo wyraźnego odreagowania z pierwszych dni listopada. Czynników niepewności nie brakuje także na naszym kontynencie.

Z zatwierdzeniem umowy w sprawie brexitu premier Theresa May może mieć problem i tak naprawdę nie wiadomo, czym się to skończy

Foto: Bloomberg

Wydarzeń, których wynik może nadać kierunek rynkom finansowym, nie brakuje, ale na razie rozstrzygnięć nie ma, a więc nie może być mowy o zdecydowanych reakcjach. Jest raczej nerwowe wyczekiwanie.

Wall Street nadal w korekcie

Foto: GG Parkiet

Mimo czwartkowych wzrostów amerykańscy inwestorzy nie będą najlepiej wspominać minionego tygodnia. S&P 500 w ciągu pierwszych czterech jego sesji stracił prawie 2 proc. i dwukrotnie postraszył, nieudanym ostatecznie, zejściem poniżej 2700 punktów. Dow Jones zniżkował o 2,7 proc., choć zdołał obronić się przed spadkiem poniżej 25 tys. punktów. Nasdaq poszedł w dół o 2 proc. Spadkowej korekty na Wall Street wciąż więc nie można w żadnym wypadku uznać za zakończoną, mimo wyraźnego odreagowania z pierwszych dni listopada. Morale byków zostało poważnie nadwątlone, a podwyższona wciąż zmienność notowań nie pozwala na wyciąganie jednoznacznych wniosków w kwestii przyszłego rozwoju sytuacji. Można to składać na karb powyborczych spekulacji, dotyczących amerykańskiej polityki, oczekiwania na efekty mającego się wkrótce odbyć spotkania prezydentów USA i Chin, czy niepewności związanej koniunkturą w Stanach Zjednoczonych i działaniami Fed w przyszłym roku.

Foto: GG Parkiet

Czynników niepewności nie brakuje także na naszym kontynencie. Czwartkowy poranek zapowiadał się optymistycznie, w związku z informacjami o przyjęciu wstępnego tekstu umowy w sprawie brexitu. Sytuacja jednak skomplikowała się w ciągu dnia, po dymisjach dwóch ministrów brytyjskiego rządu oraz krytycznych opiniach części tamtejszych polityków. Z zatwierdzeniem umowy może więc być problem i tak naprawdę nie wiadomo, czym się to skończy. W efekcie doszło do znacznej przeceny funta, a początkowa zwyżka indeksu we Frankfurcie nie utrzymała się do końca dnia i DAX stracił 0,5 proc., kontynuując spadkową serię. Londyński FTSE 250 czwartkową sesję zakończył spadkiem o 1,3 proc., a w jej trakcie przecena przekraczała momentami 2 proc. Trzeba zaś pamiętać, że na problemy z brexitem i dalszym ciągiem sagi dotyczącej włoskiego budżetu i politycznych pomysłów eurosceptycznego rządu nakłada się bardzo już wyraźne spowolnienie gospodarcze. Według wstępnych danych w trzecim kwartale niemiecki PKB wzrósł o zaledwie 1,1 proc., wobec 2,3 proc. w drugim kwartale, a strefa euro zanotowała spadek dynamiki z 2,2 do 1,7 proc.

Foto: GG Parkiet

Na tym tle wyraźnie pozytywnie wyróżniał się wskaźnik rynków wschodzących. W trakcie pierwszych czterech sesji minionego tygodnia MSCI Emerging Markets poszedł w górę o 2,6 proc., z czego 2,2 proc. byki „ugrały" tylko w czwartek. Co więcej, dokonały tego, nie bacząc ani na umacniającego się dolara, ani na zniżkujące notowania ropy naftowej. Szczególnie dobra atmosfera panowała w ostatnich dniach na parkietach azjatyckich, w szczególności zaś w Szanghaju, gdzie Shanghai Composite w trakcie pierwszych czterech sesji zyskał 2,7 proc.

Warszawski parkiet pod presją

Foto: GG Parkiet

Zainicjowana przez byki pod koniec października silna kontra napotkała na zdecydowany opór jeszcze przed dodatkowym dniem wolnym związanym z setną rocznicą odzyskania niepodległości. Stało się to wówczas, gdy WIG20 zbliżył się do poziomu 2300 punktów. W tym samym czasie, czyli 8 listopada, zaczęły się wyraźnie pogarszać nastroje zarówno na wiodących światowych giełdach, jak i na emerging markets. W segmencie naszych największych spółek, zdominowanym przez inwestorów zagranicznych, nie mogło więc dziać się lepiej. Ale nie było też całkiem źle. W końcu nieco ponad 3-proc. cofnięcie po wcześniejszej 9-proc. zwyżce miało prawo się zdarzyć i nie można tego uznać za cokolwiek zaskakującego czy niebezpiecznego. W miniony czwartek WIG20 zmierzał ku poziomowi 2200 punktów, ale go nie osiągnął i jest szansa na to, by nie nastąpiło to także w najbliższych dniach. Oczywiście pod warunkiem że „świat" na to pozwoli, a tam sytuacja wciąż niepewna i czynników ryzyka nie brakuje.

Z perspektywy krajowego podwórka w ostatnich dniach widoczna była wyraźna siła spółek energetycznych oraz słabość dużych banków. Akcje Tauronu, PGE i Energi należały do najmocniej zyskujących na wartości, najbardziej taniały zaś walory Banku Pekao, mBanku i PKO BP. Wciąż słabo radzą sobie papiery CD Projektu, które w miniony czwartek testowały poziom majowego dołka, czemu trudno się dziwić po publikacji rozczarowujących wyników finansowych za trzeci kwartał, w którym zysk netto okazał się o 57 proc. niższy niż przed rokiem i słabszy, niż spodziewali się analitycy. Negatywnie zaskoczył też przekraczający 20 proc. spadek przychodów ze sprzedaży. Od szczytu z końca sierpnia akcje spółki zniżkują już o 37 proc.

Zestawienie sporych czwartkowych spadków akcji największych banków z informacją KNF o prawie 11-proc. wzroście zysków sektora w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy obecnego roku każe doszukiwać się przyczyn przeceny nie tylko z aferą wokół organu nadzoru, ale także z szybkim procedowaniem w parlamencie poprawek w ustawie o nadzorze nad rynkiem finansowym umożliwiającej przejmowanie małych banków w określonych warunkach, przekazując decyzje w tej sprawie Komisji Nadzoru Finansowego, która akurat znalazła się „w oku cyklonu", podważającego wiarygodność tej instytucji. Inna kwestia to potężne spadki notowań Getin Noble Banku (o niemal 26 proc. w ciągu czterech sesji), Idea Banku (o 13 proc., a momentami o 29 proc.) i Getin Holdingu (o 24 proc.).

W porównaniu z sięgającym 1,3 proc. spadkiem WIG20 w ciągu pierwszych czterech sesji minionego tygodnia, wynosząca „zaledwie" 0,5 proc. przecena mWIG40 wydaje się niewielka, ale obraz rynku średnich firm nie jest budujący. Nie mogą też cieszyć silnie rosnące w ostatnich dniach obroty będące w znacznym stopniu „zasługą" zwiększonej aktywności na zdołowanych walorach Getin Noble. Nie może też cieszyć spora przecena papierów takich spółek jak 11 Bit Studios, Stalprodukt, PlayWay czy PKP Cargo. Do grona firm rozczarowujących wynikami finansowymi dołączył w ostatnim czasie Inter Cars, którego akcje zniżkowały do czwartku o prawie 17 proc., wskutek czego WIG-moto zdecydowanie pogłębił historyczne minimum (jego wartość wyliczana jest jednak dopiero od początku ubiegłego roku). W efekcie wskaźnik średnich firm zamiast kontynuować atak na 4000 punktów, znalazł się wyraźnie poniżej 3900 punktów i jeśli średniaki nie zaczną chwalić się lepszymi wynikami, raczej słabe są szanse na poprawę sytuacji w tym segmencie rynku. Nie widać ich także w segmencie najmniejszych spółek. sWIG80 w ciągu pierwszych czterech sesji minionego tygodnia zyskał co prawda 0,1 proc., ale trudno to uznać za sukces, a raczej za efekt „odpuszczenia" sobie go przez inwestorów.

Miedź i ropa próbują się bronić

Po niedawnym zejściu poniżej 270 centów za funt, kontrakty terminowe na miedź w ostatnich dniach idą lekko w górę, powracając do wewnątrz przedziału wyznaczającego trend boczny, w którym notowania tkwią od prawie dwóch miesięcy. Na razie niewiele wskazuje na to, by obrały jakiś zdecydowany kierunek. Jeśli z globalnej gospodarki nadal będą płynąć niekorzystne sygnały, a na to się zanosi, trudno spodziewać się ruchu cen miedzi w górę. W średniookresowym horyzoncie sytuacja wciąż nie jest taka zła. Od dołka z początku 2016 r. notowania metalu, mimo ostatniej spadkowej korekty, wciąż zwyżkują o 42 proc. W dłuższej perspektywie, od szczytu z pierwszych miesięcy 2011 r., tracą nieco ponad 40 proc. Można więc powiedzieć, że byki i niedźwiedzie są na tym rynku mniej więcej na remisie, z lekkim wskazaniem na byki, którym udało się zanegować długoterminową tendencję spadkową.

Początek minionego tygodnia przyniósł dość dramatyczne wydarzenia na rynku ropy naftowej. Wtorkowy spadek o ponad 7 proc. w przypadku WTI i 6,6 proc. w przypadku Brent to obrazek niewidziany od kilku lat, podobnie jak zjazd trwający sześć tygodni z rzędu, bez poważniejszej korekty. Być może odbicie z drugiej połowy tygodnia jest właśnie próbą jej wyprowadzenia, po tym, jak notowania WTI dotarły w okolice 55 dolarów, a Brent zatrzymała się w pobliżu 65 dolarów za baryłkę. Z technicznego punktu widzenia moment i miejsce są do tego jak najbardziej odpowiednie, ale wydaje się, że o trendzie zdecydują raczej względy fundamentalne. A w tej kwestii jest trochę niepewności. Jeszcze niedawno naftowi potentaci zastanawiali się, jak zwiększyć produkcję, by załatać deficyt związany z embargiem nałożonym na Iran, a obecnie planują redukcję wydobycia, w obawie przed spadkiem popytu. W każdym razie niższe ceny surowca mogą nieco wspomóc słabnącą światową koniunkturę, a z pewnością cieszą konsumentów.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA