Medycyna i zdrowie

Sanjeev Choudhary, prezes Medinice: Jesteśmy unikatową propozycją

Sanjeev Choudhary, prezes Medinice, był gościem Dariusza Wieczorka w czwartkowym programie „Prosto z Parkietu"

Sanjeev Choudhary, prezes Medinice

Foto: parkiet.com

25 września Medinice zadebiutuje na NewConnect. Czym się zajmujecie?

Sanjeev Choudhary: Jesteśmy spółką, która bada, tworzy i komercjalizuje produkty z dziedziny kardiologii i kardiochirurgii.

Dlaczego zdecydowaliście się właśnie na ten obszar?

Jest on drugim, największym sektorem w obszarze MedTech. Styl życia i nawyki żywieniowe powodują wręcz epidemię chorób serca. Ponad 2 proc. dorosłej populacji na świecie może mieć problemy z sercem. Z punktu widzenia naszej firmy, to bardzo perspektywiczny rynek.

Nad iloma produktami teraz pracujecie?

Obecnie mamy ich około dziesięciu.

Które są najważniejsze?

Skupiliśmy się na trzech. Są to CoolCryo, MiniMax i PacePress. Ten pierwszy jest krioaplikatorem, który pozwala robić krioablację. To produkt, który może zmienić sposób wykonywania zabiegów, ponieważ dzięki niemu możemy osiągnąć temperaturę tak niską jak -190 stopni C. Konkurencyjne produkty pozwalają na około -80 stopni C. Oferowana przez nas opcja sprawia, że zabieg trwa krócej i jest bezpieczniejszy.

Z kolei MiniMax jest elektrodą do ablacji arytmii. To produkt leczniczo- diagnostyczny. Natomiast PacePress to opatrunek uciskowy, który pomaga po zabiegach. W ciągu roku uda nam się go skomercjalizować.

Jakie mogą być z tego wpływy? Rozumiem, że to wasz pierwszy komercjalizowany produkt?

Tak. Jeśli chodzi o wartość wpływów, to z reguły transakcje na rynku kardiologicznym i kardiochirurgicznym są rzędu setek milionów dolarów. Nasz produkt jest stosunkowo prosty technologicznie, dlatego realistycznie liczymy, że powinniśmy z niego wypracowywać przychody rzędu 5-10 mln zł.

Ile czasu potrzebujecie, aby wprowadzić na rynek dwa pozostałe produkty?

Tego typu produkty jak CoolCryo i MiniMax zazwyczaj wymagają od trzech do pięciu lat pracy. Nad tym pierwszym pracujemy od ponad dwóch lat i myślę, że za kolejne dwa powinniśmy go komercjalizować. Z kolei pracę nad MiniMax zaczęliśmy niedawno, pozyskaliśmy na niego też dofinansowanie z NCBR i z pewnością starczy nam środków żeby doprowadzić go do momentu komercjalizacji.

Skąd czerpiecie pomysł na produkty?

Twórcami tych głównych są nasi założyciele - profesorowie. To produkty wymyślone przez praktyków i dlatego mają unikatową wartość. Nie są po to, żeby leżały na półce. Mamy też mocną radę naukową, w skład której wchodzą również specjaliści z zewnątrz.

Na razie, tak jak w większości tego typu spółek, przychody Medinice są symboliczne. Jaki jest wasz model biznesowy - czy przychody będą pochodziły ze sprzedaży projektów czy może z licencji?

Jak już wspomniałem, rynek na którym działamy ma duży potencjał. Szacuje się, że w 2020 r. będzie wart około 148 mld dolarów. Działają na nim bardzo duże podmioty, które osiągające na światowych giełdach kapitalizację ponad 100 mln dolarów. One patrzą na takie firmy jak nasza, i gdy uda się skomercjalizować jakiś ciekawy produkt to od razu go kupują. Ze względu na to jaka jest struktura rynku, będziemy chcieli sprzedawać np. licencje na nasze produkty.

Ponad miesiąc temu podpisaliście list intencyjny z koncernami chińskim. Na czym będzie polegać ta współpraca?

To jeden z przykładów tego, że jesteśmy już zauważani na globalnym rynku. Nasza współpraca może przebiegać na trzech płaszczyznach. Podmioty te wykazały zainteresowanie naszymi produktami i jedną z opcji jest wspólna praca nad rozwojem urządzenia MiniMax. Ponadto możemy pomóc im rozwinąć i udoskonalić ich system. Z kolei trzecia opcja to pomoc w wejściu na rynek europejski.

Wasza spółka w dużej mierze finansuje rozwój z dotacji. Ile grantów do tej pory udało wam się zdobyć? Czy macie jeszcze środki?

Tak, mamy kapitał, by realizować inwestycje. Pozyskaliśmy go m.in. od prywatnych inwestorów w ramach ostatnich emisji. Ponadto w sumie, z różnego rodzaju dotacji, pozyskaliśmy ponad 35 mln zł.

W ostatniej emisji akcji, którą przeprowadziliście wiosną tego roku, akcje były sprzedawane po 13 zł. Jesteście w grupie spółek mniejszych, a te w ostatnim czasie są pod presją na GPW. Dlatego warto mieć akcje Medinice - jak przekonałby pan inwestorów?

Jesteśmy unikatową propozycją - te spółki, które już są na rynku, mają pojedynczy produkt i to zazwyczaj diagnostyczny. My mamy większy portfel produktów, a w większości mają one charakter leczniczy. Wymagają dużo wiedzy, są zaawansowane technicznie i mają globalny potencjał.

NewConnect to wasz docelowy rynek?

Mamy nadzieję, że uda nam się otrzymać dobrą wycenę i w ciągu roku chcieliśmy przejść na GPW. Być może również zaistniejemy na rynkach zagranicznych.

Czy przeprowadzce będzie towarzyszyła emisja akcji?

Nie mamy jeszcze sprecyzowanych planów w tym zakresie.

Jest pan największym akcjonariuszem z około 45-proc. udziałem. Razem z dwoma profesorami macie około 70 proc. Będziecie sprzedawać akcje?

Nie, mamy lock-up. Nie zamierzamy pozbywać się żadnej akcji, bo wierzymy mocno w tę spółkę.

Przy cenie z ostatniej emisji spółka ma wartość około 43 mln zł. Jak pan sądzi - jak rynek wyceni akcje we wtorek?

Mam nadzieję, że wyżej. Wycena z wiosny tego roku według nas była niska.

Będzie pan pierwszym hinduskim prezesem spółki notowanej na warszawskim parkiecie. Doskonale mówi pan po polsku. Co robił pan wcześniej?

Przebywam w Polsce już prawie 30 lat. Studiowałem na Politechnice Wrocławskiej, a potem zacząłem pracować - w polskich firmach, potem w norweskim koncernie, byłem też doradcą w transakcjach M&A, a od 2012 r. prowadzę Medinice


Wideo komentarz

Powiązane artykuły