Gospodarka - Świat

Kaukaski kraj, który czuje się częścią europejskiej rodziny

Gruzja › Bylibyśmy o wiele lepiej rozwinięci gospodarczo, gdyby tylko Rosja ciągle nam nie przeszkadzała na naszej drodze do dobrobytu – usłyszałem od młodego Gruzina. Trudno zaprzeczyć tej opinii.

Hubert Kozieł

hubert.koziel@parkiet.com
Tbilisi – chyba jedyna stolica na świecie mogąca się pochwalić kolejką linową w centrum miasta.
H.

 

Gruzja to kraj dla Polaków pod wieloma względami bliski, niezwykle popularny turystycznie, a przy tym geograficznie odległy oraz stosunkowo słabo rozumiany. Jest to na pewno państwo z dużymi europejskimi aspiracjami, któremu jednak cały czas przeszkody na drodze do dobrobytu robi jego sąsiad – Rosja.

To kraj, w którym w zeszłej dekadzie, pod rządami prezydenta Micheila Saakaszwilego, przeprowadzono spektakularne reformy i wykonano olbrzymi wysiłek modernizacyjny, ale w którym później pozbawiono władzy autorów tych reform. Władzę z ich rąk przejęła ekipa miliardera Bidziny Iwaniszwilego dysponującego (zbudowanym w Rosji) majątkiem bliskim jednej trzeciej PKB całego państwa. Po pięciu latach reformatorskiego zastoju może ona w zbliżających się wyborach (prezydenckich – pierwsza tura 28 października, i parlamentarnych – 6 listopada) stracić władzę na rzecz dawnych współpracowników Saakaszwilego. Gruzja to wreszcie kraj, w którym prastare tradycje łączą się z sowiecką przeszłością oraz z pędem ku zachodniej nowoczesności. Przez blisko dwa tygodnie miałem okazję podróżować po nim i z bliska przyglądać się gruzińskiemu społeczeństwu.

Wieżowce Batumi robią wrażenie. Futurystyczne, „zakręcone" budowle tworzą biznesowo-turystyczną dzielnicę nad Morzem Czarnym. Centrum miasta aż kipi od niekonwencjonalnej architektury przeplatającej się z ładnie odnowionymi kamieniczkami

Szklane domy i polityczne wojny

– Saakaszwili dał tutaj wolną rękę młodym architektom. Powiedział im: „zbudujcie coś fajnego", i zapewnił fundusze. Podchodziłem sceptycznie np. do postawienia Diabelskiego Młyna na Bulwarze Nadmorskim. Myślałem, że to szalona rzecz. Ale jeden ze znajomych inżynierów powiedział mi: „Tworzymy tutaj przecież przestrzeń dla innowacji. Powinniśmy więc stawiać właśnie takie, szalone rzeczy". I wygląda na to, że miał rację – opowiada mi młody Gruzin, pracownik jednej z organizacji międzynarodowych.

Batumi to stolica Adżarii, regionu, który do 2003 r. był rządzony przez separatystów podobnie jak Abchazja czy Osetia Płd. Adżaria miała o tyle szczęście, że graniczy z Turcją, a nie z Rosją. Saakaszwili zdołał więc przyłączyć ją do Gruzji, ściągnąć do niej międzynarodowy kapitał i przemienić w biznesowo-turystyczną wizytówkę kraju. Za jego rządów w podobny sposób zaczęto przywracać blask również innym regionom turystycznym. Np. zrewitalizowano starówkę w Tbilisi, zbudowano lotnisko w Kutaisi, odbudowano katedrę Bagrati itp.

Jednocześnie wiele zrobiono, by wdrożyć zachodnie standardy w instytucjach publicznych. Starą, skorumpowaną milicję drogową rozwiązano i na jej miejsce szybko stworzono policję, która cieszy się o wiele lepszą reputacją. Sporą część mafiosów zmuszono do emigracji do Rosji, a przestępczość pospolitą zduszono. – W Gruzji przestępczości pospolitej niemal nie ma. O trzeciej w nocy możesz się szwendać po ulicach Tbilisi i nic ci się nie stanie – zapewnia Koba, mój nowy znajomy z gruzińskiej stolicy. To był wówczas olbrzymi postęp w porównaniu z biedą i bezprawiem lat 90., czyli rządami postkomunistycznego prezydenta Eduarda Szewardnadzego.

– Przed Saakaszwilim nie było tych dróg, nie było takiej infrastruktury turystycznej. Ludzie teraz za mało doceniają te zmiany – wyjaśnia Mamuka, przyjaciel wywodzący się z Megrelii, regionu położonego przy granicy z Abchazją. Opowiada mi o wojnie domowej z pierwszej połowy lat 90., gdy walczyli ze sobą puczyści Szewardnadzego i zwolennicy Zwiada Gamsachurdii, pierwszego demokratycznego prezydenta Gruzji. Mówi m.in. o terrorze, który prowadziły oddziały Szewardnadzego złożone w części z kryminalistów. – Gdy kilka lat temu zmarł Szewardnadze, to pochowano go w ogrodzie jego willi. Zbyt wiele osób straciło w tamtej wojnie członków rodzin i gdyby go pochowano na cmentarzu, przychodziliby mu o tym „przypomnieć" – dodaje Mamuka.

Rządy Saakaszwilego przyniosły Gruzji cywilizacyjny skok w porównaniu z latami 90., ale przegrana wojna z Rosją z 2008 r. i podziały w obozie rządzącym przyczyniły się do tego, że w 2012 r. wybory wygrał blok Gruzińskie Marzenie Bidziny Iwaniszwilego. Zdołał on przekonać Gruzinów, że zapewni im jeszcze szybszą drogę do dobrobytu i przy tym uchroni kraj przed konfrontacją z Rosją. Saakaszwili został de facto wypchnięty na emigrację w wyniku działań upolitycznionych sądów. Iwaniszwili oficjalnie wycofał się z polityki, ale zachował zakulisową władzę. Przygląda się on gruzińskiej polityce z perspektywy swej ogromnej rezydencji położonej na wzgórzach na południu Tbilisi. Czy zdołał jednak poprawić poziom życia Gruzinów?

Według danych Międzynarodowego Funduszu Walutowego PKB Gruzji wzrósł w zeszłym roku o 5 proc., a w tym ma się zwiększyć o 5,5 proc. Gruzja to jednak gospodarka mała i stosunkowo mało zamożna. Według szacunków MFW PKB na głowę (liczony według parytetu siły nabywczej) wynosi tam 11,6 tys. USD. To więcej niż na Ukrainie (9,2 tys. USD), ale mniej niż na Białorusi (20,2 tys. USD) czy w Bułgarii (23,3 tys. USD). Podczas pobytu w Gruzji wielokrotnie słyszałem od miejscowych narzekania na brak pracy i pytania, czy w Polsce znalazłaby się praca dla Gruzinów. Po drogach jeździ wiele zdezelowanych samochodów, które w naszym kraju nie miałyby szans przejść przeglądów technicznych (ale niech nas nie zwodzi rdza na karoserii, 25-letnie żiguli potrafi nieźle sobie radzić na górskiej gruntowej drodze). W telewizyjnych spotach wyborczych pokazywane są staruszki płaczące, że nie mają za co żyć. Widać wyraźne rozczarowanie rządami ekipy Gruzińskiego Marzenia. Mocno jest ona krytykowana również za chęć zakupów rosyjskiego gazu.

Nic dziwnego więc, że Gruzińskie Marzenie nie wystawiło w tegorocznych wyborach prezydenckich własnego kandydata. Wspiera za to kandydaturę Salome Zurabiszwili, byłej minister spraw zagranicznych, która wcześniej robiła karierę we Francji (była m.in. ambasadorem Francji przy ONZ). Gruzińskie miasta obklejone są billboardami wyborczymi Zurabiszwili. Ciągną się za nią jednak poważne podejrzenia. Wielu ludzi, z którymi rozmawiałem w Gruzji, określało Zurabiszwili jako kandydatkę otwarcie prorosyjską. „Wszyscy, tylko nie ona! Młodzi ludzie w większości są przeciw niej" – słyszałem na miejscu. Zurabiszwili niewątpliwie strzeliła sobie w stopę podczas kampanii wypowiedzią, w której obwiniała Gruzję za rozpoczęcie wojny z Rosją w 2008 r. Jej kandydaturze szkodzą również skandale wokół Gruzińskiego Marzenia. W ostatnim z nich Zaza Okuaszwili, właściciel holdingu medialnego Omega Group, oskarżył kierownictwo tego stronnictwa, w tym Iwaniszwilego, o wymuszenia i pranie brudnych pieniędzy. Jako dowód przedstawił nagrania swoich rozmów z Iwaniszwilim.

W ostatnich sondażach Zurabiszwili wyprzedzają dwaj kandydaci opozycji. Największe szanse na wygraną ma Grigol Waszadze, były minister spraw zagranicznych, popierany przez Saakaszwilego (Waszadze to były sowiecki dyplomata, więc słyszałem od Gruzinów opinie, że to „KGB", ale prozachodni prezydent Saakaszwili też ma rodzinne korzenie w sowieckim MSZ). Za nim plasuje się inny były minister spraw zagranicznych od Saakaszwilego – Dawit Bakradze. W gruzińskim ustroju prezydent ma ograniczone uprawnienia, ale mimo to pełni kilka ważnych funkcji. Może np. ułaskawić Saakaszwilego i umożliwić mu powrót do Gruzji, a także wspierać lub blokować reformy. Wybory prezydenckie mają więc nie tylko symboliczne znaczenie.

Ruscy, Stalin i młode wino

Aspiracje Gruzinów do związków z Zachodem niewątpliwie zostały mocno rozbudzone w poprzedniej dekadzie. Nie oznaczało to jednak całkowitego zerwania związków z Rosją. Podróżując po Gruzji, najczęściej porozumiewałem się po rosyjsku. Znajomość angielskiego jest tam wciąż bardzo ograniczona, a rosyjski przydaje się choćby z tego względu, że do kraju przyjeżdżają wciąż tysiące rosyjskich turystów. I świetnie się w nim czują, choć przecież mogą się w Rosji nasłuchać propagandy o „wrogiej Gruzji". – Kiedyś wiozłem rosyjskiego turystę, który opowiadał mi, że rosyjscy pogranicznicy pytali się go: „Czemu chcesz jechać do Gruzji? Przecież tam cię napadną, zabiją, tam Rosjan nienawidzą". A zwykli Rosjanie boją się raczej jeździć do Abchazji ze względu na przestępczość, a nie do Gruzji, gdzie jest bezpiecznie – wspomina gruziński taksówkarz.

Pobyt w Gruzji daje części Rosjan okazję do konfrontacji propagandy z rzeczywistością. W Muzeum Stalina w Gori podłączyłem się do rosyjskojęzycznej wycieczki. Gruzińska przewodniczka opowiadała m.in. o tym, że za 5 minut spóźnienia w pracy w latach 30. w stalinowskim ZSRR można było dostać dziesięć lat łagru. – Ale to wasza wersja! To wy mówicie, że tak było! – zbulwersowała się młoda Rosjanka. – Nie, to oficjalne sowieckie ustawodawstwo – odpowiedziałem jej. Pomnik Stalina zniknął już z centrum Gori, ale można tam (i w innych gruzińskich miastach) nabyć pamiątki z sowieckim dyktatorem. Robione pod turystów magnesy na lodówkę, kubki czy breloczki w oczach Polaków wyglądają na szokujące kuriozum. W oczach Rosjan czy słabo zorientowanych w historii mieszkańców Zachodu już nie.

W mieście Zugdidi (przy granicy z Abchazją) w rozlewni wina widzę półkę z butelkami ze Stalinem na etykiecie. Uncle Joe – taka jest marka tego wina. – To dla turystów? – pytam dyrektora fabryki. – Tak, bo dla miejscowych 15 lari (20,8 zł) to za dużo za butelkę. Wszyscy przecież robią u nas własne wino – odpowiada.

Archeologicznie poświadczono, że to Gruzja była miejscem, w którym 9 tys. lat temu zaczęto po raz pierwszy wytwarzać wino. Winiarska tradycja wszechstronnie tam się rozwinęła. Polacy doskonale to wiedzą – o czym świadczy choćby spora liczba sklepów z gruzińskimi winami w naszym kraju (Gruzinom, z którymi rozmawiałem, spodobało się hasło: „Pij gruzińskie wina, nie bój się Putina!"). Czy jednak reszta świata jest tego świadoma? W ciągu pierwszych ośmiu miesięcy 2018 r. wino stanowiło 5,7 proc. gruzińskiego eksportu wartego łącznie w tym okresie 2,1 mld USD (gruziński eksport do Polski wynosił wówczas zaledwie 10,3 mln USD). Eksport gruzińskiego wina sprawia więc wrażenie, że jest poniżej potencjału. Według danych FAO w Gruzji wyprodukowano w 2014 r. 108 tys. ton wina, co plasuje ten kraj na 22. miejscu na świecie (za Mołdawią i Bułgarią, ale przed Szwajcarią czy Urugwajem). – U nas za mało idzie wina na eksport. Ludzie potrafią ze swojego pola zebrać po 100 ton winogron i zachowują większość na własne potrzeby. A Chińczycy przecież mogliby wykupywać to wino na pniu i sporo za nie płacić – wskazywał jeden z moich rozmówców.

Wino nie jest jedynym towarem, który gruzińskie władze mogłyby lepiej wypromować. Tamtejsze rolnictwo dostarcza wielu dobrych i ekologicznych produktów żywnościowych, które odniosłyby sukces na europejskich rynkach. – Mamy najlepszą kuchnię na świecie i nie mówię tego dlatego, że jestem Gruzinem – słyszałem tam kilka razy. Miałem też wiele okazji, by przekonać się o zaletach tej kuchni i gruzińskiej żywności – np. podczas biesiady z okazji zakończenia winobrania na gruzińskiej wsi.

Z pewnością też Polska posiada doskonały atut w relacjach gospodarczych z Gruzją. Mamy tam opinię przyjaznego narodu, który sprzyja zachodnim aspiracjom Gruzji i bronił jej przed Rosją w 2008 r. Wzmianka, że jesteś Polakiem, może uruchomić wśród Gruzinów duże pokłady życzliwości. Możecie zostać obdarowani winem, usłyszeć, jak wasz rozmówca wymienia polskich piłkarzy z lat 80., czy zostać zaproszeni na mały poczęstunek. Zaskakująco wielu Gruzinów pracowało w Polsce przed akcesją naszego kraju do UE lub miało z Polską inne związki. Produkty made in Poland cieszyłyby się więc tam pozytywnym odbiorem. Niestety, polsko-gruzińska wymiana handlowa jest na razie mizerna. A przecież każdy rynek jest na wagę złota...

© Licencja na publikację
© ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone
Źródło: PARKIET

×

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.


Wideo komentarz