Giełda

Czy na giełdach będzie powtórka z marca 2020 roku?

Ostatnie dni i tygodnie wskazywały, że jeśli zobaczymy istotną korektę, będzie ona związana z inflacją i polityką banków centralnych. Rynkowe oczyszczenie przychodzi jednak z bardzo dobrze znanej wszystkim strony. Trudno na tę chwilę stwierdzić, ile w tym realnego zagrożenia, a ile rynkowej paniki.

Kamil Hajdamowicz, doradca inwestycyjny, Vienna Life TU na Życie, Vienna Insurance Group

Foto: parkiet.com

Ostatnie dni i tygodnie wskazywały, że jeśli zobaczymy istotną korektę na rynkach, będzie ona związana z inflacją i polityką banków centralnych. I w zasadzie do ostatniego piątku tak wyglądał rynkowy status quo, pozostałe czynniki ryzyka znalazły się gdzieś daleko poza uwagą inwestorów. Oczywiście zachowanie się rynku obligacji, w szczególności na krajowym rynku, gdzie rentowności przebiły już poziom 3,4 proc., mogło budzić niepokój inwestorów. Może się jednak okazać, że rynkowe oczyszczenie, bo o tym należy mówić na rynkach rozwiniętych po wielu tygodniach beztroskich wzrostów, przyjdzie ze znanej nam dobrze strony, która przez dłuższy już czas była na dalszym planie.

Odkrycie w Botswanie nowego wariantu SARS-COV-2, który może być w części odporny na dostępne obecnie szczepionki spowodowało gwałtowną wyprzedaż na rynkach azjatyckich, która rozlała się z kolei na rynki europejskie i rynek amerykański. Trudno na tę chwilę stwierdzić, ile w tym realnego zagrożenia, a ile rynkowej paniki, jakkolwiek reakcja rynków wydaje się poważna, chociaż równie dobrze może być krótkotrwała.

Biorąc jednak pod uwagę ostatnie kilkanaście miesięcy na rynkach rozwiniętych, rynki potrzebują jakiegokolwiek pretekstu do korekty. Nowy wariant wirusa doskonale wpisuje się w ten scenariusz. Patrząc na rynek amerykański, ostatnie zachowanie się indeksu VIX, który w ostatnich tygodniach spadał coraz to bliżej 0, od kilku dni budował już formację odbicia. Dodatkowo, zachowanie rynku amerykańskiego do złudzenia w ostatnim czasie przypominało to, co obserwowaliśmy w latach 2019-20, jeszcze przed marcowym spadkiem. Oczywiście ta analogia jest mocno uproszczona, ale biorąc pod uwagę okres, jaki upłynął od ostatniej znaczącej korekty, nie musi być wcale wadliwa.

Patrząc przez chwilę na fundamenty, w nerwowej reakcji inwestorów jest nieco logiki. Mianowicie, z dostępnych dotychczas danych można wnioskować, że tempo transmisji nowej odmiany wirusa jest dużo szybsze od wariantu delta, który już był uważany za agresywny. Jeśli zestawimy to z potencjalną odpornością na szczepionki, tworzy się mało korzystny koktajl, na który odpowiedzią mogą być lockdowny, jakie znaliśmy w roku 2020. To z kolei mogłoby ponownie stanowić silny cios dla globalnej gospodarki, która i tak nie doszła do siebie po trudnym poprzednim roku (biorąc chociażby pod uwagę rozchwianie łańcucha dostaw). Widoczne to jest już teraz poprzez załamanie się notowań ropy naftowej.

Szukając plusów, ryzyko spowolnienia gospodarczego z dużym prawdopodobieństwem wyhamuje oczekiwane obecnie tempo podwyżek stóp i normalizacji polityki przez banki centralne. Możliwe więc, że po kilkudniowej panice rynki zaczną antycypować ten scenariusz. Na tę chwilę jednak ciągle za mało wiadomo o nowej odmianie wirusa, by to uczciwie ocenić.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.