Giełda

Wielcy nieobecni mogą wejść na GPW

Wymęczony pandemią rok 2020 z pewnością nie zapisze się złotymi zgłoskami w najnowszej historii. Jednak z punktu widzenia inwestora giełdowego był jednym z ciekawszych w ostatnich latach. Okazji do zarobku było co niemiara, a główny indeks zamknął rok w całkiem dobrej formie. Czy warszawską giełdę czekają tłuste lata? Moim zdaniem tak, choć nie będzie to zasługa żadnych rządowych strategii, tylko zwykłej kalkulacji.
Foto: Fotorzepa/ Grzegorz Psujek

Na GPW będzie się po prostu opłacało debiutować, a inwestorom inwestować. Jest to przede wszystkim efekt m.in. niemal zerowych stóp procentowych, które zniechęcają do lokowania kapitału w bankach. Do tego trzeba dodać wyraźną poprawę wyceny notowanych spółek oraz przede wszystkim zdecydowany wzrost płynności obrotu. Rynek wyraźnie wychodzi z letargu, w którym tkwił przez ostatnie lata. Zaczynamy zarówno zapominać o aferach, które przetoczyły się przez rynek funduszy inwestycyjnych, jak i o fali nieco wygasającego delistingu. Emitentów szturmujących obecnie parkiet jest całkiem sporo i pewnie ten trend utrzyma się w najbliższych latach.

Kogo do tej pory nie udało się przyciągnąć na GPW, a kto mógłby sporo skorzystać na zmianie podejścia do wchodzenia w blue chips? W jakim stopniu może się zmienić WIG30 w najbliższych trzech latach i jakie branże mogą być przeważone w stosunku do tradycyjnej bankowości i energetyki zdominowanej przez Skarb Państwa?

Kierunek pozostanie jeden. Jeśli wejdą na GPW atrakcyjne spółki, to będą to podmioty prywatne. Miksując kapitalizację i skład obecnego WIG30 z wyceną największych „nieobecnych" polskich spółek (Haitong Bank), otrzymujemy zestawienie pierwszej trzydziestki firm, które mogłyby trafić do indeksu, z czego osiem to potencjalni debiutanci: Polpharma (11 mld zł), InPost (9 mld zł), Maspex (7,7 mld zł), TZMO (6,7 mld zł), Vectra (5,1 mld zł), Adamed (4,3 mld zł), Techland (4 mld zł), Press Glas (3,1 mld zł), Aflofarm (2,9 mld zł). Aż połowa z nich to przedstawiciele makrosektora ochrona zdrowia, który zaliczył spektakularny wzrost cen akcji w 2020 r. A należy pamiętać, że jeśli Orlen wchłonie PGNiG, Lotos i Energę, to zwolni się kilka miejsc dla nowych spółek w WIG30, a sam koncern będzie w pierwszej trójce największych warszawskich firm obok Allegro i CD Projektu. Z ośmiu potencjalnych debiutantów już dzisiaj wiemy, że notowany już kiedyś na GPW, kontrolowany przez fundusz Advent International chce wprowadzić w przyszłym roku InPost na giełdę w Amsterdamie. Nie wyklucza to jednak dualistingu, czyli równoległego notowania w Warszawie.

Potencjalni debiutanci farmaceutyczni to perły w koronie naszej prywatnej gospodarki prowadzące globalne biznesy. Należąca do rodziny Staraków Polpharma to największy polski producent leków. Sprywatyzowane w 1991 r. Toruńskie Zakłady Materiałów Opatrunkowych (akcje kupiła kadra menedżerska i środowisko akademickie) sprzedaje produkty na 80 rynkach świata. Należy do nich m.in. marka Bella i Pollena Eva. Kolejny producent leków – Adamed – za dwa lata chce prawie połowę sprzedaży lokować za granicą. Afrofarm to z kolei polski lider wśród producentów leków OTC, który również rozwija sprzedaż na świecie.

Wszystkie te firmy działają we wzrostowej i perspektywicznej branży i mają globalne aspiracje. Giełda może dostarczyć im dodatkowy kapitał i być sposobem na wysoką rynkową wycenę oraz najlepszą drogą do ewentualnej sukcesji obecnych właścicieli.

Debiutu na GPW nie wyklucza też jeden z największych producentów gier Techland, który obecnie pracuje nad „Dying Light 2". Debiut wciąż obiecuje Maspex, właściciel takich marek jak Tymbark, Kubuś, Tiger i Lubella. Gdyby do tego doszło, byłaby to największa notowana polska firma spożywcza.

Co prawda nie zakładam, by w najbliższym czasie warszawską giełdę czymkolwiek zasilił Skarb Państwa, ale nie zapominajmy, że u zachodnich sąsiadów notowane są zarówno Lufthansa, jak i Deutsche Post. Ten ostatni to prawdziwy gigant z kapitalizacją około 220 mld zł. Czy Poczta Polska nie powinna być rynkowo wycenianą, transparentną firmą, podobnie jak LOT po wyjściu na prostą z turbulencji związanej z pandemią? Oczywiście, że tak, jeśli założymy, że mogą być ciekawą inwestycyjną alternatywą i będzie można na ich akcjach dobrze zarobić.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.