REKLAMA
REKLAMA

Energetyka

Fundusze będą gremialnie odchodzić od finansowania kopalin

Podczas gdy kolejne kraje deklarują powolne wycofywanie się ze spalania węgla, Polska buduje nowe moce opierające się na czarnym paliwie. Coraz więcej instytucji odcina „brudne" portfele.

Deklarację wycofywania się z produkcji prądu z węgla złożyło już 11 państw unijnych. Na świecie jest 28 krajów, które przechodzą lub przeszły taką transformację.

Foto: Archiwum

Minął tydzień od uchwalenia ustawy zobowiązującej Irlandzki Strategiczny Fundusz Inwestycyjny (ISIF) do sprzedania w ciągu pięciu lat akcji spółek opierających się na paliwach kopalnych. Dezinwestycje obejmą 150 firm na całym świecie wartych 318 mln euro (ok. 3,6 proc. portfela).

Tsunami nie dotrze tym razem nad Wisłę. Jak ustaliliśmy, irlandzki fundusz nie lokował kapitału w naszych spółkach naznaczonych czarnym śladem. ISIF jest już kolejną instytucją o tak zdecydowanej antywęglowej strategii. Proces eliminowania czarnych i brunatnych aktywów z portfeli jest nieuchronny. Czas węgla się skończył. Zarządzający w coraz większym stopniu będą dyskontować ryzyka z nim związane – twierdzi Maciej Bukowski, prezes think tanku WiseEuropa.

Kilka lat temu decyzja państwowego Norges Bank Investment Management (największego funduszu emerytalnego w Norwegii) odbija się echem także w Polsce. Norges najpierw sprzedał akcje lubelskiej Bogdanki (2016 r.), a potem pozbył się pakietu w PGE. To efekt decyzji z 2015 r. – odcięcia się od spółek czerpiących przynajmniej 30 proc. przychodów z wydobycia i przetwarzania węgla.

Nie byłoby to możliwe, gdyby nie przychylność polityczna. Norwegia, chcąc jak najdłużej czerpać zyski z wydobycia i eksportu ropy i gazu, musi ograniczać emisje w innych sektorach, np. w transporcie (od 2025 r. wprowadzono zakaz sprzedaży aut spalinowych). Z kolei Irlandia zapowiedziała na 2025 r. kres produkcji prądu z węgla i zakazała sprzedaży aut z silnikami benzynowymi, Diesla i hybryd od 2030 r. (po 2045 r. mają zniknąć z dróg).

Fala deklaracji o odejściu od węgla

To kolejny kraj UE deklarujący etapowe wycofywanie się z węgla. Irlandia dołączyła do Austrii, Belgii, Danii, Finlandii, Francji, Holandii, Portugalii, Szwecji, Włoch i Wielkiej Brytanii. Niemcy kończą z wydobyciem węgla kamiennego, ale nie z jego spalaniem. Mają też sporo węgla brunatnego. Na świecie jest 28 krajów, które planują wychodzenie z węgla lub już to zrobiły (Powering Past Coal Alliance). Takie cele mają też niektóre amerykańskie stany (np. Kalifornia, Oregon), a także kanadyjskie prowincje (m.in. Quebec, Alberta) i miasta (Vancouver).

Podczas szczytu paryskiego w 2015 r. zobowiązania podjęły też pierwsze instytucje. Dziś już 19 banków zaprzestało pożyczania pieniędzy na nowe kopalnie, a 16 nie finansuje nowych elektrowni. Wśród nich są m.in. ING, Deutsche Bank, Commerzbank, Societe Generale czy HSBC. – Mamy do czynienia z silnym i postępującym trendem odchodzenia od wspierania węgla. To nie są tylko pojedyncze przypadki. Politykę inwestycyjną zaczyna zmieniać coraz więcej zachodnioeuropejskich banków, funduszy, a teraz także ubezpieczycieli – zauważa Jan Chudzyński, ekonomista i analityk związany z Fundacją „Rozwój Tak – Odkrywki Nie".

Na razie trend objął centrale i nie przeniknął mocno do krajów nadal stawiających na wydobycie i spalanie węgla, takich jak Polska. Dlatego część instytucji, które odcinały się od finansowania czarnego i brunatnego paliwa podczas paryskiego szczytu klimatycznego, daje pieniądze naszym firmom... nie wprost na inwestycje węglowe, ale na realizację strategii czy rozbudowę sieci. – Widać jednak przełom. Bo coraz częściej także globalni ubezpieczyciele, jak AXA czy Allianz, podejmują konkretne działania. Temat stał się też przedmiotem dyskusji regulatorów. Przykładowo, w Wielkiej Brytanii przyjęto przepisy pozwalające inwestować nie tylko na podstawie kryterium zyskowności, ale także kryteria społeczne i środowiskowe – zauważa Chudzyński. – To sygnał wysłany do brytyjskich funduszy emerytalnych, by bez obaw odcinały się od węglowych aktywów – dodaje.

Jego zdaniem zachodnie fundusze już myślą, jak ratować pieniądze przyszłych emerytów. Bo jak mówią prognozy, w ciągu kilkunastu lat aktywa węglowe będą zupełnie bezwartościowe. Polski sektor finansowy o tym głośno nie mówi.

Zdaniem Artura Galbarczyka, dyrektora w Fitch Ratings, w krajach, gdzie węgla jest stosunkowo mało, instytucje mogą śmielej podejmować decyzję o wstrzymaniu finansowania dla węgla. Zwłaszcza jeśli wpisuje się to w politykę tamtejszego rządu. – Wspierają globalny trend, ale bez szkody dla własnych finansów. Bo i tak nie miałyby wielu chętnych na sięgnięcie po kapitał do takich projektów – stwierdza pragmatycznie. – Z kolei w takich krajach jak Polska nastawienie instytucji jest bardziej neutralne. Wciąż są też banki skłonne finansować projekty kopalń i elektrowni węglowych, choć prawdopodobnie koszt takiego kredytu będzie wyższy – dodaje Galbarczyk.

Patrząc na strukturę wytwarzania w krajach UE wycofujących się z węgla, rzeczywiście czasem widać tam śladowe jego ilości. W Belgii i Szwecji jego udział w miksie wynosi odpowiednio 0,5 proc. i 0,3 proc. Francja i Austria mają zaś odpowiednio 1,5 i 3 proc. „brudnej energii". Większym wyzwaniem może to być dla Portugalii, Irlandii (po ponad 20 proc.) czy Danii i Holandii (w obu przypadkach ok. 30 proc.).

Polska idzie pod prąd trendów

– Polska mogłaby bez trudu zredukować udział węgla o połowę, do 40 proc. Około 30-proc. redukcja ma szansę dokonać się w przyszłej dekadzie ze względu na wyczerpywanie się obecnych zasobów w odkrywkach węgla brunatnego – uważa Bukowski. Jego zdaniem polski argument dotyczący dużej redukcji emisyjności gospodarki od przełomu ustrojowego już nie działa. Musimy pójść dalej, zwłaszcza jeśli chcemy wpisać się w politykę, która mówi o ograniczeniu emisji o 40 proc. do 2030 r.

Polskich spółek energetycznych na razie nie paraliżuje wizja braku kapitału pod węglowe elektrownie. Znamienne jest to, że kiedy Irlandia głosowała nad progresywnym prawem, w Ostrołęce podpisywano wart 6 mld zł kontrakt z generalnym wykonawcą (konsorcjum GE i Alstrom) bloku węglowego na 1 tys. MW. Realizujące inwestycję wspólnymi siłami Enea i Energa choć nie dopięły jeszcze modelu finansowego, to już wydały na prace przygotowawcze 240 mln zł (4 proc. wartości umowy). Pierwsza łopata zostanie wbita w ciągu najbliższych miesięcy, czyli jeszcze przed rozstrzygnięciem aukcji rynku mocy (mechanizm wsparcia dla wytwórców), z którego przychody miały być istotną częścią planu finansowego projektu. „Wiąże się to z istotnym ryzykiem konieczności realizacji projektu, który w horyzoncie długoterminowym może okazać się trwale nierentowny" – wskazała agencja EuroRating, obniżając ocenę kredytową Energi z BBB do BBB- (nie ocenia Enei, od kiedy ta wypadła z WIG20). Jednocześnie podniesiono perspektywę ratingu z negatywnej na stabilną.

Mirosław Bajda, prezes EuroRating, spodziewa się, że przełoży się to na wyższe oprocentowanie zobowiązań zaciąganych przez gdańską spółkę. W jego ocenie Energa może mieć poważny problem ze sfinansowaniem inwestycji w Ostrołęce, bo coraz więcej międzynarodowych instytucji finansowych rezygnuje z kredytowania projektów związanych z wydobyciem lub spalaniem węgla. – Obawy instytucji może budzić także wątpliwa rentowność inwestycji – argumentuje Bajda. – Ponieważ jednak jest to projekt uwarunkowany politycznie, a nie ekonomicznie, zakładamy, że państwowy koncern prawdopodobnie będzie mógł uzyskać wsparcie od instytucji finansowych kontrolowanych przez polski rząd – dodaje szef EuroRatings.

Fitch Ratings przygląda się rozwojowi sprawy, ale na razie nie modyfikuje oceny kredytowej Energi i Enei. – Nadal uważamy ostrołęcki projekt za ryzykowny element strategii obu spółek. Ale są też czynniki ograniczające to ryzyko, m.in. możliwe zaangażowanie innych partnerów, np. PFR, zdobycie kontraktu w ramach rynku mocy i brak wypłacania dywidend do 2022 r. – wylicza Galbarczyk. Jak zauważa, każda ze spółek ma też jeszcze pewną przestrzeń do zwiększania zadłużenia. Mniejsza jest ona w Enei, która ma więcej niż Energa wytwarzania w strukturze zysków i dodatkowo dużą ekspozycję na ryzyka związane z segmentem węgla. – Jeśli spółki będą realizować projekt z własnego kapitału (a nie w formule project finance) i dodatkowo bez wsparcia z rynku mocy, to może to być argumentem za obniżeniem ratingu. Zwłaszcza jeśli nie byłoby kolejnego partnera lub jego udział byłby niewielki – twierdzi Galbarczyk.

Eksperci nie mają wątpliwości, że globalne trendy, choć z opóźnieniem, dotrą też nad Wisłę. O ile dziś instytucje odcinają się od węgla, licząc na poprawę wizerunku, to wkrótce mogą się pojawić bardziej motywujące bodźce. Komisja Europejska pracuje już nad stosownymi regulacjami. – Przygotowywane są projekty trzech dyrektyw, które z jednej strony mają nakładać obowiązek informowania o tym, jakie aktywa spółki mają w portfolio, a także zobowiązujące do raportowania o ryzykach finansowych związanych z inwestycjami w paliwa kopalne – tłumaczy Maciej Bukowski, prezes WiseEuropa. W jego ocenie pokazywanie projektów mniej lub bardziej wpisujących się w politykę zrównoważonego rozwoju wpłynie na zróżnicowanie produktów finansowych (zapewne głównie pod względem ceny) i zmusi więcej funduszy do zmiany strategii lokowania kapitału.

Regulacje dotyczące zrównoważonego finansowania w pierwszej fazie będą zapewne miały miękki charakter, ale z czasem mogą stać się bardziej restrykcyjne. Wystarczy przytoczyć przykład reformy systemu handlu uprawnieniami do emisji CO2 (EU ETS), która miała zniechęcić do inwesycji w wysokoemisyjne źródła.

Zanim dzisiejsze propozycje staną się prawem, upłynie zapewne kilkanaście lat. – To dopiero początek procesu – podkreśla Bukowski. Przypomina, że o reformie EU ETS zaczęło się mówić w 2004 r., a zapisy dyrektywy ją wprowadzającej weszły w życie w tym roku.


Wideo komentarz

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA