Crowdfunding

Jakub Niestrój, prezes platformy Crowdway: Kolejki do crowdfundingu. Kto może liczyć na pieniądze?

Jakub Niestrój, prezes platformy Crowdway, był gościem Piotra Zająca w piątkowym Parkiet TV. Tematem rozmowy był crowdfunding udziałowy. Okazuje się, że w 2019 r. największe zbiórki przeprowadzili producenci browarów. Czy to nowy trend? Kto jeszcze stoi w kolejce do emisji?

Jakub Niestrój, prezes platformy Crowdway

Foto: parkiet.com

Ilu chętnych zgłasza się do was rocznie, by wyemitować akcje w ramach crowdfundingu udziałowego?

Ta liczba sięga nawet 200. Przez formularz zgłoszeniowy otrzymujemy ogromną ilość zapytań od potencjalnych emitentów. Nasza strategia zakłada jednak dużą selektywność. Wydaje mi się, że przez dwa lata funkcjonowania nabyliśmy odpowiednie kompetencje, by wyłonić te kluczowe elementy, dzięki którym zbiórka crowdfundingowa zakończy się sukcesem. Staramy się stawiać na te projekty, które mają potencjał do tego, by zebrać przynajmniej 50 proc. docelowej kwoty.

Jak od kuchni wygląda taki proces selekcji?

Nie mamy kompetencji, by wchodzić merytorycznie w zagadnienia biznesowe czy finansowe, ale zależy nam na tym, by na platformę trafiały projekty perspektywiczne. I ten proces selekcji jest dwustopniowy. Na pierwszym etapie oceniamy przede wszystkim, czy projekt ma potencjał marketingowy, a więc to czy jest chwytliwy, czy w ogóle do crowdfundingu się nadaje. Bo prawda jest taka, że masa dobrych przedsięwzięć, dobrych biznesowo i obiecujących, po prostu nie pasuje do tego typu finansowania. My stawiamy na te projekty, które mają społeczność zbudowaną wokół swojej marki, albo mają szanse na jej zbudowanie. Zadajemy sobie kilka pytań. Czy to jest projekt o nośnej idei dla szerokiego grona odbiorców? Czy będzie zrozumiały i czy można go pokazać w takiej lekkiej formie, ubierając w benefity dla inwestorów? Natomiast na drugim etapie dochodzi do spotkania z przedstawicielami emitenta i rozmowy na temat tego, jak taka firma może przeprowadzić i wspierać całą kampanię. Sprawdzamy też, czy ma narzędzia do tego, by potem prowadzić proces relacji inwestorskich. To jest bardzo ważne, bo crowdfunding wymaga sprawnej komunikacji z dużą liczbą inwestorów.

Od 2017 r. przeprowadziliście 14 zbiórek. Zebrano 20,1 mln zł od 3263 inwestorów. Top3 pod względem wielkości emisji zajmują producenci piwa – Tenczyńska Okovita, Pinta, Doktor Brew. Piwosze pokochali inwestowanie?

To właśnie pokazuje siłę społeczności. Piwa kraftowe mają nie tylko swoich nabywców, ale też fanów czy wręcz pasjonatów. To są klienci bardzo daną markę wspierający. Powiedziałbym nawet, że jest to społeczność podobna do kibiców piłkarskich, bardzo oddanych swojemu klubowi. Przyznam, że przy selekcji podchodzimy do tematu trochę jak agencja marketingowa, tzn. sprawdzamy co motywuje do zakupu. Są tu i motywacje emocjonalne, wśród bardziej drobnych i zaangażowanych inwestorów, i racjonalne, bardziej o charakterze inwestycyjnym. Pierwsza grupa jest liczna i nabywa mniejsze pakiety akcji, a druga jest mniej liczba, ale raczej inwestuje więcej.

Dostrzega pan na rynku branże, która może odnieść taki sukces w crowdfindingu, jaki producenci piwa? Obecnie na waszej platformie trwa zbiórka na producenta aut elektrycznych, a w planach producent gier. To jest ten kierunek?

Proszę zwrócić uwagę, że największą atencją cieszą się te kampanie, gdzie inwestor nie zawsze jest profesjonalny, tzn. pozyskuje informacje wiedziony raczej ogólnym przekazem mediów, a nie szczegółową analizą. I tak elektromobilność, piwa kraftowe czy gaming to niewątpliwie nośne hasła, związane z pewnymi dużymi trendami czy modami, które po prostu stają się w pewnym momencie „sexy". Ale nie ograniczamy się tylko do tego typu emitentów. Widzimy też szanse wśród tych firm, które już mają jakiś produkt, mogą się czymś interesującym pochwalić i stoją u progu komercjalizacji. Może nie mają wokół siebie dużej społeczności, ale potrafią w trakcie kampanii przyciągnąć uwagę inwestorów. I mam tu na myśli spółki technologiczne, zajmujące się na przykład telemedycyną, nanotechnologią.

A zdarzyło się panu odrzucić kiedyś spółkę podczas selekcji, której potem pan żałował, bo odniosła sukces?

Zależy nam na tym, by kampanie były skuteczne. Dlatego czasem stawiamy emitentom dodatkowe warunki, na które oni okazują się nie być gotowi. I zdarzyła nam się, że do współpracy nie doszło, a później spółka pozyskała kapitał w innej formie. Zdarza się też tak, że sami rekomendujemy, by dany emitent jednak zdecydował się na inny sposób finansowania, bo akurat nasz nie jest adekwatny.

Nie wszystkim emitentom udaje się zebrać kwotę docelową, która w maksymalnym, ustawowym wymiarze wynosi 1 mln euro. Co się wtedy dzieje z pieniędzmi? Są zwracane?

To zależy od parametrów oferty. Jeśli nie było progu minimalnego, to można przyjąć i zaadoptować te środki. Jeśli próg był ustalony, ale nie udało się go osiągnąć, to środki powinny być zwrócone. Oczywiście staramy się, by w informacjach o ofercie wszystkie te scenariusze były zawarte.

Ostatnio ogłosiliście stworzenie Vortune Equity Group, do której oprócz Crowdway'a weszły QValue i Vortune Equity. Jaki jest cel tej inicjatywy? Chcecie budować konkurencje dla giełdy?

Będziemy raczej budować alternatywny filar. Sam crowdfunding to rodzaj przedszkola rynku kapitałowego. I choć liczba zbiórek i kwoty rosną, to nie są to liczby tak duże, jak te z giełdowego parkietu. W naszym holdingu znalazły się spółki samodzielne, działające w zupełnie różnych obszarach. Jest tam licencjonowany agent firmy inwestycyjnej o ugruntowanej pozycji, zajmujący się m. in. dystrybucją certyfikatów funduszy zamkniętych. Jest też spółka zajmująca się finansowaniem spółek z ograniczoną odpowiedzialnością. W połączeniu z platformą daje nam to, jako grupie, szerokie spektrum możliwości.

Czy są na polskim rynku spółki, które chętnie widziałby pan na swojej platformie? Może jakaś wschodząca gwiazda młodego biznesu?

Z nazw nie wymienię, ale zapraszam do kontaktu i rozmów wszystkie firmy działające w obszarze big data, sztucznej inteligencji, nanotechnologii – to jeżeli chodzi o podmioty innowacyjne. Mile widziane są także firmy gamingowe, a także te z obszaru wspomnianego kraftu, które chcą się wyskalować. Nie ukrywam też, że rozmawiamy z kilkoma klubami piłkarskimi, które mają realny i rentowny z naszego punktu widzenia pomysł na rozwój własnej działalności.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.