Biznes i sport

Liga na zaciągniętym hamulcu

Kryzys finansowy spowodowany pandemią koronawirusa oraz powiększenie ligi sprawiły, że zimą kluby PKO BP Ekstraklasy włączyły tryb oszczędnościowy.

Bartosz Salamon (z prawej) do stolicy Wielkopolski przeprowadził się za darmo.

Foto: EAST NEWS, Marek Szandurski

Tak pasywnego zimowego okienka transferowego nie było w Polsce od lat. Kluby PKO BP Ekstraklasy kupiły tylko 66 zawodników. Dominowały wypożyczenia oraz transakcje bezgotówkowe. Ligowcy – według szacunków portalu transfermarkt.de – wydali na wzmocnienia tylko 3,5 mln euro. Milion mniej niż latem, prawie dwa razy mniej niż jeszcze rok temu.

Jedną z przyczyn zimowego snu ligowców jest pandemia koronawirusa. Covid-19 doświadczył kluby zarówno pośrednio – ucierpiało wielu sponsorów, inwestycje w sport profesjonalny musiały ograniczyć jednostki samorządu terytorialnego – jak i bezpośrednio, bo spotkań nie mogą oglądać na żywo kibice.

Przychody z dnia meczowego to fundament zdrowego budżetu, więc zamknięcie trybun uderzyło w tych, którzy z biznesowego punktu widzenia działali najrozsądniej. Raport Deloitte „Piłkarska liga finansowa" pokazuje, że lockdown najbardziej naraził Legię Warszawa (23 proc. udziału w przychodach z 2019 roku), Lecha Poznań (24 proc.) oraz Wisłę Kraków (32 proc.).

Ruch w biznesie ograniczyła także reforma ligi. PKO BP Ekstraklasa w przyszłym sezonie rozrośnie się do 18 drużyn, dzięki czemu w tym roku krajową elitę opuści tylko jeden zespół. To oznacza, że grupa ekip zaangażowanych w walkę o utrzymanie i potrzebująca pilnych wzmocnień na początku roku jest tej zimy wyjątkowo wąska.

Królowie polowania

Liderami inwestycji byli działacze Lecha. To akurat efekt konieczności, bo Kolejorz miał w lidze słabą jesień i musiał zainwestować pieniądze zarobione na transferach Jakuba Modera, Kamila Jóźwiaka i Roberta Gumnego oraz występach w Lidze Europy, żeby rozpocząć pościg za rywalami.

Poznaniacy zapłacili 800 tys. euro za Szweda Jespera Karlstroema oraz 500 tys. euro za Chorwata Antonio Milicia, ale już Bartosz Salamon oraz inny Szwed Aron Johannsson przeprowadzili się do stolicy Wielkopolski za darmo. Działacze nie strzelali na oślep, bo wszyscy zakontraktowani grają dziś w podstawowym składzie Kolejorza, a ten ostatni przywitał się z nowym klubem dwoma golami.

Lech został królem polowania, bo musiał. Widmo krótkiej kołderki zajrzało też w oczy prowadzącemu Legię Warszawa Czesławowi Michniewiczowi, więc stołeczny klub zakontraktował czterech zawodników: Ukraińców Nazarija Rusyna i Artioma Szabanowa (wypożyczenia), Albańczyka Ernesta Muciego (500 tys. euro) oraz Uzbeka Jasura Jakszibojewa (300 tys. euro).

Warszawiacy wywietrzyli szatnię – klub opuściło siedmiu zawodników, ale tylko Michał Karbownik grał w zespole pierwsze skrzypce. Legia wypożyczyła Ukraińców, więc to ruchy bezpieczne. Pozyskanie Muciego oraz Jakszibojewa ma powiększyć liczbę opcji w ofensywie i jest inwestycją w przyszłość – także pod kątem walki na europejskiej arenie w przyszłym sezonie.

Polskie kluby rzadko robią transfery z perspektywą na lato. Rok temu Legia zaczęła kupować zawodników dopiero w przerwie między sezonami, więc ci nie mieli szans wdrożyć się do gry zespołu, kiedy warszawiacy walczyli o awans do Ligi Mistrzów i Ligi Europy. Najlepszy dowód to Bartosz Kapustka – wówczas rozczarowująco bezbarwny, dziś kluczowy zawodnik drużyny.

Spojrzenie w przyszłość

Początek roku to idealny moment na korekty oraz przebudowę zespołu pod kątem kolejnego sezonu – zwłaszcza dla tych ligowców, którzy mają ambicje sięgające rywalizacji międzynarodowej. Klubem patrzącym w przyszłość jest na pewno Raków Częstochowa, co pokazała także tegoroczna zima.

Przypadki zawodników, którzy od razu po transferze trafiają do składu drużyny Marka Papszuna, to rzadkość. Taktyka Rakowa jest specyficzna, więc każdy nowy piłkarz potrzebuje czasu, aby dostroić się do wymagań trenera. Niewykluczone, że Mateusz Wdowiak (Cracovia) czy Wiktor Długosz (Korona Kielce) ważnymi postaciami zespołu zostaną dopiero w kolejnym sezonie.

Częstochowianie mogli inwestować, bo kilka tygodni wcześniej dokonali najlepszej transakcji w dziejach klubu. Raków za 6 mln euro sprzedał Red Bullowi Salzburg Kamila Piątkowskiego (to piąty najwyższy transfer w historii Austriaków), ale obrońca będzie grał w zespole Papszuna do końca sezonu. Możliwe, że wtedy do występów w pierwszym składzie dorośnie już Daniel Mikołajewski.

Czujni po udanej jesieni pozostali szefowie Pogoni Szczecin, skoro skład zespołu wzmocnili Rafał Kurzawa oraz Paweł Stolarski. Wydawało się, że transfer tego pierwszego będzie zwiastunem kolejnych powrotów do PKO BP Ekstraklasy, ale drogę repatriacji wybrali jeszcze tylko wspomniany już Salamon oraz Jakub Kosecki, który zamienił Adana Demirspor na Cracovię.

Górnik oraz Zagłębie zaryzykowały, kontraktując dawne gwiazdy z przeceny. Nowym piłkarzem zabrzańskiego klubu został 14-krotny reprezentant Ghany Richmond Boakye z przeszłością we włoskiej Serie A, a lubinianie wiążą duże nadzieje z Miroslavem Stochem, który grał kiedyś w Chelsea Londyn i ma w życiorysie 60 meczów dla reprezentacji Słowacji.

Kolejka do wyjazdu

Jesienią zagraniczne kluby wyrwały PKO BP Ekstraklasie kilka zębów trzonowych. Teraz kraj opuścili przede wszystkim Karbownik oraz Jakub Moder, których działacze brytyjskiego Brighton kupili już latem, a teraz skrócili wypożyczenia do Legii i Lecha, uznając, że obu zawodnikom lepiej od występów w polskiej lidze zrobią treningi z drużyną oraz epizody w meczach Premier League.

Piast Gliwice zimą stracił Duńczyka Mikkela Kirkeskova (Holstein Kiel), a Raków pozwolił na zagraniczny wyjazd Jakubowi Szumskiemu (BB Erzurumspor) oraz Oskarowi Zawadzie (Jeju United). To prawdopodobnie jedynie zwiastun wyprzedaży, która – tradycyjnie – czeka nas latem. Zawodnicy do wyjazdu już teraz ustawiają się w kolejce.

To sytuacja, która powtarza się co roku: PKO BP Ekstraklasa kreuje młode gwiazdy, które chwilę po rozbłyśnięciu wpadają w oczy klubom z zagranicy. Nawet nie zdążą okrzepnąć i już wyjeżdżają, żeby szukać szczęścia w innych krajach. Są jednocześnie coraz drożsi, bo do pięciu z dziesięciu najbardziej kasowych transakcji w dziejach ligi doszło w ciągu ostatnich dwóch lat.

Gorące są nazwiska młodzieżowców: Aleksandra Buksy (Wisła Kraków), Karola Niemczyckiego (Cracovia), Tymoteusza Puchacza (Lech), Sebastiana Kowalczyka czy Kacpra Kozłowskiego (obaj Pogoń). Wartość dwóch ostatnich może podnieść powołanie do reprezentacji Polski. Na razie szczecinianie znaleźli się na szerokiej, 35-osobowej liście zainteresowań selekcjonera Paulo Sousy.

Niewykluczone, że wśród wymienionych jest ten, który zamachnie się na transferowy rekord. Jeszcze na początku ubiegłego roku najdroższym ligowcem był Jan Bednarek, za którego Southampton zapłacił 6 mln euro. Zimą ubiegłego roku ten wynik przebiło AS Monaco, kupując za 7 mln Radosława Majeckiego. Dziś pierwszy jest Moder. Aktualny rekord do pobicia to 11 mln euro.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.