REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Trudne czasy NewConnect

Inwestycje › Indeks małej giełdy spadł do najniższych poziomów w historii, gros spółek przynosi inwestorom potężne straty i zdaniem ekspertów pełne uzdrowienie może być wręcz niemożliwe.
Foto: Fotorzepa, Grzegorz Psujek
Foto: GG Parkiet

NCIndex, obrazujący sytuację szerokiego rynku na NewConnect, jest w długoterminowym trendzie spadkowym. Tylko od ostatniego lokalnego szczytu, z wiosny 2017 r., stracił prawie 35 proc. Na głęboką bessę wskazuje indeks cenowy całego rynku, który spadł o 43 proc. i także znajduje się na najniższym poziomie w historii.

Szereg problemów

Tylko nieliczne firmy z NewConnect dają ostatnio zarobić (więcej w ramkach poniżej). – To z definicji jest rynek dla małych spółek, będących na wczesnym etapie rozwoju, co powoduje, że ryzyko inwestycyjne z nimi związane jest znacznie większe, ale i potencjalny zysk może być duży. Jednak tych pozytywnych przykładów, które przyniosły wysokie stopy zwrotu, jest tylko kilkanaście, może kilkadziesiąt spośród ponad 550 spółek, które kiedykolwiek zadebiutowały na tym rynku – mówi Michał Krajczewski, analityk BM BGŻ BNP Paribas.

Na NewConnect często inwestują ludzie, którzy z jego specyfiki nie zdają sobie sprawy. – To rynek dla doświadczonych, świadomych ryzyka inwestorów. Domy maklerskie nie analizują spółek z tego rynku, bo są mało płynne. Nie ma więc raportów, transparentność jest niższa, ryzyko inwestycyjne większe i płynność maleje. Koło się zamyka – dodaje Krajczewski. Do typowo biznesowych i rynkowych ryzyk dochodzą te związane z defraudacjami, które niestety także się zdarzają.

Jednym z głównych bolączek NewConnect jest kiepska komunikacja spółek z inwestorami. – Raporty kwartalne są na poziomie ustawowego minimum, praktycznie nie ma tam żadnych informacji poza suchymi liczbami, i to tylko tymi, które są wymagane – mówi Marcin Materna, dyrektor działu analiz Millennium DM. Zwraca uwagę, że niestety jest to czasami zrozumiałe, bo na NewConnect nie brakuje firm w na tyle trudnej sytuacji, że muszą oszczędzać nawet na raportowaniu.

Piotr Cieślak, wiceprezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych, zwraca uwagę, że inwestorzy od lat mają problemy z komunikacją spółek z małej giełdy. – Choć „czyszczenie" przez GPW trwa już od dłuższego czasu i zaostrzono regulacje, doszedł MAR, to jakość komunikacji czy sprawozdań, raportowania bieżącego i wyników wielu z tych firm pozostawia wiele do życzenia. Inwestorzy wciąż ponoszą konsekwencje bardzo liberalnego podejścia GPW w pierwszych latach działalności NewConnect, kiedy to na rynek weszło mnóstwo firm, które nigdy nie powinny się tam znaleźć – zaznacza Cieślak. Sugeruje, aby inwestorzy decydujący się na inwestycje na tym rynku uprzednio nie tylko dokładnie prześwietlili spółkę, poziom jej komunikacji, jej sytuację finansową, ale też podjęli próbę bezpośredniego kontaktu z jej władzami.

Materna przekonuje, że do poprawy sytuacji potrzebne jest wymuszanie lepszych relacji inwestorskich i raportów. – GPW powinna przygotować złoty standard raportu, wymusić więcej danych biznesowych i przede wszystkim rzeczowy komentarz do wyników i ocenę perspektyw – zaznacza ekspert Millennium DM. Dodaje, że teraz często komunikat o zakończeniu emisji jest ostatnią istotną informacją ze spółki, a kolejne to już tylko suche bilanse i niepełny rachunek zysków.

GPW zapewnia, że pracuje nad podniesieniem jakości i transparentności NewConnect. – W ostatnich latach m.in. powołano Radę Autoryzowanych Doradców (AD), która nie tylko zwiększa odpowiedzialność AD za rynek, ale i wspiera rozwój NewConnect. W celu poprawy bezpieczeństwa i zwiększenia transparentności wprowadzono też nowe segmenty: NC Focus, NC Base i NC Alert. Warunki kwalifikacji do segmentów oparte są na szczegółowych kryteriach związanych głównie z kondycją finansową firm i sposobem wypełniania obowiązków informacyjnych. Nowa segmentacja zwiększa czytelność rynku dla inwestorów i wspiera ich w oszacowaniu ryzyka. Giełda na bieżąco monitoruje również swoje regulacje i dostosowuje je do nowych okoliczności rynkowych – wskazuje Paweł Lasiuk, rzecznik GPW.

Miał być polski Nasdaq...

Foto: GG Parkiet

Problemem jest też struktura spółek z NewConnect – tych innowacyjnych jest jak na lekarstwo. Te faktycznie ciekawe nie zawsze potrzebują giełdy, płynność na rynku prywatnym jest spora, są dotacje, dostęp do kapitału jest niezły bez konieczności upublicznienia. – W Polsce interesujących firm jest po prostu mało – podkreśla Materna. GPW twierdzi jednak, że choć spółki technologiczne i innowacyjne są naturalną bazą NewConnect, rynek jest też ważnym źródłem finansowania setek firm z innych gałęzi gospodarki, głównie z sektora MSP.

– GPW rozwija ofertę właśnie dla małych i średnich firm. W ramach zaktualizowanej strategii chcemy zaoferować wielu mniejszym, atrakcyjnym firmom dostęp do nowego rynku prywatnego – Private Market. Po jego powstaniu będziemy mogli obsługiwać firmy kompleksowo, służyć pomocą i radą na każdym etapie rozwoju. Pierwsze efekty naszej koncepcji będą widoczne w przyszłym roku – zapewnia Lasiuk.

Co dalej? – Przyszłość NewConnect nie jawi się w różowych barwach. Trudno będzie w pełni uzdrowić ten rynek w obliczu wciąż dużej liczby niskiej jakości emitentów. Są tam też oczywiście dobre biznesowo spółki, szanujące inwestorów, ale to mniejszość. Inwestorzy pomni negatywnych doświadczeń z ostatnich lat z większą rozwagą zaczną inwestować na tym rynku, a to w pewnym sensie przyczyni się do naturalnej selekcji spółek, bo te o najniższych standardach najpewniej popadną w całkowitą niełaskę rynku. Postrzeganie mógłby zmienić napływ większej liczby atrakcyjnych firm. Władze spółek zaniedbujących politykę raportowania powinny być srogo karane. Spółki o najwyższych standardach transparentności i komunikacji powinny być w zdecydowanie większym stopniu premiowane przez GPW – uważa Cieślak.

– Sytuacja nie poprawi się szybko. Na całej giełdzie panuje dekoniunktura, jest problem z płynnością handlu akcjami firm spoza WIG30, które nie znajdują się na radarze inwestorów zagranicznych. Szczególnie słabo jest wśród małych firm, którym przeszkadzają problemy niektórych TFI, po aferze GetBacku także inwestorzy indywidualni wykazują zniechęcenie. Trudno liczyć więc na odbicie na NewConnect, uzależnionego od drobnych graczy, bez poprawy w małych spółkach z GPW – dodaje Krajczewski.

Branże. Niewielki odsetek technologicznych spółek

Pod koniec sierpnia 2007 r. GPW uruchomiła NewConnect, czyli alternatywny system obrotu akcjami przeznaczony dla spółek na wcześniejszym etapie rozwoju, które z mniejszą kapitalizacją i wymogami regulacyjnymi mogły pozyskać kapitał i wprowadzić swoje akcje do obrotu. Patrząc na liczbę notowanych spółek, NewConnect odniósł sukces, obecnie jest na tym rynku notowanych 397 firm, ale łącznie przewinęło się przez niego więcej, bo dla 64 emitentów mały parkiet stanowił trampolinę do przenosin na GPW. Gdy NewConnect startował, miał być polskim Nasdaq, nastawionym głównie na spółki technologiczne – dając im dostęp do kapitału, a inwestorom ciekawe okazje do ulokowania pieniędzy we wzrostowe, innowacyjne firmy. Pod tym względem trudno mówić o sukcesie, bo gros spółek notowanych na tym rynku to „zwykłe" firmy, które są zbyt małe, by wejść na główny rynek – budowlane, handlowe, motoryzacyjne, transportowe, zaopatrzeniowe, nieruchomościowe czy finansowe. Są tam zakłady mięsne, windykatorzy, mała gastronomia, przedsiębiorstwo rolnicze itp. Trudno wśród takich firm doszukiwać się potencjału wzrostu. Informatycznych spółek jest na NewConnect ponad 40, ale tylko nieliczne z nich mają pierwiastek nowych technologii. Producentów gier jest około 15, firm biotechnologicznych niecałe 10, a określanych jako „nowe technologie" – sześć. Stopy zwrotu przedstawicieli tego rynku w większości przypadków są dramatycznie słabe, ale na szczęście są też perełki, które dały zarobić dziesiątki lub nawet setki procent. Giełdową historię od NewConnect zaczynali m.in. biotechnologiczne Selvita, Mabion i MedicAlgorithmics, producent gier 11 bit studios czy informatyczne Ailleron i PGS Software, ale także Trans-Polonia, Eko Eksport, Quercus TFI czy Izo-Blok, czyli dobre spółki, które – choć ostatnio, jak większość maluchów z GPW, traciły – to wcześniej dawały sporo zarobić i niektóre nawet dzieliły się zyskiem. Jednak sporo spółek uciekających z małego rynku przyniosło od tego momentu fatalne stopy zwrotu: Indata, T-Bull, Setanta, JWW Invest, Unimot, AirwayMedix, Adiuvo, Sunex, Braster, Cube ITG itd.

Debiuty. Tylko dwie nowe spółki w tym roku dały zarobić

Ten rok upływa nie tylko pod znakiem słabego rynku pierwotnego na głównym parkiecie GPW, ale również na NewConnect. Na tym pierwszym zadebiutowało od początku stycznia do tej pory tylko siedem firm, ale na drugim niewiele więcej, bo 11 (cały rok może zamknąć się podobnie jak poprzednie lata, gdy NewConnect wzbogacał się o 15–20 nowych emitentów). W tym roku spółki debiutujące na małym parkiecie pozyskały łącznie ze sprzedaży nowych akcji zaledwie 25 mln zł (na głównym rynku 115 mln zł). Rok temu o tej porze było to prawie 55 mln zł. Łączna wartość ofert publicznych towarzysząca tegorocznym debiutom na NewConnect (czyli uwzględniająca też sprzedaż istniejących walorów) to tylko 36 mln zł (na głównym 302 mln zł) wobec prawie 85 mln zł rok temu. Sukcesy i wzrost wycen giełdowych producentów gier przyciągają na NewConnect właśnie firmy z tej branży. Tylko w tym roku na ten rynek weszły takie spółki gamingowe, jak: The Dust, CreativeForge Games, 7levels, Ultimate Games, Prime Bit Games i Creepy Jar. W ubiegłym zaś Cherrypick Games i Huckleberry Games. Stopy zwrotu z akcji tegorocznych debiutantów mogą przyprawić o ból głowy – notowania aż 9 spośród 11 nich są na minusie i to zwykle potężnym (licząc od ceny odniesienia z pierwszego dnia notowań). Prime Bit Games stracił 12 proc., Brand24 26 proc., na znacznie większych minusach są Passus (37 proc.), Medinice (niemal 40 proc.), 7levels (45 proc.), CreativeForge Games (56 proc.), The Dust i FTI Profi (po około 65 proc.). Nawet Vabun, kosmetyczna spółka Radosława Majdana, po początkowym rajdzie jest już 55 proc. pod kreską. Sama ta statystyka, a szczególnie już w połączeniu ze zwykle bardzo niską płynnością handlu świadczy o tym, że rynek ten przeznaczony jest dla inwestorów o mocnych nerwach. Jak widać, raptem w ciągu pary miesięcy można stracić nawet połowę i więcej zainwestowanego w daną spółkę kapitału. Pozytywnym wyjątkiem są dwaj producenci gier – Creepy Jar i Ultimate Games, którzy zyskali odpowiednio aż 70 proc. i 55 proc., spółki są wyceniane już na ponad 67 mln zł i 104 mln zł.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA