Inwestorzy instytucjonalni aktywnie wyprzedają pallad. Łączne aktywa tego metalu na wszystkich giełdach spadły do rekordowo niskiego poziomu. Jak zauważa gazeta Kommersant, zainteresowani inwestycjami w pallad obawiają się planów amerykańskiego Fed, który chce kontynuować podnoszenie stóp procentowych i zaostrzenie polityki monetarnej.

Sytuacja nie jest jednoznaczna, bowiem wyprzedaży palladu towarzyszy gwałtowny wzrost jego ceny, do historycznego maksimum (1100 dol. za uncję). To z kolei analitycy tłumaczą wycofywaniem się Europy z produkcji samochodów z silnikami diesla, a to oznacza wzrost popytu branży motoryzacyjnej na ten metal. W silnikach benzynowych katalizatory produkowane są głównie z palladu.

Innym czynnikiem wzrostu ceny palladu jest zagrożenie, że pod nowe amerykańskie sankcje popadnie największy na świecie producent palladu (40 proc. rynku tego metalu) - rosyjski koncern oligarchów (Wladimir Potanin, Oleg Deripaska, Norylski Nikiel).

„Koncern ma duże szanse, by stać się obiektem nowych sankcji. To zagrożenie powoduje wzrost popytu ze strony np. Chin, które chcą zapełnić magazyny do czasu, kiedy Biały Dom obejmie ograniczeniami Norylski Nikiel. Oprócz tego produkcja palladu w RPA wciąż spada - zauważa Felipe de la Rosa z General Invest.

A Wasilij Karpunin szef BKS Broker zauważa, że „jeżeli podaż światowa palladu zostanie ograniczona, to wraz z zaostrzeniem norm emisji gazów cieplarnianych, deficyt palladu się utrzyma, co oznacza wzrost cen metalu”.