W Rio de Janeiro zapewniają, że mają receptę na „dzień po" i olimpijskie areny znajdą nowe zastosowanie. Burmistrz miasta Eduardo Paes nazywa to architekturą nomadyczną. I tak, Future Arena, gdzie rozgrywano turniej piłki ręcznej, zostanie rozłożona na moduły, z których powstaną cztery szkoły publiczne, każda dla 500 uczniów. Brytyjscy architekci stojący za projektem zapewniają, że cała koncepcja przypomina budowanie z klocków – rozdzielać i łączyć można nawet instalacje w budynkach. Tymczasową konstrukcją jest też Wodny Stadion – powstaną z niego dwa publiczne baseny. Sam Park Olimpijski, na który składa się dziewięć obiektów sportowych wraz z dodatkowymi zabudowaniami, zamieni się w tereny wypoczynkowe i inwestycyjne. Międzynarodowe Centrum Nadawcze stanie się bursą.

Plan dobry, jak jednak zauważa Jay Coakley, emerytowany profesor Uniwersytetu Colorado, badający wpływ megaimprez na otoczenie, brazylijska rzeczywistość nie napawa optymizmem.

„Rio jest w tak głębokim dołku finansowym, że trudno polegać na tych obietnicach. Po igrzyskach komitet organizacyjny się rozwiąże i trudno będzie wskazać, kto właściwie miałby zająć się tymi zmianami" – twierdzi w raporcie przygotowanym wspólnie z Doralise Lange Souzą ze Stanowego Uniwersytetu Parany. „Nie da się stworzyć szkoły bez wcześniejszego zatrudnienia nauczycieli, współpracy z rodzicami i opracowania budżetu całego przedsięwzięcia" – argumentują autorzy.

Soczi jak wymarłe

Doświadczenia poprzednich organizatorów też nie wróżą najlepiej. I nie chodzi tu tylko o Soczi, gdzie mało kto przejmował się tym, co będzie później. Już pół roku po igrzyskach miasto wyglądało na wymarłe. Niezamieszkane hotele i opuszczone obiekty stały wśród przestronnych parkingów, do których prowadziły nieuczęszczane drogi. Soczi nie stało się czarnomorskim Courchevel.

Nadzieję na odsunięcie w czasie całkowitego rozkładu dały budowa wiodącego przez tereny dawnego Parku Olimpijskiego toru Formuły 1, na którym od 2014 roku rozgrywane jest Grand Prix Rosji, oraz perspektywa piłkarskiego mundialu 2018 – jedną z jego aren będzie stadion Fiszt, na którym odbyła się uroczystość otwarcia i zamknięcia igrzysk.

W Pekinie wybudowany kosztem 480 mln dolarów równie efektowny stadion Ptasie Gniazdo pochłania rocznie 11 mld dolarów. Wiadomo, że odbędą się tu uroczystości otwarcia i zamknięcia zimowych igrzysk w 2022 roku. Ponownie przydadzą się też inne obiekty z 2008 roku – w Kostce Lodu, dawnej arenie pływackiej, pojawią się curlerzy, a halowy Stadion Narodowy, gdzie swoje mecze rozgrywali m.in. piłkarze ręczni, przypadnie hokeistom.

Grecka tragedia

Podobnych perspektyw nie mają Ateny, miejsce pięknej katastrofy w najnowszej historii olimpizmu. W dziesiątą rocznicę igrzysk z 2004 roku do greckiej stolicy wybrali się dwaj fotografowie Agencji Reutera, by uwiecznić to, co zostało po imprezie za 10 mld dolarów (według oficjalnych danych).

Część obiektów – jak centrum wioślarskie i kajakowe Schinias – wciąż jest używana przez sportowców, w dawnym Międzynarodowym Centrum Nadawczym działa centrum handlowe, w niektórych miejscach prywatni inwestorzy nadal zmagają się ze skutkami kryzysu finansowego, jednak znaczna część popadła w zapomnienie.

Na fotografiach widać połamane krzesełka na baseballowym stadionie w kompleksie Helleniko, tablicę wyników stojącą w gąszczu pokrywającym górski tor kajakowy, trawę zarastającą centrum siatkówki plażowej Faliro, biurowy fotel zanurzony w basenie na terenie wioski olimpijskiej i osamotnione podium na opuszczonym stadionie Panathenaic, gdzie rywalizowali łucznicy i finiszowali maratończycy. Podium czeka, ale w konkurencji zagospodarowania olimpijskiego dziedzictwa Grecy raczej na nim nie staną.

Plan Londynu

O sukcesie może mówić Londyn, który wykorzystał igrzyska, by zrewitalizować okolice Stratford we wschodniej części miasta. Stworzono organizacje, które zajęły się poolimpijskimi terenami, przekształcając je w Park Olimpijski imienia Królowej Elżbiety. Rozpoczęła się budowa nowych domów (szacuje się, że przybędzie 11 tysięcy mieszkań), a niespełna rok po igrzyskach ponownie otwarto pierwsze poolimpijskie obiekty – zmniejszone (np. projekt Centrum Wodnego autorstwa Zahy Hadid umożliwiał łatwe odłączenie części trybun) i dostępne dla mieszkańców.

Copper Box Arena, w której rywalizowali m.in. piłkarze ręczni, jest dziś ogólnodostępną halą sportową z możliwością organizacji większych imprez, oddano także przebudowany welodrom Lee Valley VeloPark i dawne centrum Eton Manor, w którym rywalizowali tenisiści paraolimpijscy (olimpijczycy grali na Wimbledonie). Dziś, oprócz tenisa, gra się tam w hokeja na trawie.

Dla całej okolicy przygotowano wieloletnie plany rozwojowe – ma się stać istotną częścią East London Tech City, wschodniolondyńskiego centrum nowych technologii, oraz miejscem budowy nowego kampusu University College.

Moment Hiszpanów

Londyńczycy chwalą się, że są właściwie jedynym – obok Barcelony – poolimpijskim beneficjentem. Stolica Katalonii, gdzie igrzyska odbyły się w 1992 roku, potrafiła przekuć chwilową euforię w długoletnie zainteresowanie turystów (ostatnio chyba nawet zbyt wielkie), wsparte rozbudową bazy hotelowej – w 1990 roku miasto miało 118 hoteli, w ciągu kolejnych 15 lat ich liczba wzrosła ponaddwukrotnie. Gwałtowny rozwój sektora budowlanego i inwestycji w miejską infrastrukturę (np. transport publiczny) nie podlega kwestii, jednak co do przyczyny takiego stanu zdania są podzielone – okres okołoolimpijski zbiegł się z wstąpieniem Hiszpanii do Unii Europejskiej (1986 rok, wówczas UE nosiła nazwę Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej), co zdaniem wielu było faktyczną przyczyną napływu kapitału i rozwoju Barcelony.

Obiekty wybudowane specjalnie na igrzyska – wśród nich Palau Sant Jordi (rozgrywano tu m.in. olimpijskie finały siatkówki i piłki ręcznej) – wciąż służą organizatorom dużych wydarzeń, marina Port Olímpic przyciąga żeglarzy, mieszkania w dawnej wiosce olimpijskiej cieszą się dużą popularnością. Problemem jest odnowiony na igrzyska Estadi Olímpic Lluís Companys z 1927 roku (odbywały się tu ceremonie otwarcia i zamknięcia igrzysk) oraz niezadaszony Veledrom d'Horta – mało przydatny, bo od dwóch dekad kolarze torowi jeżdżą pod dachem.

Władze miasta utrzymują, że ostatnie olimpijskie rachunki (łącznie wyniosły około 12 mld dolarów) zostały spłacone w 2007 roku.

O poolimpijskich sukcesach – także z małym znakiem zapytania – mówią Kanadyjczycy. Zarówno zimowe obiekty w Vancouver (2010), jak i w Calgary (1988) pozostają w ciągłym użyciu, jednak zdarza się, że straty w bieżącej działalności trzeba pokrywać ze specjalnie w tym celu stworzonego funduszu dziedzictwa olimpijskiego. Z tych środków finansuje się też bieżące modernizacje i doganianie obowiązujących standardów.

Dobrze wiedzieć, że w gronie poolimpijskich zwycięzców znalazło się właśnie Calgary – oprócz Lillehammer organizator być może najsympatyczniejszych igrzysk w ostatnich latach.

redakcja@parkiet.com