Warunkiem skutecznego zastosowania tej metody jest rozliczenie transakcji na rachunku do końca grudnia, a więc wykonanie jej na giełdzie z odpowiednim wyprzedzeniem (z uwzględnieniem właściwej liczby dni rozliczeniowych) lub przeniesienie własności z zachowaniem wszystkich formalnych wymogów, w przypadku papierów wartościowych mających formę dokumentu. I właśnie grudzień obfituje w takie operacje, często połączone z niemal równoczesnym odkupieniem walorów.

Rodzaje optymalizacji podatkowej

Inna metodą optymalizacji jest uniknięcie tzw. podatku Belki (zryczałtowanego) i odpłatne zbycie instrumentu, z którego dochody potencjalnie mogą przynieść nam dochód (jednostkową stratę), aby zbilansować wynik z pozostałymi papierami (jeśli łącznie dają stratę lub potencjalny dochód). Chodzi o to, że w przypadku np. papierów dłużnych lub certyfikatów FIZ, doczekanie do momentu wykupu skutkuje bezwzględnie zapłatą podatku (niedającą się zbilansować ze stratami z odpłatnego zbycia innych instrumentów finansowych) albo generuje stratę (niedającą się rozliczyć z innymi dochodami).

W poprzednich latach opisywałem też bardziej złożone metody optymalizacji, prowadzące do zniwelowania straty, która w kolejnych latach może być rozliczona pod pewnymi, ściśle określonymi warunkami (przypominam, że w jednym roku można odliczyć od dochodu – jeśli w ogóle wystąpi – maksymalnie 50 proc. straty, a na rozliczenie całości mamy tylko pięć lat). Te warunki sprawiają, że nie zawsze warto wykazać w zeznaniu podatkowym dużą stratę, bo może się okazać, że nie damy rady jej rozliczyć. Jeśli więc mamy instrumenty potencjalnie generujące nadwyżkę przychodów nad kosztami, warto je sprzedać, aby zmniejszyć wartość straty podatkowej.

Metody optymalizacji powinny być stosowane w taki sposób, aby w trakcie roku nasz wynik podatkowy zbliżał się do zera. Oczywiście wykonując wiele transakcji i planując posunięcia w określonym cyklu koniunktury na rynku, trudno nam będzie przewidzieć wszystko i osiągnąć równolegle oczekiwany zysk i właściwy wynik podatkowy. Jednak aktualnie optymalizacja musi wyglądać na bardziej przemyślany i mniej reaktywny proces, głównie ze względu na zmiany w przepisach ordynacji podatkowej.

Koniec beztroski

Od kilku lat wdrażane są coraz bardziej szczegółowe przepisy, które – opisując to w największym skrócie – pozwalają organom podatkowym na pomijanie skutków takich czynności podatnika, których jedynym lub głównym celem była optymalizacja podatkowa. Mowa tu przede wszystkim o art. 119a ordynacji podatkowej* i całym rozpoczynającym się od niego rozdziale ustawy, statuującym tzw. klauzulę przeciwko unikaniu opodatkowania.

Z punktu widzenia naszych rozważań najważniejsze jest to, że obecnie organy podatkowe mają dość prostą ścieżkę do zakwestionowania każdej naszej transakcji, której jedynym lub głównym celem było uzyskanie korzyści podatkowej. Należy wyjaśnić, że za korzyść podatkową uznawane jest nie tylko niepowstanie zobowiązania podatkowego, czyli unikanie opodatkowania w ogóle, ale również odsunięcie w czasie lub obniżenie wysokości zobowiązania albo powstanie lub zawyżenie straty podatkowej. Co ciekawe, nie uznaje się zaniżenia straty podatkowej za korzyść, co w kontekście opisanych przeze mnie sposobów optymalizacji, wydaje się być pewną furtką.

Ważne jest także – z punktu widzenia naszych rozważań – że ordynacja podatkowa stanowi, iż „czynność uznaje się za podjętą przede wszystkim w celu osiągnięcia korzyści podatkowej, gdy pozostałe cele ekonomiczne lub gospodarcze czynności, wskazane przez podatnika, należy uznać za mało istotne". To determinuje nasze postępowanie, jako inwestora-podatnika – by w celach ochronnych (a nie tylko w procesie przemyślanej optymalizacji) mieć możliwość obrony sensu każdej naszej inwestycji. Może się bowiem okazać, że pozornie przypadkowe i pojedyncze transakcje, zestawione w ramach jednego roku podatkowego, zostaną uznane przez organy podatkowe za „podjęte w celu osiągnięcia korzyści podatkowej", choć nie taki był nasz obiektywny zamiar. Na przykład, jeśli wykonamy w trakcie roku transakcję sprzedaży akcji, które przyniosły nam sowity zysk oraz transakcję na akcjach gwałtownie tracących w notowaniach (ze stratą), urząd skarbowy może uznać, że ta druga transakcja nie była wycofaniem się z inwestycji, lecz działaniem optymalizacyjnym. I w najgorszym wypadku nie pozwoli nam zbilansować podatkowo obu operacji, zmuszając do zapłaty niesprawiedliwie wysokiego podatku.

Powyższe stwierdzenia mogą wzbudzić w inwestorach panikę. Oto bowiem przepisy podatkowe pozwalają na negowanie podatkowych skutków operacji, które w warunkach „normalnego" działania na giełdzie są chlebem powszednim każdego inwestora. Szczególnie takiego, któremu nieobca jest chęć spieniężania walorów tracących w celu inwestowania w inne „okazje". A tu się okazuje, że fiskus może zakwestionować praktycznie każdą transakcję ze stratą, uznając ją np. za „niecelową ekonomicznie", bowiem obiektywnym jej efektem ubocznym jest zawsze zmniejszenie zobowiązania podatkowego lub zwiększenie straty, zdecydowanie bardziej spektakularne w skutkach niż iluzoryczna inna okazja inwestycyjna.

Co można praktycznie zrobić?

Bardzo trudno jest stwierdzić, jak przepisy dotyczące klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania będą działać w praktyce. Warto pamiętać, że tematyka rynku kapitałowego czy inwestowania w instrumenty finansowe jest dla przedstawicieli fiskusa wyjątkowo złożona, co z jednej strony może budzić nadzieję, że pozostanie ona poza zakresem ich zainteresowania, ale z drugiej strony wywoływać obawy o schematyczność procedowania z wykorzystaniem opisanych regulacji. Łatwo sobie wyobrazić kontrolę, w której wszystkie operacje wykonywane w ostatnich dniach sesyjnych roku i przynoszące stratę zostaną zakwalifikowane jako „optymalizujące", nawet jeśli pozwalałyby one ratować minimum naszych środków, gdy właśnie swoje apogeum w grudniu osiągnęła bessa. Równie pewne może być kwestionowanie transakcji opisywanych w literaturze jako klasyczna „tarcza podatkowa", czyli sprzedaży walorów ze stratą z ponownym ich odkupieniem.

Generalnie można jednak założyć, że najmniej problemów z potencjalną reakcją fiskusa na możliwą optymalizację będą mieli ci inwestorzy, którzy:

¶ będą wykonywać transakcje ze stratą w swoistym „gąszczu" innych transakcji (u inwestora bardzo aktywnego jedna mniej czy jedna więcej operacja w grudniu nie powinna wywołać specjalnego zainteresowania, zwłaszcza jeśli obok licznych sprzedaży ze stratą pojawią się kolejne, nie mniejsze zakupy),

¶ będą wykonywać transakcje ze stratą, wycofując się czasowo (np. na kilkanaście miesięcy czy kilka lat) lub ostatecznie z inwestowania na rynku kapitałowym (np. w związku z koniecznością zgromadzenia aktywów pieniężnych na potrzeby innych działań gospodarczych czy ekonomicznych),

¶ ograniczać będą korzyść podatkową wyłącznie do zmniejszania swojej straty (o czym napisałem powyżej, wskazując na korzyści takiego rozwiązania wśród rodzajów optymalizacji, jako jedynego, niewymienionego w przepisach).

Jeśli chodzi o drugi przypadek „wycofania się z inwestowania" celowe byłoby połączenie go np. z zamknięciem rachunku brokerskiego, co wzmacniałoby naszą argumentację zbudowaną na ekonomicznych przesłankach „opuszczenia" rynku kapitałowego. Dobrym uzasadnieniem „ekonomicznym lub gospodarczym" w przypadku kontroli podatkowej zmierzającej do wykrycia optymalizacji podatkowej będzie powołanie się na określone uwarunkowania na rynku papierów wartościowych, w tym zmieniający się cykl koniunktury. Spieniężanie aktywów ze stratą można zawsze uzasadnić chęcią wyjścia z rynku u progu lub w trakcie bessy oraz potrzebą zainwestowania w papiery dłużne – bardziej bezpieczne i opodatkowane w inny sposób, bo tzw. podatkiem Belki. Z kolei odpłatne zbycie walorów generujących zyski opodatkowane w sposób zryczałtowany może być zawsze uzasadnione chęcią zainwestowania u progu lub w trakcie hossy. Tak czy inaczej owe dodatkowe cele ekonomiczne lub gospodarcze muszą być realizowane przez inwestora realnie, a więc znajdować potwierdzenie w kolejnych – po „optymalizacyjnych" – transakcjach. Nie ochroni nas to przed zainteresowaniem fiskusa, szczególnie w przypadkach skrajnego obniżenia dochodu podatkowego lub jednostkowego wygenerowania straty, jednak da argumenty w razie sporu, którego głównym celem będzie udowodnienie, że podatkowe efekty osiągnęliśmy pośrednio, na uboczu lub przy okazji zmiany celów inwestycyjnych.

Podsumowanie

Końcówka roku to zwykle okres na podsumowanie naszych inwestycji i moment na pierwsze analizy podatkowe. W skrócie starałem się wyjaśnić, że czasy wykonywania nerwowych ruchów w ostatnich dniach grudnia, aby zmienić wynik podatkowy, jaki pojawi się w PIT-8C i naszym rocznym zeznaniu, minęły bezpowrotnie. Bezpieczne i racjonalne planowanie podatkowe, polegające na indywidualnym kształtowaniu wyniku podatkowego, nie powinno się ograniczać do kilku zleceń z zachowaniem poświątecznego terminu „D + coś tam", ale musi się rozpocząć znacznie wcześniej.

Z punktu widzenia złożoności przepisów podatkowych, pragmatyki instytucji wystawiających PIT-8C, podejścia organów podatkowych i istniejącej klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania, w skrajnych przypadkach w grudniu może być już za późno na zaplanowanie zeznania rocznego z jednoznacznym i najbardziej korzystnym wynikiem podatkowym, jaki byśmy chcieli osiągnąć.

* ustawa z 29 sierpnia 1997 r. – Ordynacja podatkowa (tekst jedn. DzU z 2018 r., poz. 800, z późn. zm.)