Bazowe rynki akcji znalazły się niewątpliwie w ciekawym położeniu. Taki swego rodzaju klincz pomiędzy restrykcyjną polityką monetarną w USA, a kluczowymi barierami technicznymi.
Zakończone w środę posiedzenie Rezerwy Federalnej, debiutującej pod nowym przewodnictwem Kevina Warsha, przyniosło inwestorom dość jastrzębi przekaz. Choć amerykańskie parkiety zareagowały na tę stanowczą retorykę odczuwalną słabością, to obiektywnie rzecz ujmując, na wykresach nie wydarzyło się jeszcze nic dramatycznego. Uczestnicy handlu najwyraźniej wstrzymują oddech, a ostateczny kierunek wahań może wyznaczyć ponowny test strategicznych i historycznie potwierdzonych już poziomów cenowych (szczegóły poniżej).
Ten splot makroekonomicznej niepewności z kluczowymi uwarunkowaniami technicznymi, stanowiący obecnie swoisty punkt odniesienia, doskonale widać chociażby na wykresie amerykańskiego indeksu NASDAQ. Sytuacja prezentuje się tutaj niezwykle interesująco. Bardzo ważnym elementem rynkowej układanki pozostaje zeszłotygodniowa obrona silnego wsparcia Fibonacciego: 24710–24882 pkt. Popyt uaktywnił się dokładnie tam, gdzie generalnie należało się tego spodziewać, udowadniając precyzyjne respektowanie wyznaczonej zapory. Świadomość graczy w tym aspekcie jest dość oczywista: z racji wiarygodności tego klastra, jego ewentualne wybicie wygenerowałoby relatywnie silny sygnał słabości. W obliczu restrykcyjnego nastawienia Fed, zapowiadałoby to wówczas możliwość szybkiego rozwinięcia się fali spadkowej. Na razie jednak, przynajmniej do momentu utrzymywania się indeksu ponad wskazanym węzłem, dominacja podaży pozostaje jedynie scenariuszem alternatywnym.
Zjawisko wyczekiwania na ostateczne rozstrzygnięcia widoczne jest także w ujęciu tygodniowym na GPW. Wykres indeksu WIG wygląda bardzo znamiennie, co jest bezpośrednio związane z dotarciem notowań do ważnego oporu: 141040–142000 pkt. Należy mocno podkreślić, że samo zameldowanie się kursu w tak newralgicznym rejonie nie stanowi jeszcze sygnału słabości. Wzrok inwestorów powinien być jednak skierowany w dół, ponieważ wysoce niepokojąco wyglądałby powrót benchmarku poniżej pierwszego wsparcia, usytuowanego w przedziale: 131315–131670 pkt. Urzeczywistnienie się takiej sekwencji zdarzeń mogłoby stać się przysłowiowym katalizatorem dla niedźwiedzi, dając im mocny pretekst do zmasowanego ataku. Dlatego też, dla zachowania pewnej przejrzystości układu, obóz byków nie powinien dopuścić do przełamania wyeksponowanej strefy.
Jako rynkową ciekawostkę warto w tym miejscu przywołać potrójne, negatywne dywergencje wyrysowane na wskaźnikach w interwale tygodniowym (na przykład RSI). W realiach trwającej hossy z pewnością nie stanowią one automatycznego sygnału odwrotu, jednak subtelnie przypominają o konieczności zachowania czujności i zdrowego rozsądku podczas testowania tak istotnych barier podażowych.