Wczorajsza sesja w Stanach zakończyła się pomyślnie dla tamtejszych
właścicieli długich pozycji. Wprawdzie rynek nie powtórzył wcześniejszego
mocnego wzrostu, ale chyba nikt na to nie liczył. Sukcesem byków było
bowiem utrzymanie cen w okolicach zamknięcia notowań wtorkowych. Tym
samym, przynajmniej na razie, korekta tego ruchu nie jest wielka, co
sugeruje, że możemy zobaczyć jego dalszy ciąg. Kontrakty w Stanach rosną
już teraz, w czym pomaga zwyżka cen, jaka pojawiła się w drugiej części
notowań tokijskich. Nikkei zakończył dzień wzrostem o 1 proc., co może nie
jest wartością zawrotną, ale warto pamiętać, że początek sesji był
spadkowy.
Wczorajsze dobre dla byków notowania w USA miały miejsce w chwili, gdy
ponownie pojawiły się mało przyjemne informacje. O dynamice zamówień w
przemyśle nie będę wspominał, bo są to dane mocno zmienne i różnica między
prognozą, a faktycznym odczytem nie była aż tak duża. Zresztą wraz z
publikacją za marzec zrewidowano dane za poprzednie miesiące. Rewizja
okazała się pozytywna i sygnalizuje, że wielkość zakupów inwestycyjnych ma
się nieco lepiej, niż wcześniej sądzono. Być może to po części pomogło
bykom, choć popyt musiał zmierzyć się z innym czynnikiem negatywnym. Były
nim wczorajsze wypowiedzi szefa amerykańskiego systemu rezerwy federalnej.
Ben Bernanke stwierdził, że nie jest w stanie stwierdzić, czy gospodarka
amerykańska jest już w stanie recesji, ale zaznaczył, że ryzyko pojawienia
się recesji jest całkiem spore. Wprawdzie dla rynku to nic nowego, ale
zawsze to jakaś oficjalna wypowiedź dopuszczająca możliwość pojawienia się
recesji. Nie zdarza się to często. Poza tym informacji nie było zbyt
wiele. Przed otwarciem mieliśmy oczywiście raport ADP, ale jak wiemy, nie
wywołał on euforii. Faktyczne dane dotyczące amerykańskiego rynku pracy
pojawią się dopiero jutro. Trzeba się uzbroić w cierpliwość. Nie jest
wykluczone, że i dzisiejsza sesja będzie dość spokojna, choć należy
pamiętać, że mamy w planie publikację wskaźnika ISM liczonego dla sektora
usług.
Wczorajsza słaba końcówka notowań jeszcze nie przekreśla szans byków, ale
wyraźnie je zmniejszyła. Widać, że popyt ma już problemy z pokonanie
strony podaży na poziomach konsolidacji z drugiej połowy lutego. To już
nie są przelewki. Każdy ma świadomość, że wybicie ponad strefę wspomnianej
konsolidacji będzie tożsame z wybiciem z jakże wyczekiwanej formacji
podwójnego dna. Podaż nie będzie biernie się temu przyglądać. Jeśli popyt
faktycznie chce powalczyć, to nie powinien odpuszczać, tak jak wczoraj, bo
to nie wzbudza zaufania u niezdecydowanych.