Na aukcji 1 października Desa Unicum (www.desa.pl) wystawi grafikę artystyczną. Grafika jest radykalnie tańsza od malarstwa. To szansa dla mniej zamożnych kolekcjonerów. Można zdobyć ciekawe dzieła sztuki już za ok. 1 tys. zł.
Absolutną rzadkością jest drzeworyt z 1945 r., klasyka powojennej sztuki Andrzeja Wróblewskiego. Praca ma wysoką estymację 28–35 tys. zł. Jeśli cena przekroczy górną granicę, będzie to jeden z rekordów na rynku grafiki. Koneserów zainteresuje także wczesna litografia Ewy Kuryluk, wykonana jeszcze w czasach studenckich.
Desa Unicum wykreowała nieznanych wcześniej na krajowym rynku abstrakcjonistów, np. Victora Vasarelego i Juliana Stańczaka. Prace obydwu artystów będą licytowane na aukcji, są już wysoko cenione.
Są w ofercie ciekawe grafiki w cenie ok. 1 tys. zł. Wykonali je artyści, którzy dopiero wchodzą na aukcje. Jest to zapewne testowanie rynku. Warto zwrócić uwagę na pracę Tomasza Dominika (ur. 1955). Nadal niedoszacowane są grafiki klasyka Stanisława Dawskiego (1905–1990). Na rynku trafiają się wybitne prace tego artysty.
Krzesło podrożeje
Historycznym wydarzeniem będzie aukcja Desy Unicum „Design. Sztuka kobiet" (odbędzie 8 października). Dotychczas nie proponowano tak wyjątkowej oferty w dziedzinie designu. Zgromadzono obiekty o wybitnej wartości muzealnej, które zainteresują prywatnych kolekcjonerów. Jest wysokie prawdopodobieństwo, że wybrane przedmioty z oferty będą istotnie drożały.
Wyróżniają się dzieła sztuki użytkowej zaprojektowane przez rzeźbiarkę Julię Keilową (1902–1943). Jest to metaloplastyka, np. cukiernice, patery, podstawki pod sztućce. To wyroby ze słynnej wytwórni Józefa Frageta, utrzymane w stylistyce art déco.
Keilowa zajmuje wysoką pozycję w polskiej sztuce, ale paradoksalnie jej dzieła nie zostały jeszcze w pełni odkryte przez rynek. W latach 30. Keilowa zdobyła sławę, gdy zaprojektowała zastawę transatlantyku M/s „Piłsudski". Projekty artystki nagrodzono na międzynarodowej wystawie w Paryżu. Do dziś zachowało się niewiele projektów, należą do rzadkości na rynku.
Sensacją jest krzesło z 1958 roku „Muszelka" Teresy Kruszewskiej (1927–2014), ma wysoką estymację 50–80 tys. zł. Dziesięć lat temu tego rodzaju przedmioty nie budziły żadnego zainteresowania na aukcjach. Moim zdaniem tej klasy wzornictwo nadal będzie drożało.
Chustka na ścianie
Są w ofercie atrakcyjne wizualnie obiekty we względnie niskich cenach. To dzieła artystów nieznanych. Jest np. chustka projektu Alicji Wyszogrodzkiej (ur. 1928). Oprawiona w ramę, umieszczona za szkłem z powodzeniem może zastąpić obraz lub grafikę. Zdobi ją wzór utrzymany w duchu sztuki lat 60. Chusta ma estymację 1,2–16 tys. zł. Kto ma odwagę, żeby złamać schematy i zamiast obrazu powiesić ją na ścianie? Obserwacja rynku pozwala przypuszczać, że takie obiekty podrożeją.
Parę lat temu Desa Unicum wprowadziła na rynek prace kompletnie nieznanej Aleksandry Wejchert (1921–1995). Wtedy jej dzieła też miały przystępne ceny. Są w ofercie przedmioty z kolekcji prof. Ireny Huml. Książki uczonej to podstawowa lektura na temat designu.
Z kolei na aukcji 8 października Polswiss Art. (www.polswissart.pl) wystawi np. portret z 1909 r. kolekcjonera Erazma Barącza, namalowany przez Leona Wyczółkowskiego. To pastel na papierze, obraz ma estymację 120–180 tys. zł.
Erazm Barącz (1859–1928) był inżynierem górnikiem, a zarazem jednym z największych polskich kolekcjonerów. Kupił sobie nieśmiertelność! Oszukał śmierć... Swój zbiór podarował Muzeum Narodowemu w Krakowie. Ofiarowane obrazy oraz jego portrety namalowane przez największych malarzy znamy z popularnych albumów, z wystaw i katalogów aukcyjnych.
Kto dziś pamiętałby o Barączu, gdyby nie był kolekcjonerem i mecenasem sztuki? Zbiór zaczął tworzyć na emeryturze. Jego historia przypomina mi smutny fakt, że mieliśmy w dziejach niewielu kolekcjonerów i prywatnych mecenasów sztuki. Tym bardziej powinniśmy cenić tych nielicznych.
Szedłem niedawno starym miastem w Krakowie. Przy ulicy Wyczółkowskiego 7 przed nowoczesnym biurowcem zobaczyłem pomnik z brązu przedstawiający malarza Leona Wyczółkowskiego. Okazuje się, że świetny pomnik ufundował w 2013 r. Ryszard Kluszczyński, właściciel biurowca. Pomnik to dzieło wybitnego artysty Karola Badyny. Inwestor oddał w ten sposób hołd swojemu ulubionemu malarzowi. Równocześnie wzbogacił wizerunek swojej firmy. Dzięki temu teraz łatwo zidentyfikować biurowiec, wystarczy powiedzieć, że stoi obok pomnika...
Ryszard Kluszczyński to także wybitny wydawca książek o kolekcjonerach sztuki. Zamówił i wydał np. „Wielką Encyklopedię Malarstwa Polskiego". Kilkanaście lat temu ukazał się „Poradnik polskiego kolekcjonera". Luksusowy, wydany po angielsku album „Polish Art Nouveau" to niewątpliwie książka najpiękniej wydana po 1989 r.
Pomnik Ryszarda Kluszczyńskiego
Kluszczyński wydał także kilkadziesiąt albumów o polskich malarzach. Praktyka pokazała, że albumy o sztuce to w Polsce niełatwy do sprzedania towar. Faktem jest, że Kluszczyński parę lat temu z konieczności sprzedał oficynę. Miłośnicy sztuki przez lata plotkowali, że dopłaca do wydawania książek z dochodów innych swoich przedsiębiorstw. Jeśli nawet tak było, to generalnie Ryszard Kluszczyński tylko zyskał. Książki o sztuce, jakie zamówił i wydał, to jego pomnik. Czytane będą przez kolejne pokolenia.
W maju 2005 r. w felietonie w miesięczniku „Art and Business" postulowałem, żeby Ryszardowi Kluszczyńskiemu nadać Medal za Ofiarność i Odwagę. Za to, że odważnie zaryzykował pieniądze, zamówił i wydał najpiękniejsze książki o kolekcjonerstwie i rynku sztuki. Z poświęceniem starał się propagować kolekcjonerstwo, lokowanie nadwyżek finansowych w polskiej sztuce.
W „Wielkiej encyklopedii malarstwa polskiego" oglądamy ok. 2 tys. ilustracji. Pochodzą one głównie z rynku sztuki, z katalogów aukcyjnych, prywatnych zbiorów. Gdyby nie Ryszard Kluszczyński, większość z tych obrazów byłaby nieznana.