Międzynarodowy rynek obligacji znajduje się w przededniu sieciowej rewolucji. Zwiększy się płynność tych papierów, zapewne obniżą się koszty transakcji zarówno dla emitentów, jak i inwestorów, ale mogą stracić pośrednicy.

Olbrzymi światowy rynek obligacji, dotychczas bardzo rozdrobniony, ma wkrótce pojawić się w internecie. Niedawna cała seria ofert przeprowadzonych w sieci przez kilku największych emitentów papierów dłużnych i plany wprowadzenia jeszcze w tym roku internetowego obrotu europejskiego obligacjami rządowymi wskazują, że rynek ten czeka radykalna transformacja.Zwolennicy nowej technologii twierdzą, że zmiany zachodzące na rynku zwiększą jego przejrzystość i płynność, a także obniżą koszty transakcji. Zmiany te jednak nie będą bezbolesne. Gotowość do konsolidacji oznacza bowiem, że dni pośredników - w bankach inwestycyjnych i firmach maklerskich - mogą być policzone.Przestarzała strukturaDla wielu uczestników rynku obligacji najdziwniejsze jest to, że tak długo musiał on czekać na zmiany. Globalny rynek obligacji we wszystkich jego formach - a więc papierów rządowych, korporacyjnych, wysoko oprocentowanych czy municypalnych - jest największym na świecie rynkiem finansowym pod względem liczby emisji. Jego wartość nominalna jest o wiele większa niż łączna kapitalizacja wszystkich światowych giełd.Te olbrzymie rozmiary są przyczyną części jego problemów. Wiele emisji obligacji jest małych, wyspecjalizowanych i trudnych do obrotu. Bardzo często są one kurczowo trzymane przez długoterminowych inwestorów. Jeszcze do niedawna taka struktura odpowiadała zarówno emitentom - przede wszystkim rządom, wielonarodowym instytucjom, takim jak Bank Światowy, czy bankom mającym najwyższe oceny ratingowe - jak i inwestorom, którzy chętnie pożyczali pieniądze pod obligacje. Ale teraz już tak nie jest. Inwestorzy stali się bardziej wymagający, pożyczkobiorcy są coraz bardziej zróżnicowani, a w epoce natychmiastowej łączności obecna struktura okazała się przestarzała.Brak przejrzystości- Rynek papierów o stałym dochodzie jest już tak niewydajny i rozdrobniony, że niedługo stanie się nie do utrzymania - powiedział Andrew Howieson, dyrektor z grupy bankowej State Street. Inwestorzy nie mogą znaleźć na nim takich usług, jakich potrzebują. Na niewydolność tego rynku wskazują instytucjonalni inwestorzy, którzy bacznie przyglądają się kosztom obrotu i wybierają inwestycje na lepszych warunkach i o niższych kosztach. Jednym z najczęściej poruszanych problemów jest brak przejrzystości spreadów - czyli różnic między ceną, za jaką broker kupuje i po której sprzedaje poszczególne obligacje. Wielkość tej różnicy zależy oczywiście od podaży i popytu, ale może być brane pod uwagę także to, kim jest inwestor. Tak więc, jeśli jakieś obligacje kupuje potężny bank o globalnym zasięgu, cena jest często odpowiednio regulowana. Duże instytucje inwestujące coraz bardziej domagają się utworzenia takich systemów obrotu, które mogłyby wyeliminować owo uzależnianie kosztów od ich pozycji.Pierwsze platformyTechnologia pozwala już na to, tak jak się to dzieje na rynkach akcji i instrumentów pochodnych. Platformy handlowe, takie jak BrokerTec i EuroMTS zaczęły proces tworzenia centralnych rynków dla obligacji, zwiększając płynność na dotychczas mało płynnych rynkach. W ciągu najbliższych kilku tygodni również State Street ma uruchomić system Bond Contect do obrotu większością amerykańskich instrumentów dłużnych.Takie systemy handlowe niekoniecznie jednak muszą zmniejszyć bariery między emitentami i inwestorami. Obserwatorzy podają dwa powody, dla których tak ochoczo wypatruje się teraz wejścia internetu i w tę dziedzinę. Po pierwsze, ustały obawy, że milenijna pluskwa może zakłócić funkcjonowanie rynków finansowych. Wszelkie projekty handlu online, przygotowywane już w ubiegłym roku, teraz wchodzą w fazę realizacji. W ubiegłym tygodniu sześć europejskich banków inwestycyjnych zdecydowało o utworzeniu BondClick.com, portalu, który umożliwi handel europejskimi obligacjami rządowymi.Po drugie, inwestorzy też są wreszcie gotowi do wejścia w sieć. - To nie takie ważne, że technologia jest nowa, jeśli teraz każdy jest do niej podłączony - powiedział Benoit O'Angelin, szef europejskich rynków papierów dłużnych w Lehman Brothers. - Kiedy komputery są połączone i porozumiewają się jeden z drugim, to znaczy, że rynek się zmienia.Ten rozwój technologiczny nastąpił akurat wtedy, gdy zaczęła się zmieniać sama istota rynków obligacji. Rządy wielu rozwiniętych krajów pożyczają mniej i zmieniają strukturę swoich obligacji, aby przeprowadzać rzadziej większe emisje, które mogą trafiać do obrotu w mniejszych transzach, co czyni je bardziej atrakcyjnymi dla szerszego grona inwestorów.W próżnię powstałą w wyniku pewnego braku obligacji rządowych wchodzą emitenci papierów korporacyjnych. Napływ takich emisji już jest olbrzymi w Stanach Zjednoczonych i szybko rośnie w krajach Unii Europejskiej. Wiele emisji takich papierów oferuje znacznie wyższą stopę zwrotu niż obligacje rządowe (co jest związane z większym ryzykiem), a więc też są bardziej atrakcyjne dla szerszego grona inwestorów.Szersza ofertaInternet pozwoli emitentom przedstawić ofertę o wiele większej grupie, w tym inwestorom o średniej wielkości, uważanych za zbyt małych, by wcześniej mogli uczestniczyć w rynku pierwotnym. Zdaniem bankowców, istnieją tysiące takich instytucji - najczęściej firm zarządzających funduszami dysponującymi aktywami od 100 mln USD do 2 mld USD - które teraz nie mają dostępu do emitentów.Tempo zmian jest tak szybkie, że zdaniem uczestników rynku w pełni dojrzały mechanizm obrotu większością rodzajów obligacji będzie gotowy już w przyszłym roku.W styczniu Bank Światowy i amerykańska firma Fannie Mae, specjalizująca się w kredytach hipotecznych (jeden z największych na świecie emitentów papierów dłużnych na międzynarodowych rynkach kapitałowych) wykorzystały internet, aby umożliwić inwestorom bezpośrednie kupienie ich obligacji. Dotychczas oferty obligacji były kierowane do wybranej grupy 400 globalnych instytucji inwestycyjnych. Oferta przeprowadzona online przyciągnęła wielu nowych inwestorów, w tym również detalicznych.- Fannie Mae zazwyczaj sprzedawała swoje papiery dłużne instytucjonalnym inwestorom i nie mieliśmy możliwości rozszerzenia dystrybucji i informacji poza ten krąg - powiedziała Linda Knight, wiceprezes odpowiedzialna za finanse w Fannie Mae. - Teraz, nagle, internet pozwolił nam na to. Jeśli uda się nam otworzyć detaliczny rynek obligacji Fannie Mae, będzie to dla nas wielkie wydarzenie.Będzie taniejGłównym bezpośrednim wpływem internetu na rynek obligacji ma być obniżenie kosztów przeprowadzania emisji i zakupu papierów. Prowizje i wynagrodzenia maklerskie stanowią znaczącą część kosztów ponoszonych przez emitentów i inwestorów. Ale jeśli zmiany utrwalą się, cała społeczność maklerska, która dotychczas okupowała pozycje między emitentami i inwestorami, może stać się na nie mało odporna.Bankowcy szacują, że około 25% zysków dużych banków inwestycyjnych pochodziło z ich działalności na rynkach papierów o stałym dochodzie, na ogół w formie prowizji za gwarantowanie emisji. Co najmniej część tych pieniędzy ma teraz wrócić do emitentów i inwestorów w postaci zmniejszonych prowizji, gdyż coraz więcej obligacji będzie oferowanych online. Jednak emitenci, tacy jak Fannie Mae, podkreślają, że pośrednicy pozostaną ważną częścią rynku, oferując gwarantowanie emisji i dystrybucję, gdyż wielu inwestorów może nie chcieć zajmować ich miejsca w kontaktach z emitentami.Zresztą banki też będą mogły zredukować swoje koszty. Niewątpliwie zmniejszy się bowiem liczba sprzedających w sytuacji, gdy w wyniku pojawienia się na rynku internetu banki będą miały o wiele mniej papierów do sprzedaży.W każdym razie międzynarodowy rynek obligacji w najbliższych dwóch latach czekają drastyczne zmiany. Zwycięsko wyjdą z nich ci, którzy będą mogli dostosować swoją infrastrukturę do handlu obligacjami online. Ku zadowoleniu przeprowadzających nowe emisje i nowych inwestorów instytucjonalnych.

Na podstawie "Financial Times"

Opr. J.B.