Zdaniem ekonomistów z Goldman Sachs, jeśli nie zajdą żadne wydarzenia nadzwyczajne, to cena ropy West Texas Intemediate (jest to amerykański odpowiednik ropy Brent, jako produktu odniesienia, od której ropa WTI jest zazwyczaj o 1 dolara droższa ? M.K.) wyniesie tej zimy około 32 dolary za baryłkę. Dokonali oni jednak również symulacji, co stanie się na rynku ropy naftowej, jeśli tegorocznej zimy zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Europie temperatura spadnie o 10% poniżej wieloletniej przeciętnej, eksport z krajów OPEC zaś dozna niewielkich zakłóceń. Oszacowali oni, że w takiej sytuacji, której prawdopodobieństwo oceniono na 10%, przeciętna cena tejże ropy w I kwartale wyniesie około 50 dolarów za baryłkę a chwilami może od niej być wyższa.Szansa na poprawę obecnej, napiętej sytuacji na rynkach ropy jeszcze tej zimy jest więc, według nich, niewielka. Nastąpi to jednak jeszcze przed końcem przyszłego roku. Ponieważ wszystkie wielkie spółki naftowe prognozują, że ich wydobycie będzie wzrastać w tempie szybszym od wzrostu popytu, obecna panika powinna minąć w ciągu 12, a co najwyżej 24 miesięcy. Długofalowa cena równowagi ? twierdzą oni ? nadal utrzymuje się na poziomie niższym niż 20 dolarów za baryłkę.Jeśli scenariusz ten sprawdzi się, wyższe ceny ropy nie wyrządzą, wg Goldman Sachs, większej szkody gospodarce światowej i z pewnością nie spowodują nowej recesji. Wszelkie negatywne skutki spodziewanej w zimie zwyżki jej cen ? nawet jeśli będą wyglądały na potencjalnie drastyczne ? powinny okazać się krótkotrwałe. Bezpośrednie efekty powinny zmniejszyć realny PKB krajów OECD o 0,25% ? 0,75%, inflacja natomiast zapewne wzrośnie nie więcej niż o 0,5% ? 0,9%, w zależności od tego, czy zarówno konsumenci, jak i podmioty gospodarcze wykażą dalekowzroczność. Gdyby w przyszłym roku przeciętna cena ropy utrzymała się na poziomie 40 dolarów, powyższe liczby należy podwoić.Goldman Sachs wskazuje jednak również, że może być gorzej ? jeśli np. w panikę wpadną rynki kapitałowe, a banki centralne nadmiernie zareagują na krótkoterminowy skok inflacji.Interesująco wygląda spostrzeżenie ekonomistów Goldman Sachs, że świat nie przeprowadził jeszcze eksperymentu, który by pokazał, co stanie się wówczas, gdy czasowy brak paliw zderzy się z doktryną, w myśl której wszelkie zapasy należy utrzymywać jedynie ?na styk?. Jeśli do tego dojdzie ? ostrzegają oni ? może to doprowadzić do zakłóceń, które odbiją się na PKB w stopniu dla ekonomistów zaskakującym.Ekonomiści z Goldman Sachs mogą nie wiedzieć, że eksperyment taki przeprowadzono już w Polsce w 1978 r., kiedy to szukając rezerw eksportowych ówczesny premier Piotr Jaroszewicz nakazał likwidację zapasów węgla w elektrowniach, zapewniając, że pociągi dowiozą go na czas ? nie przewidział jednak, że tory kolejowe zostaną zawiane śniegiem. W efekcie elektrownie w Łodzi miały zapas węgla na pół godziny, a Warszawa, w odróżnieniu od większości miast kraju, nie miała wówczas przerw w zasilaniu tylko dlatego, że dyrektor elektrociepłowni Siekierki wypiął się na zarządzenie premiera, za co zresztą, gdy kryzys przeminął, został wyrzucony z pracy.

Mariusz Kukliński(Londyn)