W piątek rano znowu doszło do korekty na rynku złotego. Zamykanie pozycji przed weekendem oraz wypowiedzi Bogusława Grabowskiego zrobiły swoje. Po południu złoty wrócił jednak w okolice 11% powyżej starego parytetu.
W pierwszych notowaniach za USD płacono 3,971 zł, za euro zaś 3,70 zł. Odpowiadało to 11% powyżej parytetu, a więc nieznacznie wyżej niż w czwartek na zamknięciu rynku. Potem dość szybko doszło do korekty. Wylądowaliśmy na 10,6% (najniższy piątkowy poziom, na tym samym poziomie zatrzymaliśmy się w czwartek). Kurs dolara nie zmienił się znacząco, podrożał bowiem zaledwie o 0,6 grosza, znacznie więcej zyskała za to wspólna waluta, którą ceniono wtedy na 3,724 zł. Potem odreagowanie na 10,75% i przez kilka godzin nie wychodziliśmy poza przedział między 10,7% a 10,8%. Dolar wciąż był stabilny, ceniono go mniej więcej na 3,974 zł, kurs euro zawarty był natomiast między 3,71 zł a 3,72 zł. Późnym popołudniem znowu osiągnęliśmy 10,6%. Dolar kosztował 3,98 zł, euro 3,72 zł, ale taka sytuacja utrzymywała się tylko przez chwilę. Tydzień kończyliśmy odpowiednio na 3,963 i 3,70, czyli 11% powyżej parytetu.Rano część uczestników rynku zdecydowała się na zamknięcie pozycji spekulacyjnych przed weekendem, poza tym realizowano zlecenia klientowskie. Złotemu nie pomogły też informacje o tym, że Bogusław Grabowski spodziewa się deficytu ekonomicznego w 2001 roku na poziomie 2,5%?2,7% (wobec 1,8% zakładanych przez Ministerstwo Finansów). Ale zmiany i tak nie były bardzo duże. Koniec dnia przyniósł ponowne wzmocnienie. Obroty na rynku były niewielkie, inwestorzy nie wykazywali dużej aktywności. Po prostu typowy piątek.Na rynku euro od rana przeważał popyt i dość szybko przeszliśmy z początkowego poziomu 0,9326 (mniej więcej czwartkowe zamknięcie) na 0,9371. Potem korekta na 0,935 i tak aż do publikacji danych o gospodarce amerykańskiej, czyli do 14.30. O 12.00 dowiedzieliśmy się, że produkcja przemysłowa wzrosła w Niemczech o 0,9% m/m, a więc więcej, niż oczekiwano (średnia prognoz to 0,1% m/m), co spowodowało wzrost wskaźnika rok/rok do 6,6% (oczekiwano 6,0%, w zeszłym miesiącu było 4,9%), nie było jednak bezpośredniej reakcji na rynku. O 14.30 okazało się, że bezrobocie w USA nie zmieniło się, wzrosły za to wynagrodzenia. Inwestorzy zareagowali sprzedażą wspólnej waluty. Kończyliśmy na 0,9315.W przyszłym tygodniu poznamy szereg ważnych danych makroekonomicznych. Dane o inflacji mogą być bardzo obiecujące, jest szansa na spadek do poziomu poniżej 7% rok/rok. Jeśli więc podstawowe stopy procentowe nie zmienią się (na co się na razie nie zanosi) realne stopy znowu wzrosną. Dane o PPI (cenach produkcji) powinny znowu pokazać, że presja inflacyjna pochodząca od strony producentów będzie mniejsza. Jedynie dane o produkcji mogą zadziałać niekorzystnie na polską walutę. N