Dziesiątki wezwań, run na BSK, zwycięstwo w Grajewie i wiele, wiele innych

GPW od chwili startu dostarcza silnych emocji, wynikających nie tylko ze wzrostów i spadków kursów. W jej 10-letniej historii nie brakowało punktów zwrotnych, świadczących o szybkim, ale też burzliwym dojrzewaniu rynku. Wielkie prywatyzacje, nieoczekiwane wezwania, przejęcia i fuzje, ?przecieki? informacyjne, podejmowane przez wielkich inwestorów próby wykorzystywania luk w prawie dla realizacji własnych celów, WIRR-ówka, postępowania i kary KPWiG ? za tym wszystkim kryją się zdarzenia, którymi rynek żył przez wiele miesięcy.

Run na BSK wskazywał dobitnie, że wielkie prywatyzacje są najlepszym sposobem na przyciągnięcie na giełdę rzeszy drobnych inwestorów. Potwierdziło się to przy okazji sprzedaży, takich firm jak TP SA, PKN czy Pekao SA. Spółki z kolei przekonały się, że obecność na GPW sprzyja pozyskaniu inwestorów strategicznych. Znalazło to potwierdzenie w fali wezwań, która wezbrała w 1999 r., doprowadzając do głębokich zmian własnościowych w kilkudziesięciu giełdowych firmach. Sama giełda też nie próżnowała, doskonaląc infrastrukturę i zasady obrotu. Na 10. urodziny GPW sobie i inwestorom sprawiła długo oczekiwany prezent ? WARSET.Tele-akcja wciąż trwaNajwiększą ofertą publiczną w historii GPW była sprzedaż akcji TP SA. Jej wartość, liczona według ostatecznej ceny emisyjnej, przekroczyła 3 mld zł. Moment przeprowadzenia oferty nie był dobry ? trwał mocno odczuwany na naszym parkiecie kryzys na rynkach wschodnich. Jednak inwestorzy dopisali ? złożyli ponad 132 tys. zleceń (jeden z lepszych rezultatów, jeśli chodzi o wielkie prywatyzacje), chcąc kupić dwukrotnie więcej akcji, niż dla nich przewidziano. Inwestorzy indywidualni chcieli kupić 105,5 mln akcji. Popyt z ich strony można więc oszacować na ponad 1,6 mld zł. Dopisała także zagranica ? kto chciałby zignorować ofertę zdecydowanie największej pod względem kapitalizacji spółki na naszej giełdzie. Telekomunikacja ? to magiczne słowo przyciągnęło na nasz rynek wielu nowych graczy, w tym fundusze inwestycyjne, które z upodobaniem lokują w tej branży, a także tych, dla których GPW była dotąd rynkiem zbyt płytkim.TP SA należy, zdaniem analityków, do tych firm, które są w stanie przyciągnąć na rynek dużych i małych inwestorów, zagranicę i rodzimych graczy, daytraderów i ?niedzielnych? spekulantów. Potężne aktywa, dynamiczny rozwój, perspektywiczna branża, w zasadzie monopolistyczna pozycja na rynku ? czego więcej można było oczekiwać od spółki, której dotyczyła największa w historii polskiego rynku kapitałowego oferta publiczna. O takich ofertach wciąż marzą inwestorzy i giełda.O skali przedsięwzięcia świadczy także to, że zlecenia były przyjmowane przez 560 POK 44 biur wchodzących w skład konsorcjum dystrybucyjnego.Inwestorzy instytucjonalni objęli 4,6 mln akcji z 21 mln. Inwestorzy zagraniczni, którym oferowano 140 mln papierów, podczas budowania księgi popytu zapisali się na ponad 361 mln walorów. Spośród nich Skarb Państwa wybrał tych, do których kierował imienne zaproszenia do składania zamówień. Do nich trafiły także akcje nie objęte przez krajowe instytucje. Zagranica po objęciu papierów mogła nimi handlować pod postacią globalnych kwitów depozytowych.Dyskretny urok wysokiej technologii, czyli po prostu WARSETTuż przed 10. urodzinami GPW sobie i inwestorom sprawiła prezent ? nowy system giełdowy WARSET. Sobie ? bo weszła do grona rynków posługujących się naprawdę nowoczesnymi platformami, inwestorom ? bo zyskali łatwiejszy dostęp do notowań ciągłych, nowe zlecenia, sprawniejszą i szybszą obsługę w POK oraz więcej informacji o stanie rynku.Wielu obserwatorów rodzimego rynku zastanawiało się jednak, co się stanie na giełdzie 17 listopada 2000 r. Niektóre wizje były dosyć katastroficzne. GPW mogła ?wziąć wolne?, ale ostatecznie przerwy w handlu nie było. W trybie dosłownie roboczym przestawiła się na nowy system obrotu. Uruchomienie tej platformy giełdowej przypomina z perspektywy niedawne sprowadzenie na ziemię Mira. Był to proces długotrwały, pracochłonny, kosztowny (kilkanaście milionów dolarów) i często przerywany, jednak konieczny i ostatecznie zakończony spokojnym ?lądowaniem?. Lekkim zgrzytem, o którym niedługo nikt już nie będzie pamiętał, były kłopoty z wyliczeniem indeksów giełdowych podczas pierwszej sesji z wykorzystaniem nowego technologicznego cacka. Przy czym wcale nie owe ?cacko? zawiodło, ale człowiek, który popełnił błąd, wpisując dane do komputera.GPW od dawna przymierzała się do uruchomienia WARSETU. Najpierw zdecydowano, że dostawcą systemu będzie konsorcjum z udziałem przede wszystkim Société de Bourses Françaises Bourse de Paris, a ponadto MATIF (Francja), Tandemu (Austria/USA), CMG (Holandia) i ComputerLandu. Z rozwiązań oferowanych przez konsorcjum korzystają m.in. giełdy w Paryżu, Toronto, Brukseli, Sao Paulo i Chicago. Mieliśmy więc znaleźć się w niezłym, międzynarodowym towarzystwie. Wybór GPW wpisał się przy tym w ciąg decyzji związanych z wieloletnią współpracą z rynkiem francuskim.Umowę z Francuzami podpisano w sierpniu 1998 r. Od tamtej pory prace prowadzono pełną parą, ale kilkakrotnie przekładano termin startu systemu, chcąc wszystko dopiąć na ostatni guzik.Co nam daje WARSET? Przede wszystkim to ?krok ku integracji z innymi rynkami europejskimi?. Chodzi o to, że jest to platforma bardzo elastyczna, zdolna do takich modyfikacji, dzięki którym będzie w stanie współpracować z systemami innych rynków, odpowiadając przyjętym przez nie parametrom technicznym. WARSET będzie umożliwiał np. połączenie dowolnego POK z wybranym rynkiem europejskim. Obecnie POK są połączone z GPW w czasie rzeczywistym, a ich rozwiązania informatyczne są w pełni zintegrowane z WARSETEM. To ułatwia i przyspiesza proces przesyłania zleceń na parkiet i odbiór informacji na temat stanu rynku.Co ważne, bez porównania większa jest wydolność nowego systemu. W szczycie internetowej hossy obroty na warszawskiej giełdzie były tak duże, że pojawiło się ryzyko przeciążenia funkcjonującej wówczas platformy. Z tego m.in. powodu zwiększano wartość bloków w notowaniach ciągłych dla wybranych spółek (tym samym ograniczając dostęp do ciągłych drobnym inwestorom), ale rezultaty doraźnych działań nie były wystarczające ? system często działał z opóźnieniem.Przyjęte w WARSECIE rozwiązania umożliwiły wydłużenie sesji, wprowadzenie szerszego wachlarza zleceń i spowodowały zmiany organizacyjne na GPW w zakresie sposobów notowań. Najbardziej płynne akcje znalazły się w notowaniach ciągłych, w których dodatkowo zrezygnowano z bloków (handlować można pojedynczymi papierami), co zaowocowało zwiększeniem obrotu w tej części sesji. Ciągłe po prostu stały się bardziej dostępne dla drobnych inwestorów. Mniej płynne walory pojawiły się na fixingach (podwójnym bądź pojedynczym, który wkrótce zostanie zlikwidowany). WARSET umożliwia także lepszą obserwację rynku, wgląd w arkusz zleceń przed otwarciem sesji i śledzenie aktualnego stanu rynku.Jego wdrożeniu towarzyszyły obawy o to, czy ?odbierze? on pracę maklerom w związku z automatyzacją wielu działań. Kilka domów maklerskich wspominało w tym kontekście o konieczności redukcji personelu, ale na razie brak informacji o zwolnieniach ?zawinionych? przez nową platformę. Na GPW nie ma już wprawdzie maklerów-specjalistów, ale zastąpili ich animatorzy rynku i animatorzy emitenta, których zadaniem jest troska o płynność akcji.Możliwości WARSETU wciąż nie są wykorzystywane w całej pełni. Powoli jednak sytuacja się zmienia. Niedawno wprowadzono nowe rodzaje zleceń. Dalsze możliwości systemu ujawnią się zapewne z chwilą zmiany platformy informatycznej KDPW, która w założeniu ma przyspieszyć i usprawnić rozliczenia transakcji.Prezes GPW Wiesław Rozłucki przyznał w wypowiedziach dla prasy, że rozstrzygając o parametrach nowego systemu, giełda musiała podjąć ponad sto kilkadziesiąt szczegółowych decyzji, a każda miała swoje plusy i minusy. Na razie wydaje się, że większość z nich była trafna.Giełdowe paliwoW ofercie PKN ORLEN indywidualni inwestorzy byli gotowi kupić akcje za ponad 13 mld zł, czyli ? jak okazało się po debiucie ? chcieli wydać na paliwowe walory ok. 30% więcej, niż była warta cała spółka. Inwestorzy wspierali się rekordowej wysokości lewarami sięgającymi 20-krotności środków własnych (normą było lewarowanie na poziomie 1:10), podczas gdy przy zapisach na TP SA kredyty były o połowę mniejsze. Jednak nawet mimo tego skala popytu budzi szacunek. Ogromny popyt miał oczywiście negatywną stronę ? rekordową redukcję zapisów. PKN udowodnił jednak, że nie brakuje pieniędzy, które inwestorzy są gotowi pchnąć na rynek, brakuje raczej podaży. Była to ostatnia z gigantycznych prywatyzacji przeprowadzonych do tej pory przez Skarb Państwa (a ściślej, w tym wypadku przez Naftę Polską) z wykorzystaniem rynku giełdowego.Rekordowa była także, jeśli brać pod uwagę wielkie prywatyzacje, redukcja zapisów w transzy dla drobnych inwestorów (złożyli około 176 tys. zleceń, co jest jednym z najlepszych rezultatów, jeśli chodzi o duże prywatyzacje), która wyniosła około 93% (dla zapisujących się w pierwszym terminie), mimo że przydzielono im w sumie więcej akcji, niż pierwotnie zakładano. W transzy inwestorów zagranicznych z kolei większe zainteresowanie (biorąc pod uwagę wartość złożonych zapisów) wcześniej notowano w przypadku Banku Handlowego czy TP SA. W przypadku zagranicy nadsubskrypcja była czterokrotna. Nadsubskrypcja w transzy krajowych instytucji była 2,4-krotna. Z przebiegu zapisów nie wszyscy jednak byli zadowoleni. Prezes GPW Wiesław Rozłucki w wypowiedziach dla prasy mówił, że wciąż marzy mu się oferta, w której weźmie udział 1?2 mln drobnych inwestorów. Na razie szanse na to wydają się znikome.Sprzedaż ponad 126 mln akcji (30% kapitału) odbywała się jesienią 1999 r. Oferta była skomplikowana, ale jednocześnie po raz pierwszy umożliwiała bardzo silne modyfikacje, chodziło głównie o przesunięcia na rzecz inwestorów indywidualnych. Widełki cenowe ustalono na 18?24 zł, a ostateczną cenę emisyjną na 19,5 zł (nie licząc dyskonta dla drobnych graczy ? odpowiednio 19,1 zł ? 2% bądź 18,35 zł ? 6%.PKN zadebiutował na giełdzie 26 listopada 1999 r. Cena w pierwszym notowaniu wyniosła 22,2 zł i była o 14% wyższa od ceny z oferty.Prywatyzacja PKN nie jest procesem zakończonym. W tym roku należy się liczyć ze sprzedażą pakietu 18% akcji spółki PKN przez Naftę Polską. Obecne kierownictwo MSP jest zdeterminowane przeprowadzić tę ofertę jak najszybciej.Skok na śląską ?kasę?Nie ma jednak wątpliwości, że na miano oferty wszech czasów na polskim rynku zasługuje sprzedaż akcji Banku Śląskiego, która miała miejsce na przełomie 1993 i 1994 roku. Z jednej strony ? okazała się wielkim sukcesem, z drugiej ? jedną z większych afer prywatyzacyjnych. Cena wydawała się bardzo atrakcyjna ? 50 zł za papier, tym bardziej że był to szczyt wielkiej hossy. Akcje rozchwytywano. Oferta publiczna pobiła wszelkie rekordy popularności, drobni inwestorzy złożyli ponad 800 tys. zleceń, które zredukowano o około 70%. Każdemu inwestorowi przydzielono 3 papiery BSK. Kwitł handel walorami między osobami fizycznymi, dzięki czemu wielu graczy zwiększyło zakupiony pakiet akcji. W tej atmosferze z niepokojem czekano na debiut.A ten (miał miejsce 25 stycznia 1994 r.) zaszokował wszystkich ? 675 zł. Na kolejnych sesjach kurs utrzymywał się na wysokim poziomie. I w tym momencie pojawiły się dwie kwestie, które zainteresowały nie tylko inwestorów. Wielu polityków zaczęło pytać, jak możliwa jest tak duża różnica między rynkowym kursem a ceną sprzedaży akcji. Posłowie grzmieli o wyprzedaży narodowego majątku i potrzebie pociągnięcia do odpowiedzialności pracowników Ministerstwa Finansów. Niektórzy mówili wprost o drugiej aferze FOZZ. Resort bronił się, twierdząc, że w wycenie akcji banku nie popełniono błędu. ? Gdybyśmy jeszcze raz mieli ustalić cenę Banku Śląskiego, ustalilibyśmy ją na tym samym poziomie ? mówił wówczas podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów Stefan Kawalec. Inni wskazywali na ważny problem: wolumen obrotów wyniósł podczas pierwszej sesji giełdowej 32 477 akcji. Tych, którzy mogli sprzedać akcje, nie było bowiem zbyt wielu. Do wybrańców losu należeli pracownicy BSK, w tym jego kierownictwo. Inni inwestorzy mieli problemy z potwierdzeniem świadectw depozytowych.Oferujący ? DM BSK ? nie nadążał, a wysoka cena akcji na GPW zachęcała do jak najszybszego pozbycia się akcji, lawinowo rosła więc liczba osób, które chciały mieć jak najszybciej papiery na rachunku. Ci, którzy nie zdążyli sprzedać bankowych walorów w okresie, kiedy kurs pozostawał na wysokim poziomie, głośno protestowali.Sprawie przyglądała się Komisja Papierów Wartościowych, która w końcu zdecydowała o likwidacji Domu Maklerskiego Banku Śląskiego. Po kilku miesiącach zmieniła swoją decyzję (?mieszkańcy Śląska pozbawieni zostaliby dostępu do giełdy, gdyż często punkty obsługi klienta BSK są jedynymi w ich miastach?), ale broker nie mógł oferować akcji w publicznym obrocie. Musiał też systematycznie informować o działaniach naprawczych, a kiedy KPW uznała, że informacje i działania nie spełniają jej oczekiwań, nałożyła na dom karę finansową.Oliwy do ognia dolał także raport NIK. Izba wytknęła przy prywatyzacji banku liczne błędy resortowi finansów, Komisji Papierów Wartościowych i BSK. Wszystkie instytucje w obszernych materiałach odpierały zarzuty. Sprawę przeciwko ?wysokim urzędnikom? resortu finansów wszczęła z inicjatywy NIK prokuratura. Ostatecznie musieli się oni pożegnać ze stanowiskami, podobnie jak kierownictwo BSK. W końcu emocje zaczęły powoli wygasać (choć temat był wciąż szeroko dyskutowany, a były prezes banku stał się autorem książki ?Skok na kasę?). Nie bez znaczenia był też fakt, że spadała również cena akcji spółki na GPW.Obecnie BSK znowu stał się głośny, ale z innego zupełnie powodu. Drobni akcjonariusze nie godzą się na cenę oferowaną w wezwaniu przez strategicznego inwestora spółki ? holenderski ING Bank. Próbują zmusić go do poprawienia oferty. Jest to jednak tylko jeden z kilku przypadków na GPW, w których drobni gracze przy współpracy z instytucjami posiadającymi w danej spółce niewielkie pakiety akcji chcą zmusić strategicznych inwestorów do uwzględniania w większym stopniu ich interesów.Ponad 500-procentowa stopa zwrotu na próbie wrogiego przejęciaBatalia o przejęcie kontroli nad BIG-BG trwała blisko półtora roku ? od lutego 1999 r. do połowy 2000 r. W tym czasie kurs jego akcji wzrósł z około 3,20 zł do 20 zł, czyli grubo ponad 500%. W I połowie 1999 r. zakupów dużych pakietów akcji BIG-BG dokonywały: BRE, Deutsche Bank oraz Banco Comercial Portugues. W czerwcu w skład akcjonariatu na miejsce BRE wszedł Raiffeisen Centrobank. Wtedy stało się jasne, że o BIG-BG będą walczyć Deutsche Bank i BCP.Po skupieniu większości akcji znajdujących się w wolnym obrocie kurs BIG-BG nadal piął się w górę. W grudniu 1999 r. przekroczył poziom 13 zł, przynosząc inwestorom ponad 300-proc. zwrot z zainwestowanych środków. Akcje BIG-BG osiągnęły najwyższą wartość w lutym ub.r., gdy za walor inwestorzy płacili 20 zł, a walka o przejęcie tego banku przez niemieckiego giganta była w najgorętszej fazie. Potem cena akcji systematycznie spadała.Decydująca rozgrywka miała miejsce w styczniu 2000 r., kiedy jego dwaj akcjonariusze Deutsche Bank i Raiffeisen zażądali, aby na WZA BIG-BG, które miało odbyć się 28 stycznia, dokonać wyboru rady nadzorczej w drodze głosowania grupami. Był to efekt braku porozumienia między zarządem BIG-BG, Banco Comercial Portugues i Eureko a Deutsche Bankiem, co do strategii rozwoju banku i celu inwestycji. Trzeba w tym miejscu dodać, że wcześniej BIG-BG wraz z BCP stworzył sieć bankowości detalicznej Millennium oraz kupił, występując w konsorcjum z Eureko, akcje PZU.Na WZA BIG-BG akcjonariusze zarejestrowali ponad 93% akcji. Siły rywalizujących ze sobą instytucji rozkładały się po równo ? inwestorzy skupieni wokół Deutsche Banku posiadali około 45% akcji, podobnym pakietem dysponowali akcjonariusze związani z BCP i Eureko.Po rozpoczęciu obrad, w czasie głosowań nad wyborem rady nadzorczej, niespodziewanie PZU, które było akcjonariuszem BIG-BG, poparło Deutsche Bank. W ten sposób Niemcom udało się uzyskać przewagę we władzach polskiego banku. Zgromadzenie akcjonariuszy zostało wówczas przerwane na dwa tygodnie. W tym czasie temat przejęcia BIG-BG przez Deutsche Bank wywołał falę dyskusji politycznych dotyczących postępowania PZU oraz poziomu kontroli polskich banków przez kapitał zagraniczny. Po wznowieniu obrad WZA doszło do kolejnego wyboru rady i powołania nowego prezesa BIG-BG. Wszystkie podjęte uchwały zostały jednak zaskarżone przez BCP, a sąd wstrzymał ich wykonywanie. Deutsche Bank próbował również odkupić część akcji BIG-BG od PZU, aby zwiększyć swój udział. Sąd jednak zablokował przeprowadzenie tej transakcji.Brak możliwości szybkiego rozwiązania sporu w BIG-BG skłonił Deutsche Bank do rezygnacji z przejęcia banku i sprzedaży posiadanych akcji. Do transakcji doszło w czerwcu 2000 r. Obecnie Banco Comercial Portugues wraz z sojusznikami ma około 44% akcji BIG-BG.Obrona przed przejęciem odbiła się jednak negatywnie na wynikach finansowych BIG-BG. W roku obrotowym, trwającym od 1 października 1999 r. do końca grudnia 2000 r., zysk netto BIG-BG spadł o 29%, do 119,6 mln zł.Można wygrać z GoliatemWycofanie się z trwającego już wezwania, umożliwienie inwestorom odkupienia akcji sprzedanych w wezwaniu i rezygnacja z wycofania spółki z giełdy ? brzmi to nieprawdopodobnie, ale wiadomo już po przykładzie Grajewa, że jest to możliwe. Grajewo będzie się nieodłącznie kojarzyło z sukcesem mniejszościowych akcjonariuszy. Uzyskali oni jednak wsparcie ? jak na nasz rynek niezwykle znaczące ? ze strony Komisji Papierów Wartościowych i Giełd.Główny akcjonariusz Grajewa ? niemiecki koncern Pfleiderer Holzwerkstoffe ? chciał wycofać spółkę z obrotu publicznego. Ogłosił w tym celu wezwanie. Drobni inwestorzy uznali, że oferta (35 zł za akcję) jest niepoważna. Dlaczego? Cena została obliczona na podstawie kursu spółki z okresu, kiedy rynek płyt wiórowych, a wraz z nim i Grajewo, przeżywał zapaść. Wyniki finansowe spółki były w tym okresie bardzo złe, a perspektywy rozwoju niejasne. Znajdowało to odzwierciedlenie w notowaniach.W momencie ogłoszenia wezwania było już jednak wiadomo, że następuje wyraźna poprawa. Zdaniem inwestorów, strategiczny partner przedsiębiorstwa nie uwzględnił tego w swojej ofercie.Protesty były bardzo silne. W sprawę zaangażowało się Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych, które wysyłało pisma do KPWiG. Nacisk KPWiG okazał się skuteczny. Komisja zastanawiała się nad uchyleniem zgody dla Pfleiderera na przekroczenie progu 50% głosów na WZA grajewskiej firmy. KPWiG nie podobało się także, że inwestor nie zszedł, zgodnie z deklaracjami, poniżej progu 75% głosów. Drobni inwestorzy przypominali natomiast, że ogłaszając pierwsze wezwanie na Grajewo Pfleiderer deklarował pozostawienie spółki na GPW w perspektywie długoterminowej.Pfleiderer zrezygnował z walki. Poinformował w uzgodnieniu z Komisją, że z uwagi na powstałe wątpliwości i wznowienie przez KPWiG postępowania w sprawie udzielenia mu zgody na przekroczenie progu 50% głosów na WZA, rezygnuje z wycofania Grajewa z obrotu. Zrobił to jednak tuż przed zakończeniem wezwania.W związku z tym zobowiązał się odsprzedać akcje tym inwestorom, którzy odpowiedzieli na wezwanie, obawiając się wyjścia spółki z rynku, ale chcieliby odzyskać papiery. Ponowną dystrybucją walorów do inwestorów miało zająć się biuro maklerskie, które uzyskało odpowiednie zezwolenia Komisji. Inwestorzy mogli odzyskać akcje po cenie identycznej z tą, po jakiej je sprzedawali. Zainteresowanie honorową ofertą Pfleiderera było jednak znikome.? Przypadek Grajewa to jednocześnie sygnał dla innych inwestorów, którzy, starając się o różne zezwolenia, składają pewne deklaracje. Uważamy, że powinny być one traktowane jako wiążące. W tym sensie jest to przypadek precedensowy ? stwierdził wówczas rzecznik Komisji Mirosław Kachniewski.Wzywa się...W pierwszych latach funkcjonowania GPW wezwania były prawdziwą rzadkością. W 1998 r. nastąpił przełom, a rok później ustanowiono rekord ? doszło do ponad 40 wezwań na akcje trzydziestu kilku spółek.Wezwania są stałym elementem giełdowego krajobrazu. Dotyczą małych i dużych spółek, takich, które mają inwestorów strategicznych, i charakteryzujących się rozproszonym akcjonariatem, będących aktualnie na ?topie? i całkiem zapomnianych przez giełdowy światek.Czasem jest to proces nieunikniony ? jest np. elementem procedury wycofywania spółki z obrotu publicznego. Także w przypadku, kiedy akcjonariusz przekracza próg 50% głosów na WZA, pytanie brzmi nie czy, ale kiedy zdecyduje się ogłosić wezwanie.W 1998 r. ogłoszono wezwania do sprzedaży akcji 7 spółek. Dziś ten rezultat wydaje się skromny. Emocji jednak nie brakowało. Dość wspomnieć licytację między BRE i SE Banken, której celem było przejęcie PBR. W wyniku wezwań (i kontrwezwań) wygrał BRE, który następnie wchłonął PBR.Rok 1999 to prawdziwy wysyp wezwań. Dlaczego wtedy padł rekord? Najprostsza odpowiedź brzmi: po kryzysie na Dalekim Wschodzie i w Rosji moment był wyjątkowo sprzyjający, zwłaszcza ze względu na atrakcyjny poziom cen. Kursy zachęcały do przejmowania firm przez inwestorów branżowych, jak też do wycofania tanim kosztem spółki z rynku. Nie bez znaczenia mogło być sprecyzowanie pod koniec 1998 roku przepisów dotyczących wezwań (nie udało się jednak usunąć wszystkich luk, co wykazał Raiffeisen kupując akcje Energoaparatury bez wezwania, z pomocą podmiotów zależnych).W 1999 r. część inwestorów powiększała tą drogą swoje zaangażowanie w spółkach (Campofrio w Morlinach, CBR Baltic w Górażdżach), część zmierzała dopiero do osiągnięcia pozycji wiodącego akcjonariusza (Pfleiderer w Grajewie, Exbud w GPRD, Icopal w Izolacji Zduńska Wola, Acciona w Mostostalu Warszawa, Zenona Kwiecień w Wistilu). W wielu przypadkach (Polifarb CW, Polifarb Dębica, Izolacja Zduńska Wola, Wistil, Energomontaż-Północ) operacje były powtarzane.Uwagę w tym okresie zwracają tajemnicze wezwanie na Ferrum, ogłoszone przez bliżej nie zidentyfikowaną firmę Vhectory, oraz operacja przeprowadzona przez Highwood Partners (Agros) w kontekście sporu akcjonariuszy tej spółki. Ciekawostkę stanowiło także wezwanie na Polfę Kutno ogłoszone przez... Polfę Kutno. Po raz pierwszy w ten sposób na naszym rynku spółka kupowała papiery w celu umorzenia.Warto podkreślić, że wysyp wezwań nastąpił w okresie, kiedy ich omijanie nie należało do trudnych. Wiele notowanych na GPW firm przejęto za pośrednictwem podmiotów zależnych, zaprzyjaźnionych bądź kupując systematycznie znaczące pakiety (w terminach dłuższych niż 90-dniowe).Co z tego mieli giełdowi gracze? Zyskiwali w większości przypadków możliwość wyjścia z inwestycji, czasami na godziwych warunkach (Wistil, Izolacja Zduńska Wola), choć czasem przy dość niskiej ofercie cenowej (w porozumieniu z głównym akcjonariuszem, od którego zależało powodzenie operacji) wzywający ignorował ich interesy (Grajewo, w pewnym sensie Polifarb Dębica).Wielu drobnych graczy inwestowało ?pod wezwania?. Zdaniem analityków, ta metoda jest jednak bardzo ryzykowna. Rzadko duzi inwestorzy chcą płacić drobnym premię za przejęcie kontroli, premia dla dużych graczy zaś często jest wypłacana w transakcjach wiązanych. Wtedy w publicznym wezwaniu oferuje się cenę minimalną.Bez wątpienia, niekorzystnym efektem wszystkich wezwań jest ograniczanie wartości akcji w wolnym obrocie (free float). W rezultacie wezwań kilka spółek już zniknęło z GPW, w około 20 free float wynosi najwyżej kilka procent. Niepokoi to też samą GPW, której przedstawiciele zauważają, że proces ten jest zbyt słabo bilansowany przez podaż akcji na rynku pierwotnym.Rozpoczęty w 1999 r. ?szał? zakupów w wezwaniach przeniósł się na początek ubiegłego roku. W pierwszej połowie 2000 r. ogłoszono kilkanaście wezwań, w drugiej połowie roku ? kilka. W tym roku już doczekaliśmy się paru wezwań. Nowością jest ich opiniowanie przez zarządy spółek, co jest efektem zmian w Prawie o publicznym obrocie, choć trzeba pamiętać, że oceny wezwań ze strony zarządów pojawiały się jednak już wcześniej (np. Wawel, Agros).

Krzysztof Jedlak, P.U.