Dekoniunktura zmusza banki inwestycyjne do oszczędności
Wyniki finansowe czołowych amerykańskich banków inwestycyjnychsą coraz gorsze i już niewielu ich przedstawicieli spodziewa się poprawykoniunktury w najbliższym czasie. Wszystko wskazywałoby więc na to,że trzeba będzie drastycznie zmniejszyć koszty, a więc zatrudnieniei inwestycje, zwłaszcza technologiczne.
Goldman Sachs ostrzegł, że jego zysk w II kw. spadnie o 24%, a Morgan Stanley spodziewa się zysku mniejszego o 36% niż przed rokiem. Najnowsze informacje z największego amerykańskiego banku inwestycyjnego Merrill Lynch mówią już o spadku zysku o połowę.Merrill poinformował we wtorek, że w tym roku zwolnił już 3300 osób, a więc 5% zatrudnionych. Takie proporcje są typowe dla większości jego konkurentów, ale coraz głośniej mówi się o konieczności redukcji zatrudnienia o kolejne 10%, zwłaszcza że w czasie hossy lat 90. rosło ono w bardzo szybkim tempie.W 1991 r. Merrill Lynch zatrudniał 38 300 osób, a w ubiegłym już 72 tys. Tymczasem wartość fuzji i przejęć spadła o 40% wobec I półrocza 2000 r., a przychody z pierwotnych ofert publicznych zmniejszyły się aż o 59%. Goldman Sachs odnotował spadek przychodów z bankowości inwestycyjnej o 50%.U Morgana Stanleya przychody z tytułu doradztwa przy fuzjach i przejęciach były niższe o 55%, a z gwarantowania emisji o 29%. Zmniejszyły się też zyski z obrotu na rynku wtórnym. W I kwartale było jeszcze nieźle, ze względu na duże wahania kursów, ale w kwietniu i maju wyschło i to źródło przychodów. Prowizje maklerskie zmniejszyły się też po wprowadzeniu systemu dziesiętnego na Nasdaq, co zwęziło spready. W niektórych firmach prowizje od obrotu akcjami spadły aż o połowę.W tej sytuacji obniżenie kosztów wydaje się oczywistą koniecznością. Okazało się jednak, że często o wiele trudniej jest zmniejszyć firmę niż ją rozbudować. Zarządom banków sprzyja jednak to, że większość bazowych kosztów zatrudnienia jest elastyczna. Stanowią one ok. połowy przychodów firmy, ale w dwóch trzecich mają charakter poufny, gdyż zależą od wysokości uznaniowych premii i innych dodatków.Zarządy zmniejszą więc te dodatki zazwyczaj o 20?25%. Jeśli próbują głębszych cięć wobec najbardziej wartościowych bankowców, którzy zarabiają dla firmy również przy dekoniunkturze, to ci odchodzą do konkurencji. Teraz więc większość dodatków trafia do starszych bankowców, kosztem młodszego personelu.Skuteczność takiej polityki jest wprawdzie ograniczona, ale na większe redukcje trudno się zdecydować. Merrill Lynch wciąż np. pamięta nauczkę z początku 1999 roku, kiedy to po kryzysie rosyjskim zwolnił 5% zatrudnionych. Wkrótce po serii cięć stóp procentowych przez Fed rynki poszły w górę, a w banku zabrakło ludzi i trzeba ich było gwałtownie szukać, co oczywiście znacznie zwiększyło koszty pracy.Większych redukcji zatrudnienia w czołowych bankach inwestycyjnych pewnie zatem nie będzie.W tej sytuacji zarządy szukają innych źródeł oszczędności i najczęściej pada na ograniczenie budżetów technologicznych. Instytucje finansowe wydawały ok. 400 mld USD rocznie na technologię informatyczną, a więc ok. 20% budżetu. Inwestycje na ten cel wzrosły aż o 16% w 1998 r., gdy banki przygotowywały się do zwalczenia pluskwy milenijnej, a później co roku też zwiększały się w dwucyfrowym tempie. Jest więc na czym oszczędzać.
J.B., ?Financial Times?