Logika i analiza otoczenia rynku wskazują od dłuższego już czasu, że obecnie inwestycje giełdowe to przedsięwzięcie dla desperatów. Zdać by się mogło, że nieomal wszystko sprzysięgło się przeciwko inwestorom. Olbrzymia dziura w budżecie i zionąca z niej perspektywa ostrego drenażu rynku oszczędności. Słabnące szanse na to, by OFE przeznaczyły poważniejsze środki na inwestycje na rynku. Wciąż słabe wyniki przedsiębiorstw i złe odczucia co do przyszłości. Kiepska sytuacja techniczna rynku. To tylko niektóre z czynników podpowiadające inwestorom, by trzymać się od rynku z daleka. Ale rynek nie jest na szczęście tworem kierującym się wyłącznie logiką.Czwartkowa sesja pokazała, że rynek nie działa w próżni i wystarczy silniejszy sygnał, by pojawili się chętni na kupno akcji. Prawda, chętnych do sprzedaży też jest wielu i piątkowe wyhamowanie potwierdza, że lekceważyć ich nie można. Czynniki wymienione na początku też nie znikną z dnia na dzień i trzeba bardzo uważać, by nie dać się ponieść emocjom. Ale poszukiwanie przez złotego nowego poziomu równowagi, lepsze od oczekiwanych wyniki części spółek z USA i przede wszystkim długoterminowa taniość wielu walorów będą utrudniać niedźwiedziom kolejne ofensywy. Optymizm wciąż nie jest w modzie, ale trzeba zachowywać się rozsądnie. Na naszym rynku już zainteresowanie niewielkiej liczby inwestorów zagranicznych potrafi wywrzeć wyraźne piętno. Warto więc pamiętać, że przy obecnych cenach akcji i kursie dolara mogą oni oczekiwać, że na akcjach zarobią o wiele więcej niż na papierach skarbowych. Tylko kwestią czasu jest więc pojawienie się ich pieniędzy na GPW.